• Wpisów: 49
  • Średnio co: 23 dni
  • Ostatni wpis: 2 lata temu, 09:57
  • Licznik odwiedzin: 12 109 / 1163 dni
 
queenlive
 
- Niechętnie to mówię , ale dziękuje że ze mną tam byłeś - uśmiechnęłam się do blondyna i podeszłam do okienka w aptece - Która już godzina ?
- Tak , tak - uśmiechnął się i podał aptekarce receptę . Wyglądał na szczęśliwego i o dziwo takiego wypoczętego po wczorajszej nocy . Nie przejął się moimi docinkani. On i tak wiedział swoje. Wiedział , że jestem mu wdzięczna , że pojechał ze mną do lekarza , mimo naszych fochów na siebie w ostatnim czasie
- Bez pośpiechu. Jest dopiero w pół do 12.

Wzruszyłam ramionami i stwierdziłam , że nie mamy czym się przejmować. Jednak coś nie dawało mi spokoju.

Aptekarka podała mi lekarstwa , a ja położyłam zapłatę na ladzie. Kobieta uśmiechnęła się do mnie , a następnie troskliwie spojrzała na Daniela.  O matko ! Za dużo tej czułości w ostatnim czasie.

Wsiedliśmy do autobusu i pojechaliśmy pod nasz hotel, jednak najpierw udaliśmy się do centrum handlowego. Zakupy.. O tak , tego mi było trzeba.
McDonald oferował smakowicie wyglądające zestawy obiadowe, jednak musiałam się im oprzeć. Co było dla mnie trudne z dwóch powodów : była pora obiadowa  oraz byłam głodna za dwóch.

- Chodź, zjemy coś a potem pomożesz mi kupić prezent dla pary młodej - Tande zauważył mój głód i nie mógł powstrzymać się od śmiechu. Haha, bardzo śmieszne.
- Jak to ? - podniosłam zdziwione spojrzenie na niego , a on wyglądał na lekko zabitego z tropu - Nie masz prezentu ?
- Gdybym wiedział , że Isabelle nie kupi to nie prosiłbym Cię o pomoc - odparł zadumany i złożył zamówienie.

Po krótkiej chwili oboje siedxieliśmy przy stoliku z dwoma tacami. Okej, trochę tego za dużo , ale jednak nasz głód był nie poskromiony.
- Dobra , to już ostatni raz - postanowiłam sobie dla dobra maleństwa zaprzestać jedzenia w fast food ach , ale dzisiaj ostatni raz tak się żywię - O której ten ślub ?
Mój uśmiech zszedł z twarzy , gdy zobaczyłam kogoś stojącego za moimi plecami . Ten ktoś był mi osobą dobrze znaną i niestety nie lubianą.
- O 17 - wtrącił Jurij i oparł ręce o nasz stolik - Chyba nie zspomnieliście ?

Wymieniliśmy zdziwione spojrzenia , ale żadne z nas nie dało po sobie poznać zdziwienia.

- Tak w ogóle to smacznego - uśmirchnął się do mojego towarzysza, ale gdy spojrzał w moją stronę uśmiech z jego twarzy znikł - Nie jedz tyle bo zgrubniesz . Jako druhna musisz jakoś wyglądać w sukience .
- Niestety ten zaszczyt mnie nie ominie , ale jak zauważyłeś nie zamierzam głodować - mój głos nie był pozbawiony oziębłego tonu i ironi , co nie umknęło uwadze Tepesa. Daniela zresztą też, który kopniakiem w kostkę ostrzegał mnie , żebym nie wdawała się w sprzeczki ze Słoweńcem.
- Frytki, cola, hamburger i wrap.. - zaczął mi wyliczac jedzenie z tym hamskim uśmieszkiem - Dziewczyno wiesz ile to ma kalorii ?

Tande miał już dość tej naszej dziecinnej sprzeczki , która powtarzała się za każdym razem , gdy nasza dwójka się spotykała .

- Chcesz do tego lody ? - miły glos blondyna wstającego od stolika.
Gdy pokiwałam głową udał się w stronę lady.

A ja zostałam sama ze swoim wrogiem. Jurij wygodnie się przysiadł i obserwował mnie z uśmiechem.

-  Co Ty w ciąży jesteś ?

Jego żart był tak trafiony, ale na szczęście o tym nie wiedział. Ogarnął mnie lęk. Nie chce, żeby on o tym wiedział. I z pewnością wyprzedził by mnie i poinformował o tym Petera. Jurij to taki..

- Haha, bardzo śmieszne - wysyczałam patrząc mu prosto w oczy i udając, że jego "żart " mnie rozbawił. Muszę jak najszybciej zmienić temat   bo ten jest dla mnie BARDZO niewygodny - Chcesz coś ode mnie , czy po prostu nie masz swojego życia ?

O. I trafiłam w samo sedno. To pytanie już mu się nie spodobało. Przez jego twarz przeszedł grymas, jednak szybko mogłam się spodziewać riposty.  To samo, juz tyle czasu.  Można się do tego przyzwyczaić , a te nasze kłótnie są po prostu częścią codzienności.
O Boże...
Czy moje myśli zmierzają do tego, żeby po lubić Tepesa ?
Gdy już uświadomiłam sobie ,że jest to dość prawdopodobny scenariusz zaśmiałam się i popatrzyłam na niego zaskoczona , gdyż przed chwilą coś do mnie mówił.

- Chciałem się ostatnio z wami spotkać, pamiętasz ?

Faktycznie ! Manuel mi o tym mówił .. Zapomniałam. Nie żebym go tak całkowicie olewała.

- W jakiej sprawie ? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie
- Nie ukrywam , że Wasza ciągła obecność przy Peterze jest mi nie na rękę , gdyż muszę Waszej dwójki unikać - tutaj zagestykulował rękami i zachowywał się jak mały obrażony chłopczyk, któremu rodzice wzięli samochodzik - Dlatego chciałem z Wami zawrzeć sojusz.
- Sojusz ? - odrzuciłam głowę do tyłu i wybuchłam nie pochamowanym śmiechem - Żartujesz ?
- Nie , mówię całkiem serio - lekki uśmiech na jego twarzy. Kurde.. Jestem zbita z tropu - To tylko sojusz. Nie będę Was przepraszał .

Prxygryzłam wargę i zastanowiłam się nad tym chwilę.
Jurij chce sojuszu.
Dla mnie to plus , bo nie będę go musiała unikać i przestanie mnie ośmieszać przy innych.
A  jakie są tego minusy ?
Jakoś nic mi na myśl nie przychodzi.
Jedynie to , że może coś kombinować.
Ale po co byłybyśmy mu potrzebne ?

- Więc jak ?- domagał się czym prędzej odpowiedzi.
Kątem oka widziałam jak Tande wraca już do nas z porcja lodów.
Dobra, niech mu będzie.
- Zgoda - przymryżyłam oczy i uśniechnęłam się - Przekaże to Isabelle. Ciekawe co ona na to.
- Na pewno się ucieszy - wstał .
- Z pewnością.
-  A Ty Jurij co tutaj robisz ? - wtrącił się blondyn i popatrzył na zegarek- Ślub już niebawem.
- Na pewno nie kupuje prezentu ślubnego w ostatniej chwili - odparł sarkastycznie i pożegnał się z nami .
Czyli nie tylko my jeszcze nic im nie kupiliśmy. Odprowadziłam Słoweńca wzrokiem i zabrałam się za kubeczek lodów.
Daniel nawet nie dopytywał się o co chodziło Tepesowi.

***
ISABELLE POV :

- Zabiję ją - mamrotałam pod nosem nerwowo upychając kwiaty w wazonach - Gdzieś ona się podziewa?

Przyjecie ma być dość chuczne.
Sama musiałam potwierdzić rezerwację, bo oczywiście Daniel i Stina pojechali po suknię ślubną. Ciekawiło mnie jednak , gdzie oni się tyle szlajają.
Czy odebranie sukni ślubnej to jest zadanie na kilka godzin ?

- Czerwone róże na stolik pary młodej - przypomniał mi wkurzony na mnie Stefan, który tłumaczył mi to już setki razy, a ja nadal popełniam błędy - Będzie tam biały tort i to wszystko razem..
- Nie opowiadaj mi o kontraście tęgi wszystkiego. To mnie w ogóle nie interesuje - przerwałam mu dość ostro kładąc kwiaty na stół - Tylko konkretne rozkazy.
- Okej - popatrzył na mnie w dziwny sposób i wzruszył ramionami. Nim się ponownie odezwał wykreślił coś z notatnika - Idź na zaplecze po kieliszki.

Potulnie wykonałam jego rozkaz.
Cierpliwość i spokój Stefana stanowczo mi się udzieliły.
Biedny Kraft miał całe przyjęcie do ogarnięcia , a para młoda udała się na próbę do świątyni.
Na mojej twarzy pojawił się grymas , gdy stwierdziłam , że Michael wykorzystuje swojego przyjaciela.
Rozumiem, że są ze sobą związani od lat i praktycznie są jak bracia ,no ale są granice.
Biorąc kieliszki na tacę byłam dość roztrzęsiona.
Dochodziła 12 , nie miałam żadnego kontaktu ze Stiną , ani jak zgromadzić pieniądze dla striptizera.
- Opanuj się Isabelle. Przecież nie możesz poprosić Stefana o pomoc.

Prubowałam się uspokoić , jednak marnie mi to wychodziło.
Wzielam tacę do rąk , a kieliszki na niej obijały się o siebie.
Tak bardzo byłam zdenerwowana.
Poczułam, że moje ręce są mokre od potu i odstawiłam tacę z powrotem na miejsce.
Gdy wytarłam ręce o spodnie stało się coś tak oczekiwanego.
Mój telefon dzwonił.

Nadal drżącymi rękami wyjęłam go ze spodni i przyłożyłam do ucha.
Dziwne, bo czulam się jakby groziło mi śmiertelne niebezpieczeństwo , a każdy mój ruch był na wagę złota.
A przecież nic takiego się nie działo.
Cała sprawa nawet mnie nie dotyczyła.

- To gdzie się widzimy ? - usłyszałam głos w słuchawce   .
- Posłuchaj.. - zawachałam się. I tak muszę mu powiedzieć prawdę. Po co to ukrywać ? - Nie mam jeszcze tych pieniędzy.
- AGH, nie masz ? - w jego głosie usłyszałam zdziwienie i lekką irytację -  Myślałem , że Ci na tym zależało.
- Poczekaj.. .
- Sorry, laska ale za pół godziny mam samolot   wiec.. - chwila ciszy i juz byłam pewna, że się rozłączył - Polubiłem Cię , więc mogę Ci jedynie powiedzieć kto mnie wynajął.
- Znasz imię i nazwisko ?- prawie podskoczyłam w miejscu z tej radości .
- Wiem tylko jak wyglądała - mój entuzjazm szybko został zgaszony - Taka średniego wzrostu blondynka .
- Coś więcej ?
- Hmm..- znowu chwila przerwy. Chwila ,która trwała wieczność - Zachowywała się jakby nie lubiła panny młodej.
- Serio ?! - podniosłam glos, jednak szybko się uspokoiłam. Nie mogłam zapominać o Krafcie w sali przyjęciowej .
- Chociaż to mało powiedziane. Jakby była jej wrogiem numer jeden. Niestety nic więcej nie wiem. Mam nadzieję , że pomogłem .
- I to jak - ucieszyłam się , a następnie pożegnałam pomocnego mężczyznę.
- Polecam się na przyszłość .


W miarę spokojna wróciłam do przygotowań , jednak moje myśli biegły jednym torem. W stronę tej tajemniczej blondynki.
Spojrzałam na roześmianą twarz Krafta właśnie rozmawiającego z Michaelem przez telefon.

~~~
Po godzinie 14 Daniel i Stina wreszcie wrócili do hotelu. Oboje byli weseli , roześmiani i wracali z kilkoma torbami.
Popatrzyłam na nich oskarżająco , jednak nie byłam w stanie się na nich gniewać.
- Widzę, że fajnie się bawiliście na zakupach - stwierdziłam , gdy położyli torby na łóżku - Czego szukasz kochanie ?

Ten zwrot do Daniela był nie na miejscu, gdyż moja przyjaciółka spojrzała na mnie w dziwny sposób. Momentalnie odwróciłam głowę w stronę zakupów starając się nie patrzeć na buszującego po szafkach Norwega.
- Daniel, podać Ci coś ?- zapytałam ponownie i oczekiwałam reakcji . Jakby nie było, byli w moim pokoju , a Tande zrobił już tu lekki syf .
- Kolorowy papier i wstążkę. - oznajmił zamyślony i znowu skupił się na przeczesywaniu mi szuflady - Masz ?

Wstałam z miejsca i odsunęłam go ręką na bok. Zamknęłam stolik i podeszłam do szafy z ubraniami. Przrgrzebałam kilka stosów z ubraniami i wyjęłam owe przedmioty.
I wtedy sobie coś przypomniałam. Nie mam prezentu. Faktycznie.. Miałam kupić do drodze, ale jakoś mi umknęło.
Popatrzyłam na blondyna z uśmiechem i podałam mu papier.

- Kupiłeś prezent ?
- A Ty kupiłaś?- odpowiedział mi pytaniem na pytanie, ale na jego twarzy pojawił się dobrze mi znajomy uśmiech . Pokiwałam przecząco głową i zrobiłam słodkie oczka - Wiedziałem, że tak będzie i sam kupiłem.
- Ekhem - ktoś zakaszlał. A no tak. Stina też tutaj jest - Z moją dobrą pomocą.

Uśmiechnęłam się wdziecznie do przyjaciółki, a ona odpłaciła mi tym samym. Dziś wygląda zdecydowanie lepiej niż wczoraj. Ogółem, wygląda lepiej niż ostatnimi dniami. Jakaś taka radosna jest.

- Dobra pokaż mi szybko ten prezent - domagałam się zniecierpliwiona.

Gdy Tande wyjął z torby dość duże opakowanie byłam podekscytowana. Ciekawe co to może być.

- Tadam! Robót kuchenny - powiedział to tak dumny z siebie - Przyda im się na nowej wspólnej drodze.

Teraz już mi nie było tak do śmiechu.
Przypomniałam sobie od razu Marry siedzącą na podłodze i płaczącą.
A z jakiego to powodu ?
Bo zdradziła Michaela.

Musiałam się ugryźć w język żeby nie zacząć tego tematu przy Danielu.
Muszę o tym poważnie pogadać ze Stiną.

- Daniel, mam prośbę - podałam mu karteczkę z adresem , którą błyskawicznie przyjął - Pojedź tam i pomóż Stefanowi z przygotowaniami.
- O nie - brunetka przyłożyła dłoń do ust , ponieważ nagle sobie o czymś przypomniała- Zbieraj się Is, jedziemy po suknię.
- Nie odebrałyście sukni ? - wtrącił się Tande , który usiłował zapakować prezent ślubny .
- Zostaw to i jedź do Krafta - ponagliłam go - My to zapakujemy.

Od razu po jego wyjściu wsiadłyśmy do samochodu i pojechałyśmy odebrać suknię ślubną. Była w pralni zupełnie nie wiem dlaczego.
Byłam trochę zdenerwowana co udzieliło się Stinie.

Wpatrywała się w okno i milczała.
Dziwne znając ją.
Pewnie ten ślub ją przybił.
Tak jak i mnie.

- Wcale nie uśmiecha mi się być druhna - wyznałam szczerze i wysiadłam z samochodu .
- Głupie idiotki  się pochorowały - dodała wściekła i z hukiem zakmnęła drzwi auta - Przepraszam.
- Nie rozumiem tego - popatrzyłam na nią a ona na mnie , a wyraz jej oczu wcale mi się nie spodobał . Coś jest nie tak. Czuję to - Wzięli nas. Akurat nas. Każdy inny byłby lepszy niż my.
- Ja to robię tylko i wyłącznie ze względu na Stefana - otworzyła drzwi do pomieszczenia i weszła jako pierwsza - Chcę czy nie chcę ten raz się dla niego poświęcę.

Dobra z niej przyjaciółka. Kraft nie raz jej pomagał i ją wspierał. Cieszy mnie fakt , iż w każdej sytuacji można na nią liczyć.

Pralnia nie była zbyt duża, ale wnętrze robiło wrażenie. Pierwszy raz widzę tak ekskluzywną pralnie.
Kobieta za lada już na nas czekala i od razu , gdy weszłyśmy zauważyłyśmy na stojaku za nią śnieżno białą suknię.
- Od razu uprzedzam, że nie wszystkie plamy udało się usunąć.

UPS. No to wtopa. Wytrzeszczyłam oczy na nią , a kobieta poczuła się nie zręcznie.

- Proszę na nią spojrzeć - wskazała z pozoru nie skazitelną suknię - O ile ślady szminki się sprały , to lekki odcień krwi nadal pozostał.
- Nic z tym nie można zrobić ? - spytała tak już czysto formalnie Stina. Sprawa była jasna.
- Próbowaliśmy już wszystkiego - pracownica ze smutkiem pokiwała głową i wróciła do oględzin sukni - A tutaj ją zszyliśmy, gdyż była zbyt potargana.

Wymieniłyśmy spojrzenia i równocześnie spojrzałyśmy ba suknię. Chwila milczenia, dość długa chwila. Kiwnęłam głową kobiecie tutaj pracującej , żeby zapakowała suknie.
- Zawsze mogło być gorzej - stwierdziłam po czym ułożyłam suknię panny młodej ostrożnie w samochodzie .
- Zniszczyłyśmy jej suknię - syknęła cicho Stina , jakby bojąc się, że ktoś nas usłyszy .
- To my to zrobiłyśmy ? - ciężko mi było TO sobie przypomnieć.

Stina wyjaśniła mi całą sytuację i faktycznie - naszą wina. No , ale nie zrobiłyśmy tego specjalnie.
- Wsiadaj - kiwnęłam głową do brunetki - Jeszcze będziesz musiała iść pogadać ze Stefanem , że jego dziewczyna chce rozwalić małżeństwo jego najlepszego przyjaciela.
- Co takiego ?! Czemu ja ?

***


- Proszę Cię , Ty mu to powiedz - błagałam Isabelle już przez pół drogi, a teraz stojąc pod salą w której ma się za kilka godzin odbyć wesele praktycznie nie mam innego wyjścia   Ale jak mam mu to powiedzieć ? - I czemu zawsze ja jestem od psiej roboty ?
- Gdybyś się nie szlajała po centrum handlowym z Danielem to miałybyśmy striptizera , który sam by mu to potwierdził- wytłumaczyła mi spokojnie i poprawiła długie, czarne włosy, które teraz upięła niedbale w koka - I jeszcze zagwarantował naszą prawdomówność.
- Mogłaś mi o tym powiedzieć wcześniej - wyrzuciłam jej i zaczęłam przebierać z nogi na nogę.
- Ciekawe kiedy - prychnęła i rzuciła okiem na suknię ślubną - Albo się źle czułaś albo spałaś.

Przewróciłam oczami. Nie moja wina, że się źle czułam.

- Jurij zawarł z nami sojusz - poinfornowałam ją i otworzyłam drzwi - Hej chłopaki.

Zrobiłam to specjalnie , aby uniknąć tego spojrzenia , który teraz na 100% przeszywał moje plecy. Chciała mnie złapać za rękę, ale się jej to nie udało.
Sala wyglądała ładnie , chociaż jeszcze masa z nią roboty. Widać , że Daniel i Stefan mają pełne ręce roboty.
To może ja im nie będę przeszkadzać i sobie pójdę..?
Gdyby nie Isabelle za moimi plecami od razu bym stąd wiała.
Najgorsze dla mnie nie jest wkurzenie Marry , złości Megan o zniszczenie sukni , tylko zawiedzenie moich przyjaciół.

- O macie suknię ślubną - blondyn się ucieszył i podszedł bliżej naszej dwójki , ja natomiast trochę się odsunęłam od Krafta- Pokażcie ją.
- Łapy precz !- skarciła go czarno włosa wyczekując moich słów - To źle wróży.
- Naprawdę ?

Norweg cofnął dłoń  , ale nadal dogadywał się z Is chcąc ją przekonać , żeby pokazała mu chociaż kawałek. Dalszej ich rozmowy nie słyszalam.

- Mamy mały problem - zaczęłam niepewnie i pokazałam malutki odstęp między dwoma palcami sugerując nasz problem. Chociaż gdybym tylko mogła to oddaliłabym obie ręce jak najdalej od siebie, ponieważ ten problem mnie przeratał . To wszystko na raz wzięte - Suknia się zepsuła..
- Co takiego ?! - na twarzy Stefana widziałam strach. Pobladl biedak. Jeśli go teraz dotknę to będzie nie na miejscu ?
- No bo wiesz... - zaczęłam spokojnie - Trochę ją poplamiłyśmy , trochę się rozdarła ale ogółem nie jest źle.
- Z daleka tego nawet nie widać - wtrąciła Is i pokazała suknię Austriakowi - Trochę gorzej jest z bliska   .
- Goście tego na pewno nie zauważa - zagwarantowałam pewnie , po czym trochę złagodniałam - Tylko pan młody i panna młoda.

Kraft stał bez słowa. Patrzył tylko na suknię. Nie odrywał od niej wzroku. Nie jest dobrze.. Aktualnie jego mózg to wszystko sobie układa. Czekać tylko aż to do niego dotrze i wybuchnie.

- Zniszczyłyście suknie ... - zaczął i spojrzał na mnie - Ale jak ?
- Przymierzałyśmy ją tylko - wbiłam wzrok w podłogę.  Czułam się jak zawstydzona małolata - Puściła mi się krew z nosa , a jak szłam do łazienki to wytrzeć  to suknia się zachaczyła o krzesło.
- A ta szminka ? - dopytywał się Kraft.
- To moja - odpowoedziała mu czarno włosa a jej policzki oblał rumieniec - Ale to było niechcący..

Nawet nie dokończyła . Austriak odwrócił się od nas i wyszedł z pomieszczenia. Daniel popatrzył nan w oczy i poklepał nas pocieszająco po ramieniu.
Kilka minut później brunet wrócił do nas z butelką szampana w ręce.
- Zniszczyłyście suknię panny młodej! - przyłożył butelkę do ust - Normalne jesteście ? Co z Wanimi jest nie tak ?
-Weź nie pij - Tande wziął mu butelkę z alkoholem - Jesteś świadkiem ba ślubie.
- Na jakim ślubie ?! Dobrze ,że tak się stało ! Ślubu nie będzie !; wściekła Isabelle rzuciła suknię na ziemię i nim zdążyliśmy ją zatrzymać dziewczyna skakała w furii po niej.
- Zostaw tę suknię ! Isabelle! - chłopcy chcieli ją powstrzymać , jednak ciężko było opanować jej napad.
- Suknia to nasz najmniejszy problem ! - krzyknęłam, żeby się uspokoili -Ta zdzira Marry zdradziła ukochanego Michaela z pieprzonym striptozerem , któremu Marisa zapłaciła, żeby się z nią przespał ! A Megan kazała jej udawać , że nic takiego nie.miało.miejsca ! Striptizer wyjechał , a Ty musisz mi uwierzyć na słowo .. Jeszcze ta ciąża.  Nawet nie wiem czy Peter chce dziecka .. Ja też się źle czuję , ale muszę być druhna na ślubie dziewczyny która mnie nie na widzi! I jeszcze Daniel i Isabelle nie będą razem bez mojej zgody ! A Jurij.. A Jurij powiedział , że jestem gruba i zawarł ze mną sojusz.. Pieprzona  Japonia ! I tak mi nikt nie uwierzy , bo wszyscy uważają mnie za alkoholiczke.. Wiec, Waszym zdaniem największym problemem jest suknia ?!

Wykrzyczałam swoje złości , emocje, uczucia i problemy , a oni patrzyli na mnie z wytrzeszczonymi oczami.
Starałam się uspokoić , co mi słabo wychodziło , wiec usiadłam na krześle i się rozpłakałam.
Nie chciałam zniszczyć im ślubu , ani byćz tym wszystkim związana.
Chciałam po prostu sobie żyć z boku z Peterem.***

Nie możesz dodać komentarza.