• Wpisów: 49
  • Średnio co: 21 dni
  • Ostatni wpis: 1 rok temu, 09:57
  • Licznik odwiedzin: 11 808 / 1073 dni
 
queenlive
 
  "Mówisz, ze kochasz deszcz, a rozkładasz parasolkę , gdy zaczyna padać.
Mówisz, ze kochasz słońce, a chowasz się w cieniu, gdy zaczyna świecić.
Mówisz, ze kochasz wiatr, a zamykasz okno, gdy zaczyna wiać.
Właśnie dlatego boję się, kiedy mówisz, że mnie kochasz "
~William Shakespeare



  Po zawodach Peter zapomniał o mnie i poszedł odrazu się przebrać. Nawet nie udzielał wywiadów, ani nie rozdawał autografów. Stanął tylko do jednego wspólnego zdjęcia na podium i tyle go widziałam. Nie był zadowolony z siebie. Cała ta sytuacja z Isabelle go rozproszyła i dlatego zepsuł jeden skok. Naszczęście jest tak doświadczonym i utalentowanym skoczkiem, że drugi skok zapewnił mu w ostateczności drugie miejsce. Drugie miejsce..
 Pamiętam jak kiedyś zapytałąm go dlaczego tak nienawidzi być drugi. Wydawało mi się,że on to by chciał tylko wygrywać i nic oprócz wygranej go nie zadowoli.

- Nie lubię byc drugi – naburmoszył sie i popatrzył gdzieś daleko przed siebie.
- Ale dlaczego ? - dopytywałam, gdyż chciałm się tego dowiedziec za wszelką cenę.
- Jestem najstarszy z rodzeństwa, co też oznacza, że jako pierwszy wszystko robiłem – tłumaczył cierpliwie z uśmiechem na ustach, wspominając dawne lata – Jako pierwszy poszedłem do szkoły, jako pierwszy się usamodzielniłem i jako pierwszy zacząłem skakać. Pamiętam, że zawsze we wszystkim chciałem być najlepszy.
- Nawet jako dziecko ?
- Wtedy szczególnie – na jego ustach pojawił się taki szcery uśmiech, że nawet ja zaczęłąm się śmiać – Wiesz jak to jest jak się jest dzieckiem.Jak  grasz w grę to chcesz ją wygrać, a jak jesteś drugi to Cię to już nie cieszy. I właśnie z najmłodszych lat mi to zostało.
- Więc dlatego nie cieszysz się z drugisz miejsc – dodałam zadowolona  z siebie niczym Sherlock Holmes.
- A Ty z czego byś się bardziej cieszyła ? Z dostania kostki czy całej czekolady ?
- No oczywiście , że kostkę – odpowiedziałam pewnie nie przestając się śmiac – Sam rozumiesz na diecie jesteś.
- Dobra, dobra. Mówisz, ze jesteś niby na diecie,a  zjadłabyś całą sama. Za bardzo lubisz słodycze – szturchnął mnie, po czym mnie przytulił.


Szukałam go prawie wszędzie, ale nigdzie nie mogłam go znaleźć. Po półgodzinnych poszukiwaniach odpuściłam sobie rozmowę z nim i poszłąm posłuchać opowiadać o ślubie Marry.
Dziewczyny siedziały w naszej ulubionej restauracji obok skoczni i przyglądały się skoczkom mijającym je z uśmiechem na twarzy. Niektórzy im nawet machali, a one promieniały z radości. Obie są takie szczęśliwe. Cieszy mnie. Dzięki ich dobremu nastrojowi, ja również jestem wesoła.

- A my  z Kennethem jesteśmy już oficjalnie parą ! - piszała z radości Megan po czym poprawiła swoje blond włosy, upięte dzisiaj w koka.- Właśnie w Sylwestrową noc zapytał czy chcę być jego dziewczyna. Trochę się stresował, widziałam to w jego oczach..
- Bał się, że mu odmówisz – wtrąciłam i dosiadłam się do stolika, a chwilę później przyszedł do nas kelner- Poproszę kawę po irlandzku i szarlotke z lodami waniliowymi.
- A czemu miałaby mu odmówić ?  Teraz to nawet Marry była zdziwiona i patrzyła na mnie wielkimi oczami- Przecież widzisz jak się kochają. Tak samo jak ja i Michi.
- I ja z Peterem – uśmiechnęłam się i podziękowałam kelerowi za przyniesione zamówienie.
- No nie powiedziałabym – Megan spuściła wzrok i nie chciała na mnie spojrzeć . O co jej chodziło ?
- Co masz na myśli ? Wyjaśnij mi, bo nie wiem o co Ci chodzi.
- Stina proszę Cię – Marry chwyciła mnie za rękę i popatrzyła głęboko w oczy. Czarnowłosa miała na tyle odwagi, zeby wyjaśnić mi o co im chodzi – Nie udawaj, że tego nie widzisz.
- Ale czego ?
- Przecież Prevc Cię olewa  - tłumaczyła mi spokojnie, a w jej głosie mogłąm wyczytac współczucie – Odkąd pojawiła się tu Isabelle  Ty jesteś niewidzialna. Biegasz za nim, chcesz z nim porozmawiać, a jego obchodzi tylko ona. Proszę Cię, nie mów mi, że Ty tego nie widzisz.

Zapadłą cisza. Teraz obie patrzyły na mnie wyczekująco. Miały mnie za idiotkę. Za naiwną laskę, uganiającą się za hłopakiem, który ma ją gdzieś. Ale tak nie było. Prawda była inna. Na mojej minie pojawiło się zmieszanie, co moja przyjaciółka skomentowała westchnieniem. Poprawiając swoje okulary , powolnymi ruchami dobrze wyeksponowała swój pierścionek zaręczynowy. Był naprawdę śliczny. Srebrny pierścionek z niebieskim,a raczej błękitnym jak niebo diamentem w środku. Dość pokaźnych rozmiarów diament był otoczony mniejszymi przezroczystymi diamencikami. Naprawdę robił wrażenie.

- Nie jestem mu obojętna – odparłam pewna siebie, chociaż brzmiałam jakbym go broniła przed ich oskarżeniami- My.. przespaliśmy się.

Obie nie mogły w to uwierzyć. Czy to naprawdę było takie dziwne ?
Megan zmierzyła mnie wzrokiem , a Marry otworzyła usta , jednak nic nie powiedziała.

- Jeśli masz coś do powiedzenia to powiedz – poprosiłam ją – Marry powiedz co o tym myślisz. A Ty Megan ?
- Ja... - kuzynka patrzyła na mnie jeszcze oszołomiona , jednak po chwili an jej twarzy pojawił się uśmiech. Dodała mi trochę otuchy – Cieszę się, że jesteś szczęśliwa.
- Szczęśliwa ? - dziewczyna w okularach będąca moją przyjaciółką prychnęła – Nie chcę nic mówić, ale..
- Zawsze musisz miec jakies ale ? - Megan stanęła w mojej obronie. Rodzina.. - Ona jest poprostu szczęśliwa z Peterem i bardzo dobrze.

Marry wstałą z miejsca i ubrała swój płaszcz. Chyba poczuła się urażona słowami Megan, ale ta powiedziałą jej tylko prawdę. Wzięła do ręki swoją czarną skórzaną torebkę i upiła oststni łyk herbaty.

- Dobra. Bądź szczęśliwa- popatrzyła na mnie piorunująco – Ale żebyś potem nie płakała z jego powodu.. Żeby potem nie było. Ostrzegałam Cię..
- Przed czym ? Przed miłością ? - nadal drążyłąm temat, gdyż nie wiedziałam co takiego jest złego w mojej miłości do Prevca.
- A jeśli okaże sie, ze chciał się tylko z Tobą przespać ? Nie widzisz jak on się teraz zachowuje ? Na Twoim miejscu bym tak wnioskowała..
- Nie jesteś na moim miejscu i ngdy byś nie mogła być – syknęłam prosto w jej twarz. Poczułam uścisk w gardle , a łzy napłynęły mi do oczu – Ciebie Peter nigy by nie pokochał.
- Okej – posłała mi gniewne spojrzenie – Jak zrozumiesz swoje zachowanie to przyjdź mnie przeprosić.

Po tych słowach wyszła z restauracji, prawie trzaskając drzwiami. Razem z Megan obserwowałyśmy zamykające się za nią drzwi. Popatrzyłam na kuzynkę, a ta dostrzegła łzy w moich oczach. Przytuliła mnie do siebie i uśmiechnęła się.

- Ej! Nie przejmuj się nią – mówiła spokojnie , popijając kawę, ale nie spuszczając ze mnie wzroku- Ty i Peter.. Wasza miłosć jest inna. Ja to rozumiem i w pełni Cię wspieram.
- Dziekuję Ci Megan.

To się nazywa przyjaciółka , a nie o co przed chwilą odstawiła Marry. Zeby nie było ostrzegałam Cię. No super.. A potem co by mi powiedziałą ?  Żebym radziła sobie sama ? Dobrze, ze mogę na niej polegać..

Mim wszystko przez jej zachowanie nabrałam podejrzeń.Ona coś ukrywa.. Musze się dowiedzieć co. Nie moge zwątpić w miłość Petera do mnie. Nie zrobię tego. Ufam mu.

****

Nadszedł 3 stycznia.  Z samego rana pojechałam do szpitala z któego Peter prawie wogóle nie wychodził. Szłam powoli długim białym korytarzem szukając pokoju z 21 a . Wiedziałam w której sali leży Isabelle,ponieważ Prevc zdążył mi tyle wspomnieć  w smsach , któe ostatnio były jedynym źródłem kontaktu między nami. Dziewczyna już zdążyła zostać przewieziona do szpitala w Austrii położonego blisko skoczni i naszego hotelu, aby Peter mógł ją często odwiedzać. A raczej przesiadywać cały czas u niej..

- Zostały jeszcze ostatnie dwa konkursy z cyklu TCS – zmartwił się Stefan , podążający obok mnie szpitalnym korytarzem – Przynajmniej teraz będziemy skakać u siebie.
- Gdybym Prevc nie byłby w tak dobrej formie powiedziałabym, że to wygrasz jak rok temu – uśmiechnęłam się podeszłąm w stronę windy – Jednak ona lezy piętro wyżej. Pomyliłam się.
- Ty i ta Twoja orientacja – Kraft przewróćił oczami, ale potulnie poszedł za mną – A co do Petera..
- Tak ? - uniosłam do góry jedną brew i z niecierpliwością wyczekiwałam tego co powie Austriak.
- Wiem , to nie moja sprawa. Ale nie podoba mi się, że on Cię tak ignoruje.

I kolejna osoba o tym samym... Przedtem Marry ,a  teraz Stefan. Od czasu tej naszej kłótni ( czyli dwa dni temu) trochę się między nami pozmieniało. Owszem, nadal pracujemy ze sobą i rozmawiamy, ale już nie jest to taka przyjacielska rozmowa, ale bardziej pracownicza. Ja nie ufam jej, a ona mi. Za to zauważyłam , że Marry ostatnio duzo czasu spędza z Megan. No bardzo to ciekawe wszystko..

- Co wy wszyscy macie z tym Prevcem ?! - wybuchnęłam i wykrzyczałam swoją frustrację chłopakowi prosto w twarz – Dajcież już spokój!
- Co Cię tak uraziło ?
- Wszyscy ostatnio mówią, że Peter mnie olewa i ciągle tylko o Isabelle dba – żaliłam mu się, nie spuszczając ostrego tonu- Ona jest poprostu chora, a on dba o nią. Każdy przyjaciel zachowałby się dokłądnie w ten sam sposób!
- Ale.. - zaczął  niepewnie, ale nie dokończył, ponieważ szybko wyszłam z windy- To może ja tutaj poczekam.
- Okej – uśmiechnęłąm się do niego, ponieważ Stefan niczym sobie nie zasłużył na takie traktowanie . Dodałam jeszcze delikatnie -Przepraszam. Poniosło mnie. To przez te ostatnie dni. Tyle mam na głowie.
- Rozumiem – przytaknął głową , a jego kąciki ust nieznacznie uniosły się do góry – Idź   już , bo ile on tam będzie na Ciebie czekał.


Stojąc przed pokojem , zastanawiałam się czy powinnam tam wchodzić. Jest dopiero 8 rano. A jeśli ona śpi ? Albo pielęgniarka zmienia jej teraz kroplówkę? Albo jest wykonywana jakaś inna czynność , która mogłaby ją zawstydzić. Chwyciłam klamkę i wtedy drzwi otworzył ktoś od wewnętrznej strony.
Przedemną stanęła niska blondynka, która byłą pielęgniarką. Kobieta uśmiechnęła się do mnie , nie przestajac uzupełniać karty medycznej.

- Czy mogę wejśc ? - zapytałam cicho, a kobieta przez chwile zdawała się nie słyszeć mojego pytania. Zastanawiałam się czy mam je powtórzyć, ale widziałam jak kiwa do mnie głową i uchyla drzwi szpitalnej sali.
- Tak, proszę wejść – powiedziała pogodnie – Tylko niech Pani nie siedzi u niej zbyt długo. Musi duzo odpoczywać.

Gdy weszłam do pokoju pomalowanego na niebiesko, pierwsze co mi się rzuciło w oczy było pojedyncze łóżko. Isabelle była sama w sali ?

- Pewnie musi Ci się strasznie tutaj samej nudzić – zaczęłam rozmowe i podeszłam bliżej do  łóżka na którym leżałam. Przysunęłam krzesło bliżej niej i usiadłam na nim – Podobno  czujesz się już lepiej.
- Powoli dochodzę do siebie – odpowiedziała słabo i powoli podniosła się do pozycji siedzącej .
- Przepraszam, że zapytam, ale boli Cię coś jeszcze ?

Dziewczyna uniosła bluzkę do góry i pokazała mi potłuczone żebra, które były bardzo posiniaczone. Wzdrygnęłam się na sam widok. Czarnowłosa uśmiechnęła się i popatrzyła na mnie.

Wiedziałam, że tak zareagujesz – stwierdziła pogodnie i pomacała ręką opatrunek na głowie – Najbardziej boli mnie ta rana.
- A ręka ? - zapytałam i popatrzyłam na zagipsowaną prawą rękę od nadgarstka az po łokieć .
- Nie – pokręciła głową , a ciemne kosmyki latały wokół jej twarzy- Tylko swędzi, dlatego Peter przyniósł mi linijkę , żebym mogła się drapać.

Przyglądałam się jej uważnie. Włosy miała ładnie splecione w warkocza. Mimo, że miała prawą rękę w gipsie była pomalowana ! Jak ona to zrobiła ? Co prawda tylko oczy, a na ustach miała błyszczyk. Widziałam, że na twarzy na kilka zadrapań i jeden mały plaster na policzku. Jej oczy były podkrążone. Pewnie nie spałą za dobrze.

- Przyszłaś tutaj do Niego, prawda ? - przeszyła mnie wzrokiem i przez chwilę wydawało mi się, że posmutniała.
- Nie ukrywam, że szukam go , ponieważ nie rozmawiałam  z nim już parę dni – wytłumaczyłam i niepewnie się usmiechnęłam – Ale z chęcią dotrzymam Ci towarzystwa.
- Zostaniesz ? - w jej głosie usłyszałąm naiwność dziecka – Byłabym Ci bardzo wdzięzna. Fajnie wreszcie bedzie porozmawiać z jakąś dziewczyną. Nikt tu mnie nie odwiedza, oprócz petera, Cene i Jurija.
- Słyszałam, że masz w Austrii ciotkę – zmarszczyłam brwi i wyjęłam paczkę owsianych ciastek – Chcesz ?

Nie jestem pewna czy mogę dać jej coś słodkiego, ale skoro wzięła już ciasto do ręki to nie będę jej go wyrywać. Mam nadzieję, ze nic jej się nie stanie po jednym ciasteczku.

- Owszem – teraz napewno posmutniała i wbiła wzrok w paznokcie pomalowane na czerwone. - Ale moja ciotka chyba mnie nie lubi.
- Wydaje ci się- chciałam ją jakoś pocieszyć, ale prawdę mówiąc, marna ze mnie pocieszycielka.
- Mówię serio Stina – przyłożyła rękę do serca i popatrzyła na mnie poważnie – Ona jest siostrą mojego taty, który umarł jak byłam jeszcze mała i przez kilkanaście lat nie miałam z nią kontaktu. Nawet nie pamiętam jak ona wygląda.
- Przecież jesteście rodziną. Powinnaś jej powiedzieć , że jesteś tu w szpitalu. Może przyjedzie i się Tobą zaopiekuje.
- Tak, myślisz? - zapytała niepewnie z grymasem na twarzy.
- Zawsze można spróbować.

Siedziałam z nią przez kilka godzin. Potem przyszedł obchód lekarzy, więc wolałam nie przeszkadzać, dlatego poszłam do automatu z kawą. Jak dowiedziałam się od pielęgniarki z Isabelle było coraz lepiej i prawdopodobnie już za tydzień zostanie wypisana ze szpitala. Lekarze sami byli zdziwieni, że tak szybko doszła do siebie. Jej stan zdrowia naprawdę szybko sie poprawia. Niektórzy twierdzą, ze to dzięki temu skoczkowi, który ją odwiedza- mojemu Peterowi. Może i taka jest prawda, ale damskie towarzystwo jej napewno pomoże.

- Isabelle ja się już będę zbierała – weszłam do sali , gdy pielęgniarka zmianiała jej kroplówkę – Kupić Ci coś na mieście ?
- Nie, niczego nie potrzebuję, ale mam do Ciebię prośbę – popatrzyła na mnie niepewnie, jakby nie wiedziała, czy może mnie o cokolwiek poprosić.
- Mów, jeśli czegoś potrzebujesz – ubrałam płaszcz i owinęłam się szalem.
- Tu jest klucz do mojego pokoju hotelowego – podała mi srebrny klucz z plakietką " 71" – Peter mi mówił, że jak mnie pakowali to wrzucili wszystko do walizki. Więc jakbyś mogła wygrzebać z niej jakieś ubrania, książki i najpotrzebniejsze rzeczy. Byłabym wdzięczna.
- Dobra – zgodziłam się – Po południu Ci je tutaj przywiozę.

***

Weszłam do windy i pojechałąm do pokoju hotelowego Isabelle. Na korytarzu spotkałam Daniela. W suemie to miałąm nadzieję, ze spotkam któegoś ze swoich przyjaciół, bo Kraft już dawno zostawił mnie samą iposzedł z Michaelem chyba na trening.

- O daniel dobrze , że Cię widzę – obdarzyłam go promiennym uśmiechem i pociągnęłam za sobą za rękę – Chodź ze mną. Musisz mi w czym pomóc.
- W czym ? - zapytał zdziwiony z bardzo zszokowaną miną.
- Włamiemy się do pokoju Isabelle – wyjaśniłam i stanęłam po jej drzwiami otwierając je kluczem .
- Ale po co ? Chcesz coś o niej wiedzieć ? To ja Ci mogę wszystko opowiedzieć. Dużo z nią rozmawiałem.

To Tande się z nią przyjaźni ? Naprawdę ? Tutaj to każdy z każdym ma jakieś bliższe relacje, co mnie już po tak długim czasie spędzonym mw towarzystwie skoczków nie powinno dziwić.

- Żartuję – szturchnęłam go i weszłam do dobrze oświetlonego pomieszczenia – Przyjechałam po jej rzeczy.
- Po co ? - Norweg zadawał pytania, jakby nic już naprawdę nie rozumiał.
- Daniel – potrząsnęłam nim i popatrzyłam mu głęboko w oczy – Ogarnij się ! Isabelle poprosiła mnie, żebym przywiozła jej jakieś ubrania i najpotrzebniejsze rzeczy, dlatego tutaj jesteśmy.
- To wy się lubicie ? - zmierzył mnie wzrokiem i położył na łóżku walizkę dziewczyny – Przeważnie dziewczyny tutaj za nią nie przepadają.
- Może i nie jesteśmy psiapsiółami, ale ja do niej nic nie mam – odpięłam walizkę i wysypałam wszystko z niej – Jest całkiem sympatyczna.
- Ja tam ją lubię – uśmiechnął sie i pomógł mi pakować rzeczy znajomej Petera – Dobra to co bierzemy ?


Usiadlam na skraju łłożka i zaczęłąm przeglądac ubrania jakie posiadałą czarnowłosa. Wszystkie były firmowe i to najlepszych światowych marek. W naprawdę wyszukanym stylu. Daniel stał obok walizki i pakował do niej ubrania, które mu rzuciłam. Gdy chwyciłam do ręki niebieską koronkową sukienkę , coś z niej wypadło.

Schyliłam się, żeby podnieść przedmiot, który był tak dobrze schowany w walizce ,a teraz leżał na podłodze. Ku mojemu zdziwieniu był to pokaźnej grubości zeszyt oprawiony czerwoną oprawką i przewiązany czarną wstążką. Nie ukrywam, że byłam nim zainteresowana. Ostrożnie odwróciłam głowę  w stronę mojego przyjaciela , który był byt zajęty pakowaniem rzeczy Isabelle, dlatego nawet nie zauważył co trzymam w ręku.

Otworzyć , czy nie ? Chyba nie powinnam.. A co jeśli jest to pamiętnik? Otworzę. Jestem zbyt ciekawa zawartości tego notesu.

- Spakuj wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy, a ja idę do toalety – poinformowałam Norwega i weszłam do łazienki, którą zamknęłam na klucz.

Nie wiem jakby Daniel zareagował, gdyby okazało się, ze jest to pamiętnik dziewczyny, który w dodatku mam zamiar przeczytać. Usiadłam na krawędzi wanny i szybko rozwiązałam wstążkę. Drżącymi rękoma otworzyłam notes i zobaczyłam zapisane kartki.

Pamiętnik. A jednak... Dobra , czytam. Otworzyłam na przypadkowym wpisie i zaczełam czytac.




*23 sierpień 2014 r. *

Jak to możliwe, ze mógł mnie tak potraktować ? Czy on nigdy mnie nie kochał ? Nigdy nic dla Niego nic nie znaczyłam ? To po co zgodził się na ślub..
Siedzę sama nad rzeką, jest już około północy. Patrzę w gwiazdy i ocieram łzy. Teraz powinnam być tam , na przyjęciu weselnym, które aktualnie trwa. Ale niestety los miał dla mnie inne plany.

- Isbelle , pospiesz się ! Wszyscy już czekają w kościele – ponaglała mnie matka , gdy późnym popołudniem, około 15 minut przed weselem , siedziałąm w domu przed lustrem i poprawiałam welon – Dziecko, pomóc Ci w czymś ?
- Nie, już wychodzę mamo – ostatnie spojrzenie i opuściłam swój pokój w domu rodzinnym, który już od dnia dzisiejszego nie miał być moim domem. Już dziś będę mężatką i będę miała nowy dom, a co najważniejsze kochającego męża.

Ostatni oddech.
Otwierają się drzwi kościele, a przedemną idą małe dziewczynki wystrojone w różowe sukienki, które sypią kwiaty. Lato. Ach, cóż za piekny dzień. Pogoda dopisuje. Idealny dzień na ślub.

- Wstań ! - syknęła moja ciotka do swojego syna i pociągnęła go za rękę do góry – Panna młoda wchodzi.

Odpowiedziałam jej uśmiechem i i podniosłam głowę do góry, aby delektować się każdą chwilą. Weselną suknię mam prosto z Włoch, wykonaną na zamówienie. Tiulowana, śnieżno biała suknia ślubna, udekorowana diamentami i perłami.

~Isabelle ma styl , pomyślałam i uśmiechnęłam się sama do siebie, bo przecież sama bym wybrała taką samą suknię. Przymknęłam oczy i wyobraziłam sobie czarnowłosą Isabelle, delikatnej karnacji w tak śnieżno białej sukni. Musiała wyglądać jak Królewna Śnieżka. Ciekawe jak zareagował pan młody ? Zapewne szczęka opadła mu z wrażenia.

Patrzyłam w stronę ołtarza, ale każdy kolejny krok był coraz bardziej niepewny. Jestem pewna, że gdyby wtedy nie grały organy byłoby słychać bicie mojego serca. Jest ksiądz, druhny, świadkowie, moja mam też. Ale brakuje najważniejszej osoby..  Gdzie jest pan młody ?

Doszłam do ołtarza i patrzyłam prosto w oczy Jurija. Pokiwał mi przecząco głową. Niktu tutaj do jasnej cholery nie wie, gdzie jest mój przyszły mąż ?!
Zaczęłąm się denerwować. Obracałam pierścionek zaręczynowy na palcu , przestępują z nogi na nogę . Przyjdź ukochany, przyjdź za chwilę.

Ale nie wchodził. Czekaliśmy i czekaliśmy. Ksiądz się denerwował, a moje druhny patrzyły an mnie z politowaniem. Nerwową atmosferę przerwały otwierające się drzwi.

Szybko odwróciłam się do tyłu i zobaczyłam stojącego w nich mojego wybranka. Miał zmieszane spojrzenie. Był  trochę zdyszany. Czyżby biegł ? Zaspał na nasz ślub ? Uśmiechnęłam się na jego widok, a on zrobił tylko nie wielki krok w przód.

- Nie mogę Isabelle – powiedział zdenerwowany i odetchnął z ulgą , a ech w kościele niosło jego słowa – Nie mogę się z Tobą ożenić.
- Jak to.. ? Dlaczego ? - łzy spływały mi po policzkach, czego nioe było widać dzięki weleonowi – Pe..
- Ja Cie nie kocham ! Przepraszam – ponownie otworzył drzwi i poraz ostatni spojrzał na mnie – Mam nadzieję, że kiedyś mi wybaczysz.

I zostałam sama stojąca przy ołtarzu. Wszystkie spojrzenia zostały skierowane na mnie. Słyszałam szepty które po kilku sekundach przerodziły się w ożywioną krytykę mojego eks narzeczonego.

Nie czekając aż ktoś do mnie podejdzie, żeby mnie pocieszać, szybko wybiegłam z kościoła. Nie liczyłam, ze go spotkam, ponieważ widziałam jak szybko wsiada do samochodu i odjeżdża. Pojechał sobie.. Rzuciłam na ziemię piękny bukiet z kremowych róż i biegłam przed siebie wzdłuż ulicą.

- Isabelle! - moja mama mnie dogoniła i siłą wciągła do samochodu – Chodź tutaj, kochanie..
- Zostaw mnie mamo ! - krzyczałam i próbowałam się jej wyszarpnąć i wtedy oto usłyszałm prucie się mojej cudownej sukni – Nie chcę jechać do domu ! Nie chcę !~
- Uspokój się..


Gdy przyjechaliśmy do domu , szybko przebrałam się w czarną koronkową sukienkę i pobiegłam do lasu. Moja rodzina i wszyscy goście zasiedli do stołów i próbowali się bawić, bo szkoda, zeby jedzenie i alkochol się zmarnowały. A ja do późnego wieczora siedziałam w lesie i płakałam, a potem udałam się nad rzekę i tak się teraz użalam nad swoim losem.

Mężczyzna z którym byłam ponad rok i którego pokochałam całym sercem nie kochał mnie.. Mam nadzieję, ze kiedyś los się na nim zemsci. Karma wraca do każdego..


~Jak można być tak perfidną osobą, żeby zostawić pannę młodą przed ołtarzem ? O kogo jej chodziło ? Dobrze przeczytałam ? Wspominała coś o Juriju. Ale czy chodziło o tego Jurija ? Jurija Tepesa ?

Szybko zamnkęłam pamietnik i poprawiłąm makijaż w lustrze. Teraz zobaczyłam, ze historia Isabelle mnie poruszyła. Poczułam to co ona. Nawet łzy płynęły mi po policzkach. Biedna.. Ktoś ją tak bardzo zranił, a ona go nadal kocha. Musiała bardzo go pokochać.

Nie możesz dodać komentarza.