• Wpisów:49
  • Średnio co: 16 dni
  • Ostatni wpis:1 rok temu, 09:57
  • Licznik odwiedzin:11 112 / 835 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
- Niechętnie to mówię , ale dziękuje że ze mną tam byłeś - uśmiechnęłam się do blondyna i podeszłam do okienka w aptece - Która już godzina ?
- Tak , tak - uśmiechnął się i podał aptekarce receptę . Wyglądał na szczęśliwego i o dziwo takiego wypoczętego po wczorajszej nocy . Nie przejął się moimi docinkani. On i tak wiedział swoje. Wiedział , że jestem mu wdzięczna , że pojechał ze mną do lekarza , mimo naszych fochów na siebie w ostatnim czasie
- Bez pośpiechu. Jest dopiero w pół do 12.

Wzruszyłam ramionami i stwierdziłam , że nie mamy czym się przejmować. Jednak coś nie dawało mi spokoju.

Aptekarka podała mi lekarstwa , a ja położyłam zapłatę na ladzie. Kobieta uśmiechnęła się do mnie , a następnie troskliwie spojrzała na Daniela. O matko ! Za dużo tej czułości w ostatnim czasie.

Wsiedliśmy do autobusu i pojechaliśmy pod nasz hotel, jednak najpierw udaliśmy się do centrum handlowego. Zakupy.. O tak , tego mi było trzeba.
McDonald oferował smakowicie wyglądające zestawy obiadowe, jednak musiałam się im oprzeć. Co było dla mnie trudne z dwóch powodów : była pora obiadowa oraz byłam głodna za dwóch.

- Chodź, zjemy coś a potem pomożesz mi kupić prezent dla pary młodej - Tande zauważył mój głód i nie mógł powstrzymać się od śmiechu. Haha, bardzo śmieszne.
- Jak to ? - podniosłam zdziwione spojrzenie na niego , a on wyglądał na lekko zabitego z tropu - Nie masz prezentu ?
- Gdybym wiedział , że Isabelle nie kupi to nie prosiłbym Cię o pomoc - odparł zadumany i złożył zamówienie.

Po krótkiej chwili oboje siedxieliśmy przy stoliku z dwoma tacami. Okej, trochę tego za dużo , ale jednak nasz głód był nie poskromiony.
- Dobra , to już ostatni raz - postanowiłam sobie dla dobra maleństwa zaprzestać jedzenia w fast food ach , ale dzisiaj ostatni raz tak się żywię - O której ten ślub ?
Mój uśmiech zszedł z twarzy , gdy zobaczyłam kogoś stojącego za moimi plecami . Ten ktoś był mi osobą dobrze znaną i niestety nie lubianą.
- O 17 - wtrącił Jurij i oparł ręce o nasz stolik - Chyba nie zspomnieliście ?

Wymieniliśmy zdziwione spojrzenia , ale żadne z nas nie dało po sobie poznać zdziwienia.

- Tak w ogóle to smacznego - uśmirchnął się do mojego towarzysza, ale gdy spojrzał w moją stronę uśmiech z jego twarzy znikł - Nie jedz tyle bo zgrubniesz . Jako druhna musisz jakoś wyglądać w sukience .
- Niestety ten zaszczyt mnie nie ominie , ale jak zauważyłeś nie zamierzam głodować - mój głos nie był pozbawiony oziębłego tonu i ironi , co nie umknęło uwadze Tepesa. Daniela zresztą też, który kopniakiem w kostkę ostrzegał mnie , żebym nie wdawała się w sprzeczki ze Słoweńcem.
- Frytki, cola, hamburger i wrap.. - zaczął mi wyliczac jedzenie z tym hamskim uśmieszkiem - Dziewczyno wiesz ile to ma kalorii ?

Tande miał już dość tej naszej dziecinnej sprzeczki , która powtarzała się za każdym razem , gdy nasza dwójka się spotykała .

- Chcesz do tego lody ? - miły glos blondyna wstającego od stolika.
Gdy pokiwałam głową udał się w stronę lady.

A ja zostałam sama ze swoim wrogiem. Jurij wygodnie się przysiadł i obserwował mnie z uśmiechem.

- Co Ty w ciąży jesteś ?

Jego żart był tak trafiony, ale na szczęście o tym nie wiedział. Ogarnął mnie lęk. Nie chce, żeby on o tym wiedział. I z pewnością wyprzedził by mnie i poinformował o tym Petera. Jurij to taki..

- Haha, bardzo śmieszne - wysyczałam patrząc mu prosto w oczy i udając, że jego "żart " mnie rozbawił. Muszę jak najszybciej zmienić temat bo ten jest dla mnie BARDZO niewygodny - Chcesz coś ode mnie , czy po prostu nie masz swojego życia ?

O. I trafiłam w samo sedno. To pytanie już mu się nie spodobało. Przez jego twarz przeszedł grymas, jednak szybko mogłam się spodziewać riposty. To samo, juz tyle czasu. Można się do tego przyzwyczaić , a te nasze kłótnie są po prostu częścią codzienności.
O Boże...
Czy moje myśli zmierzają do tego, żeby po lubić Tepesa ?
Gdy już uświadomiłam sobie ,że jest to dość prawdopodobny scenariusz zaśmiałam się i popatrzyłam na niego zaskoczona , gdyż przed chwilą coś do mnie mówił.

- Chciałem się ostatnio z wami spotkać, pamiętasz ?

Faktycznie ! Manuel mi o tym mówił .. Zapomniałam. Nie żebym go tak całkowicie olewała.

- W jakiej sprawie ? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie
- Nie ukrywam , że Wasza ciągła obecność przy Peterze jest mi nie na rękę , gdyż muszę Waszej dwójki unikać - tutaj zagestykulował rękami i zachowywał się jak mały obrażony chłopczyk, któremu rodzice wzięli samochodzik - Dlatego chciałem z Wami zawrzeć sojusz.
- Sojusz ? - odrzuciłam głowę do tyłu i wybuchłam nie pochamowanym śmiechem - Żartujesz ?
- Nie , mówię całkiem serio - lekki uśmiech na jego twarzy. Kurde.. Jestem zbita z tropu - To tylko sojusz. Nie będę Was przepraszał .

Prxygryzłam wargę i zastanowiłam się nad tym chwilę.
Jurij chce sojuszu.
Dla mnie to plus , bo nie będę go musiała unikać i przestanie mnie ośmieszać przy innych.
A jakie są tego minusy ?
Jakoś nic mi na myśl nie przychodzi.
Jedynie to , że może coś kombinować.
Ale po co byłybyśmy mu potrzebne ?

- Więc jak ?- domagał się czym prędzej odpowiedzi.
Kątem oka widziałam jak Tande wraca już do nas z porcja lodów.
Dobra, niech mu będzie.
- Zgoda - przymryżyłam oczy i uśniechnęłam się - Przekaże to Isabelle. Ciekawe co ona na to.
- Na pewno się ucieszy - wstał .
- Z pewnością.
- A Ty Jurij co tutaj robisz ? - wtrącił się blondyn i popatrzył na zegarek- Ślub już niebawem.
- Na pewno nie kupuje prezentu ślubnego w ostatniej chwili - odparł sarkastycznie i pożegnał się z nami .
Czyli nie tylko my jeszcze nic im nie kupiliśmy. Odprowadziłam Słoweńca wzrokiem i zabrałam się za kubeczek lodów.
Daniel nawet nie dopytywał się o co chodziło Tepesowi.

***
ISABELLE POV :

- Zabiję ją - mamrotałam pod nosem nerwowo upychając kwiaty w wazonach - Gdzieś ona się podziewa?

Przyjecie ma być dość chuczne.
Sama musiałam potwierdzić rezerwację, bo oczywiście Daniel i Stina pojechali po suknię ślubną. Ciekawiło mnie jednak , gdzie oni się tyle szlajają.
Czy odebranie sukni ślubnej to jest zadanie na kilka godzin ?

- Czerwone róże na stolik pary młodej - przypomniał mi wkurzony na mnie Stefan, który tłumaczył mi to już setki razy, a ja nadal popełniam błędy - Będzie tam biały tort i to wszystko razem..
- Nie opowiadaj mi o kontraście tęgi wszystkiego. To mnie w ogóle nie interesuje - przerwałam mu dość ostro kładąc kwiaty na stół - Tylko konkretne rozkazy.
- Okej - popatrzył na mnie w dziwny sposób i wzruszył ramionami. Nim się ponownie odezwał wykreślił coś z notatnika - Idź na zaplecze po kieliszki.

Potulnie wykonałam jego rozkaz.
Cierpliwość i spokój Stefana stanowczo mi się udzieliły.
Biedny Kraft miał całe przyjęcie do ogarnięcia , a para młoda udała się na próbę do świątyni.
Na mojej twarzy pojawił się grymas , gdy stwierdziłam , że Michael wykorzystuje swojego przyjaciela.
Rozumiem, że są ze sobą związani od lat i praktycznie są jak bracia ,no ale są granice.
Biorąc kieliszki na tacę byłam dość roztrzęsiona.
Dochodziła 12 , nie miałam żadnego kontaktu ze Stiną , ani jak zgromadzić pieniądze dla striptizera.
- Opanuj się Isabelle. Przecież nie możesz poprosić Stefana o pomoc.

Prubowałam się uspokoić , jednak marnie mi to wychodziło.
Wzielam tacę do rąk , a kieliszki na niej obijały się o siebie.
Tak bardzo byłam zdenerwowana.
Poczułam, że moje ręce są mokre od potu i odstawiłam tacę z powrotem na miejsce.
Gdy wytarłam ręce o spodnie stało się coś tak oczekiwanego.
Mój telefon dzwonił.

Nadal drżącymi rękami wyjęłam go ze spodni i przyłożyłam do ucha.
Dziwne, bo czulam się jakby groziło mi śmiertelne niebezpieczeństwo , a każdy mój ruch był na wagę złota.
A przecież nic takiego się nie działo.
Cała sprawa nawet mnie nie dotyczyła.

- To gdzie się widzimy ? - usłyszałam głos w słuchawce .
- Posłuchaj.. - zawachałam się. I tak muszę mu powiedzieć prawdę. Po co to ukrywać ? - Nie mam jeszcze tych pieniędzy.
- AGH, nie masz ? - w jego głosie usłyszałam zdziwienie i lekką irytację - Myślałem , że Ci na tym zależało.
- Poczekaj.. .
- Sorry, laska ale za pół godziny mam samolot wiec.. - chwila ciszy i juz byłam pewna, że się rozłączył - Polubiłem Cię , więc mogę Ci jedynie powiedzieć kto mnie wynajął.
- Znasz imię i nazwisko ?- prawie podskoczyłam w miejscu z tej radości .
- Wiem tylko jak wyglądała - mój entuzjazm szybko został zgaszony - Taka średniego wzrostu blondynka .
- Coś więcej ?
- Hmm..- znowu chwila przerwy. Chwila ,która trwała wieczność - Zachowywała się jakby nie lubiła panny młodej.
- Serio ?! - podniosłam glos, jednak szybko się uspokoiłam. Nie mogłam zapominać o Krafcie w sali przyjęciowej .
- Chociaż to mało powiedziane. Jakby była jej wrogiem numer jeden. Niestety nic więcej nie wiem. Mam nadzieję , że pomogłem .
- I to jak - ucieszyłam się , a następnie pożegnałam pomocnego mężczyznę.
- Polecam się na przyszłość .


W miarę spokojna wróciłam do przygotowań , jednak moje myśli biegły jednym torem. W stronę tej tajemniczej blondynki.
Spojrzałam na roześmianą twarz Krafta właśnie rozmawiającego z Michaelem przez telefon.

~~~
Po godzinie 14 Daniel i Stina wreszcie wrócili do hotelu. Oboje byli weseli , roześmiani i wracali z kilkoma torbami.
Popatrzyłam na nich oskarżająco , jednak nie byłam w stanie się na nich gniewać.
- Widzę, że fajnie się bawiliście na zakupach - stwierdziłam , gdy położyli torby na łóżku - Czego szukasz kochanie ?

Ten zwrot do Daniela był nie na miejscu, gdyż moja przyjaciółka spojrzała na mnie w dziwny sposób. Momentalnie odwróciłam głowę w stronę zakupów starając się nie patrzeć na buszującego po szafkach Norwega.
- Daniel, podać Ci coś ?- zapytałam ponownie i oczekiwałam reakcji . Jakby nie było, byli w moim pokoju , a Tande zrobił już tu lekki syf .
- Kolorowy papier i wstążkę. - oznajmił zamyślony i znowu skupił się na przeczesywaniu mi szuflady - Masz ?

Wstałam z miejsca i odsunęłam go ręką na bok. Zamknęłam stolik i podeszłam do szafy z ubraniami. Przrgrzebałam kilka stosów z ubraniami i wyjęłam owe przedmioty.
I wtedy sobie coś przypomniałam. Nie mam prezentu. Faktycznie.. Miałam kupić do drodze, ale jakoś mi umknęło.
Popatrzyłam na blondyna z uśmiechem i podałam mu papier.

- Kupiłeś prezent ?
- A Ty kupiłaś?- odpowiedział mi pytaniem na pytanie, ale na jego twarzy pojawił się dobrze mi znajomy uśmiech . Pokiwałam przecząco głową i zrobiłam słodkie oczka - Wiedziałem, że tak będzie i sam kupiłem.
- Ekhem - ktoś zakaszlał. A no tak. Stina też tutaj jest - Z moją dobrą pomocą.

Uśmiechnęłam się wdziecznie do przyjaciółki, a ona odpłaciła mi tym samym. Dziś wygląda zdecydowanie lepiej niż wczoraj. Ogółem, wygląda lepiej niż ostatnimi dniami. Jakaś taka radosna jest.

- Dobra pokaż mi szybko ten prezent - domagałam się zniecierpliwiona.

Gdy Tande wyjął z torby dość duże opakowanie byłam podekscytowana. Ciekawe co to może być.

- Tadam! Robót kuchenny - powiedział to tak dumny z siebie - Przyda im się na nowej wspólnej drodze.

Teraz już mi nie było tak do śmiechu.
Przypomniałam sobie od razu Marry siedzącą na podłodze i płaczącą.
A z jakiego to powodu ?
Bo zdradziła Michaela.

Musiałam się ugryźć w język żeby nie zacząć tego tematu przy Danielu.
Muszę o tym poważnie pogadać ze Stiną.

- Daniel, mam prośbę - podałam mu karteczkę z adresem , którą błyskawicznie przyjął - Pojedź tam i pomóż Stefanowi z przygotowaniami.
- O nie - brunetka przyłożyła dłoń do ust , ponieważ nagle sobie o czymś przypomniała- Zbieraj się Is, jedziemy po suknię.
- Nie odebrałyście sukni ? - wtrącił się Tande , który usiłował zapakować prezent ślubny .
- Zostaw to i jedź do Krafta - ponagliłam go - My to zapakujemy.

Od razu po jego wyjściu wsiadłyśmy do samochodu i pojechałyśmy odebrać suknię ślubną. Była w pralni zupełnie nie wiem dlaczego.
Byłam trochę zdenerwowana co udzieliło się Stinie.

Wpatrywała się w okno i milczała.
Dziwne znając ją.
Pewnie ten ślub ją przybił.
Tak jak i mnie.

- Wcale nie uśmiecha mi się być druhna - wyznałam szczerze i wysiadłam z samochodu .
- Głupie idiotki się pochorowały - dodała wściekła i z hukiem zakmnęła drzwi auta - Przepraszam.
- Nie rozumiem tego - popatrzyłam na nią a ona na mnie , a wyraz jej oczu wcale mi się nie spodobał . Coś jest nie tak. Czuję to - Wzięli nas. Akurat nas. Każdy inny byłby lepszy niż my.
- Ja to robię tylko i wyłącznie ze względu na Stefana - otworzyła drzwi do pomieszczenia i weszła jako pierwsza - Chcę czy nie chcę ten raz się dla niego poświęcę.

Dobra z niej przyjaciółka. Kraft nie raz jej pomagał i ją wspierał. Cieszy mnie fakt , iż w każdej sytuacji można na nią liczyć.

Pralnia nie była zbyt duża, ale wnętrze robiło wrażenie. Pierwszy raz widzę tak ekskluzywną pralnie.
Kobieta za lada już na nas czekala i od razu , gdy weszłyśmy zauważyłyśmy na stojaku za nią śnieżno białą suknię.
- Od razu uprzedzam, że nie wszystkie plamy udało się usunąć.

UPS. No to wtopa. Wytrzeszczyłam oczy na nią , a kobieta poczuła się nie zręcznie.

- Proszę na nią spojrzeć - wskazała z pozoru nie skazitelną suknię - O ile ślady szminki się sprały , to lekki odcień krwi nadal pozostał.
- Nic z tym nie można zrobić ? - spytała tak już czysto formalnie Stina. Sprawa była jasna.
- Próbowaliśmy już wszystkiego - pracownica ze smutkiem pokiwała głową i wróciła do oględzin sukni - A tutaj ją zszyliśmy, gdyż była zbyt potargana.

Wymieniłyśmy spojrzenia i równocześnie spojrzałyśmy ba suknię. Chwila milczenia, dość długa chwila. Kiwnęłam głową kobiecie tutaj pracującej , żeby zapakowała suknie.
- Zawsze mogło być gorzej - stwierdziłam po czym ułożyłam suknię panny młodej ostrożnie w samochodzie .
- Zniszczyłyśmy jej suknię - syknęła cicho Stina , jakby bojąc się, że ktoś nas usłyszy .
- To my to zrobiłyśmy ? - ciężko mi było TO sobie przypomnieć.

Stina wyjaśniła mi całą sytuację i faktycznie - naszą wina. No , ale nie zrobiłyśmy tego specjalnie.
- Wsiadaj - kiwnęłam głową do brunetki - Jeszcze będziesz musiała iść pogadać ze Stefanem , że jego dziewczyna chce rozwalić małżeństwo jego najlepszego przyjaciela.
- Co takiego ?! Czemu ja ?

***


- Proszę Cię , Ty mu to powiedz - błagałam Isabelle już przez pół drogi, a teraz stojąc pod salą w której ma się za kilka godzin odbyć wesele praktycznie nie mam innego wyjścia Ale jak mam mu to powiedzieć ? - I czemu zawsze ja jestem od psiej roboty ?
- Gdybyś się nie szlajała po centrum handlowym z Danielem to miałybyśmy striptizera , który sam by mu to potwierdził- wytłumaczyła mi spokojnie i poprawiła długie, czarne włosy, które teraz upięła niedbale w koka - I jeszcze zagwarantował naszą prawdomówność.
- Mogłaś mi o tym powiedzieć wcześniej - wyrzuciłam jej i zaczęłam przebierać z nogi na nogę.
- Ciekawe kiedy - prychnęła i rzuciła okiem na suknię ślubną - Albo się źle czułaś albo spałaś.

Przewróciłam oczami. Nie moja wina, że się źle czułam.

- Jurij zawarł z nami sojusz - poinfornowałam ją i otworzyłam drzwi - Hej chłopaki.

Zrobiłam to specjalnie , aby uniknąć tego spojrzenia , który teraz na 100% przeszywał moje plecy. Chciała mnie złapać za rękę, ale się jej to nie udało.
Sala wyglądała ładnie , chociaż jeszcze masa z nią roboty. Widać , że Daniel i Stefan mają pełne ręce roboty.
To może ja im nie będę przeszkadzać i sobie pójdę..?
Gdyby nie Isabelle za moimi plecami od razu bym stąd wiała.
Najgorsze dla mnie nie jest wkurzenie Marry , złości Megan o zniszczenie sukni , tylko zawiedzenie moich przyjaciół.

- O macie suknię ślubną - blondyn się ucieszył i podszedł bliżej naszej dwójki , ja natomiast trochę się odsunęłam od Krafta- Pokażcie ją.
- Łapy precz !- skarciła go czarno włosa wyczekując moich słów - To źle wróży.
- Naprawdę ?

Norweg cofnął dłoń , ale nadal dogadywał się z Is chcąc ją przekonać , żeby pokazała mu chociaż kawałek. Dalszej ich rozmowy nie słyszalam.

- Mamy mały problem - zaczęłam niepewnie i pokazałam malutki odstęp między dwoma palcami sugerując nasz problem. Chociaż gdybym tylko mogła to oddaliłabym obie ręce jak najdalej od siebie, ponieważ ten problem mnie przeratał . To wszystko na raz wzięte - Suknia się zepsuła..
- Co takiego ?! - na twarzy Stefana widziałam strach. Pobladl biedak. Jeśli go teraz dotknę to będzie nie na miejscu ?
- No bo wiesz... - zaczęłam spokojnie - Trochę ją poplamiłyśmy , trochę się rozdarła ale ogółem nie jest źle.
- Z daleka tego nawet nie widać - wtrąciła Is i pokazała suknię Austriakowi - Trochę gorzej jest z bliska .
- Goście tego na pewno nie zauważa - zagwarantowałam pewnie , po czym trochę złagodniałam - Tylko pan młody i panna młoda.

Kraft stał bez słowa. Patrzył tylko na suknię. Nie odrywał od niej wzroku. Nie jest dobrze.. Aktualnie jego mózg to wszystko sobie układa. Czekać tylko aż to do niego dotrze i wybuchnie.

- Zniszczyłyście suknie ... - zaczął i spojrzał na mnie - Ale jak ?
- Przymierzałyśmy ją tylko - wbiłam wzrok w podłogę. Czułam się jak zawstydzona małolata - Puściła mi się krew z nosa , a jak szłam do łazienki to wytrzeć to suknia się zachaczyła o krzesło.
- A ta szminka ? - dopytywał się Kraft.
- To moja - odpowoedziała mu czarno włosa a jej policzki oblał rumieniec - Ale to było niechcący..

Nawet nie dokończyła . Austriak odwrócił się od nas i wyszedł z pomieszczenia. Daniel popatrzył nan w oczy i poklepał nas pocieszająco po ramieniu.
Kilka minut później brunet wrócił do nas z butelką szampana w ręce.
- Zniszczyłyście suknię panny młodej! - przyłożył butelkę do ust - Normalne jesteście ? Co z Wanimi jest nie tak ?
-Weź nie pij - Tande wziął mu butelkę z alkoholem - Jesteś świadkiem ba ślubie.
- Na jakim ślubie ?! Dobrze ,że tak się stało ! Ślubu nie będzie !; wściekła Isabelle rzuciła suknię na ziemię i nim zdążyliśmy ją zatrzymać dziewczyna skakała w furii po niej.
- Zostaw tę suknię ! Isabelle! - chłopcy chcieli ją powstrzymać , jednak ciężko było opanować jej napad.
- Suknia to nasz najmniejszy problem ! - krzyknęłam, żeby się uspokoili -Ta zdzira Marry zdradziła ukochanego Michaela z pieprzonym striptozerem , któremu Marisa zapłaciła, żeby się z nią przespał ! A Megan kazała jej udawać , że nic takiego nie.miało.miejsca ! Striptizer wyjechał , a Ty musisz mi uwierzyć na słowo .. Jeszcze ta ciąża. Nawet nie wiem czy Peter chce dziecka .. Ja też się źle czuję , ale muszę być druhna na ślubie dziewczyny która mnie nie na widzi! I jeszcze Daniel i Isabelle nie będą razem bez mojej zgody ! A Jurij.. A Jurij powiedział , że jestem gruba i zawarł ze mną sojusz.. Pieprzona Japonia ! I tak mi nikt nie uwierzy , bo wszyscy uważają mnie za alkoholiczke.. Wiec, Waszym zdaniem największym problemem jest suknia ?!

Wykrzyczałam swoje złości , emocje, uczucia i problemy , a oni patrzyli na mnie z wytrzeszczonymi oczami.
Starałam się uspokoić , co mi słabo wychodziło , wiec usiadłam na krześle i się rozpłakałam.
Nie chciałam zniszczyć im ślubu , ani byćz tym wszystkim związana.
Chciałam po prostu sobie żyć z boku z Peterem.***
 

 
- Tam nikogo nie ma - z pełnym opanowaniem stwierdziła Megan i spokojnie usiadła na krzesle - Ubieraj się, dobra ?
- Ale..
- Dość ! Mam Cię już dośc ! - nagle kuzynka Stiny poderwała się z miejsca i podeszła szybkim krokiem do swojej przyjaciółki , chyba chciała ją uderzyć w twarz - Chcesz to radź sobie sama. Ja stąd idę. A Ty rób co uważasz za stosowne, tylko do mnie potem z płaczem nie przychodź.

Kroki na schodach. Megan schodzi na dół. O nie już po mnie..

- Dobra poczekaj ..- Marry szybko złąpała ją za rękę i przytuliła się do niej - Przepraszam Cię , na nie wiem co amm już robić.
- Ubierz się, ja tu na Ciebie czekam.

Dotknęłam ręką kieszeni, aby sprawdzić czy napewno mam telefon przy sobie. Po cichu wstałam i szłam blisko ściany aż do drzwi.
Bezgłośnie otworzyłam je i wyszłam.
Muszę znaleźć szybko jakąś taksówkę albo iść na autobus.

Niebawem wstanie słońce , a Marry i Michael staną przed ołtarzem jak gdyby nigdy nic.
Autobus nr. 144! O ten jedzie pod mój hotel .

- To Ty - zaczepia mnie mężczyzna , którego w pierwszej chwili nie poznaje, ale gdy zajmuje miejsce obok mnie na mojej twarzy pojawia się uśmiech- Zapłać mi.
- Za co ? - wytrzeszczam oczy i patrzę na niego zdziwiona . To ten striptizer, dobrze myślicie - Wybacz , ale ja Cię nie wynajmowałam.
- Dobra nie to nie - wzrusza ramionami i wstaje - Ale pamietaj, że mógłbym Ci pomóc.

Odwracam głowe w stronę szyby twierdząc, że jego usługi mi są zbęde. Meżczyzna dłużej mnie nie męczy i przesiada się do przodu.
Podziwiam miasto, ludzi chodzącym po ulichach.. i nagle coś sobie uświadamiam.

- A poświadczysz , że spałeś a panną młodą ? - zaczepiam go i liczę na to, że się zgodzi. Otstania deska ratunku.
- Za 10 tysięcy tak - uśmiecha się szyderczo i poprawia grzywkę.
- Daj mi swój telefon - wyciągam rękę w jego stronę - Zapiszę Ci swój numer i zadzwoń do mnie około 12 rano.
- Mam nadzieję, ze się dogadamy - klepie mnie po ramieniu i wysiada na swoim przystanku.

30 minut później zmęczona wchodzę do swojego łożka i szybko zasypiam.

***

Obudziłam się przed 10 rano. Kilka godzin snu stanowczo mi wystarczyło na regenerację sił.

- Poszłabym do kina – ziewnęłam i przeciągnęłam się na łóżku.

W tym momencie zobaczyłam przypiętą karteczkę na stoliku nocnym i jakieś słowa napisane czarnym pisakiem.

" Stina , idźcie z Danielem odebrać suknię z pralni.Potem zadzwońcie i potwierdźcie rezerwację na wesele. Ja pojechałem do szpitala. Dziękuję Ci kochana przyjaciółko. Stefan ".

Odożyłam karteczkę na miejsce i wstałam powoli z łóżka. Przejrzałam się w lustrze i nie wyglądałam zbyt dobrze.

- Ile wczoraj wypiłaś ? - wygarnął mi Daniel, który wszedł właśnie do mojego pokoju trzymając w ręce niebieską sukienkę – Jedna dla Ciebie, druga dla Isabelle.
- Mhm.. - przytaknęłam głową i spojrzałam na niezbyt ładną dla mnie sukienkę. To mnie pogrubi ! - Ale ja mam sukienkę.

Tande przewrócił oczami i włożył do flakonu bukiecik biało- różowych róż. Kwiaty też swoje mam. Lilie.
Ale skoro Norwego to przyniósł.. coś mi tu nie pasuje ! Czyżby.. ?

- Ty i Isabelle będziecie druhnami – uśmiechnął się poklepał mnie po plecach – Wiem, że macie jakieś tam głupie porahunki z panną młodą, ale druhny po wczorajszym wieczorze się zatruły.
- Mogły więcej wypić – zasmiałam się i szybko zmyłam pozostałości makijażu.
- Na pewno wypiły troche więcej niż wy – odgryzł się i rzucił mi z szafy dżinsy i białą bluzę- Tak w ogóle to o któej wróciłyście ?

Weszłam do łązienki , zeby się przebrać i umyć zęby. Włosy tylko szybko rozczesałam i spięłam w kitkę. Popatrzyłam na przyjaciela z obrażoną miną, a ten zuśmiechnąl się do mnie.

- Idziemy na śniadanie. Opowiesz mi wszystko po drodze – zamknął za mną drzwi i podał mi ramię, którego szybko się chwyciłam – No więc.. ?
- O Marisa ! - uśmiechnęłam się do blondynki, która mijała nas korytarzem. Ta jednak nic nie odpowiedziała, a na jej twarzy pojawił się tylko mały przelotny uśmiech. No cóż.. Nadal chyba jestem dla niej wrogiem.
- Weź.. - ciemny blondyn pociągnął mnie w stronę windy – Ona Cię nie lubi. Tak jest od zawsze. Chyba, ze coś się zmieniło.
- Rozmawiałam z nią wczoraj.. A dobra, nie wazne – machnęłam ręką i weszłam do windy - A co do wczoraj.. Hmm.. Zbytnio nic nie pamiętam.

Teraz Daniel już się do mnie nie uśmiechał. Był poważny. Coś tam mruczał pod nosem , ale nic z tego nie zrozumiałam. Gdy winda się zatrzymała wysiadł z niej i poszedł w stronę restauracji na śniadanie.

- Nie poczekasz na mnie ? - zawołałam za nim, jednak ten nie zareagował na to. Zajęłam miejsce obok niego w stoliku przy oknie i patrzyłam na niego uproczywie. A on za wszelką cenę unikał mojego spojrzenia – Daniel. Nie wypiłam za dużo. Przysięgam.

Podniósł jedną brew do góry i uryzł kawałek tosta z dżemem. Rzuł dość długo , jednak nie odezwał się. Znam go już tyle czasu. Wiem o co mu chodzi. Mam się wytłumaczyć . Tak, o to mu chodzi.

Znamy się już kilka lat, a on traktuje mnie jak młodszą siostrę.. Wiem, martwi się, ale trochę zaufania!

- 2.. No może 3 drinki . I tyle – powiedziałam poważnie i nalałam sobie trochę soku pomarańczowego – Ogółem nie czułam się zbyt dobrze wczoraj. Znaczy się.. Dzisiejszej nocy. No, wiesz o co mi chodzi !
- Wiem, wiem – usiechnął się delikatnie, ale szczerze. O , już mu złość przechodzi – A co Ci się działo ?
- Isabelle Ci nie opowiadała ? - spojrzalam na niego zdziwiona. Przyłożyłam szklankę do ust, jednak momentalnie zrobiło mi się nie dobrze i ją odłożyłam.
- Nie rozmawiałem z nią jeszcze – wyjśnił i rozpiął jeden guzik – tuż przy samej szyji – w niebieskiej koszuli w kratkę- Nie wiesz gdzie ona jest ?

W odpowiedzi pokiwałąm głową, a Norweg zrobił smutną minę. Coś się stało.. Napewno !

Ostatnio myślę tylko o sobie i Prevcu – okryłam jego dłoń swoją dłonią – Jestem taką idiotką.. Co Cię tak przybiło Daniel ? Teraz mnie już nie unikasz ? Nie jesteś już zły ?

Popatrzył mi prosto w oczy i zobaczyłam w nich rozpacz. I.. łzy ?

- Isabelle stwierdziła, że jeśli Ty nie akceptujesz naszego związku.. to nie możemy być razem – odparł ponuro i odwrócił głowę w bok.

Spojrzenie miał skierowane na ludzi przechodzących obok hotelu chodnikiem, ale myślami był na prawde daleko.
Czemu ja wszystko psuję ostatnio ? Chcę , żeby byli szczęsliwi, ale oni razem ? Ze sobą ? Daniel z Isabelle ?! Tego nigdy bym sobie nie wyobrażała.
Na razie nie mogę tego zaakceptować.

- Ja.. - zaczęłam, jednak coś mnie powstrzymało.

Szybko cofnęłam rękę iprzyłożyłam ją do ust. Wstałam od stolika i udałam się w stronę toalety. Kilka sekund później wymiotowałąm do muszli klozetowej.

- Przepraszam, dobrze się Pani czuje ? - zaczepiła mnie recepcjonistka, która była w toalecie.
- Tak, tak – przytaknęłam i zmusiłam się do uśmiechu – Nie ma się czym przejmować, ale dziekuję za troskę.
- Pani jest w ciąży tak ? - miła blondynka podała mi chusteczki , ktrymi wytarłam umyte usta. Popatrzyłam na nią w dziwny sposób. Nic nie odpowiedziałam- Aa.. Nie? Rozumiem i przepraszam. W razie czego służę pomocą. Przepraszam jeszcze raz, nie chciałam być wścibska.

Miła recepcjonistka wyszła, a ja zostałam w toalecie sama z mętlikiem w głowie.

O nie.. Tego nie przewidziałam – zaczęłam panikować i nerwowo krązyłam obok toalet – Ciąza? To całkiem możliwe.

Wyjęłam telefon z kieszeni spodni i sprawdziłąm w notatniku kedy miałąm ostatnią miesiączke. W moich notatek wynikało , ze okres spóźniał mi się już aż.. 6 dni !

- Czyli, co ? Dzidziuś ? - uśmiechnęłam się bezbarwnie i przejechałam dłonią po brzuchu.

**

ISABELLE POV :

- Peter, jak się czujesz ? - wyprzedzając Stefana wbiegłam do szpitalnej sali i zobaczyłam swojego nie doszłego męża na łózku. Już chciałam do niego podejść, ale poczułam czyjąś dłoń na ramieniu. A no tak. Kraft był tutaj ze mną.
- Pani, jest ... ? - młoda lekarka zwróciła się nieprzyjemnym tonem w moją stronę. Widziałam jak patrzy na Słoweńca i pewnie zastanawiałam się czy brunet jest zajęty. Brak obrączki świadczył o braku małżonki, więc pozostawała opcja , ze ma dziewczynę lub narzeczoną.
- Przyjaciółką – odpowiedziałąm równiez chłodno, może i chłodniej niż ona. Ale nie będzie mi tu jakaś wymalowana lekareczka na 7 cm obcasikach podrywała narzeczonego mojej przyjaciółki- Narzeczona niesttey nie mogła przyjechać.

Peter zmartwiony popatrzył na mnie, ale uśmiechnęłam się pogodnie do niego i poklepałam po ramieniu. Lekarka przewróciła oczami i poprawiłą czarne okulary i przeniosła swój wzrok ze mnie w papiery.

- Nic Panu nie dolega – odparła bez emocji i wypisała jakąś receptę – Proszę kupić te maści . Opuchlizna zejdzie za kilka dni. I prosze na siebie uważać.

Podając Peterovi receptę zrobiła słodkie oczka , pozegnała się i wyszła z sali mierząc mnie wzrokiem.
Nie, zebym źle wyglądała bo zdążyłam się ogarnąc , tylko po prostu mnie nie polubiła.

- No więc, który z Was mi opowie co się tam wczoraj działo na tym wieczorze kawalerskim ? - zaczęłam rozmowę w samochodzie, który prowadził Stefan.
Obok niego siedział Prevc, a ja jako jedyna z tyłu.

Nic dziwnego, że chciałam się dowiedzieć jak spędzili wieczór, skoro Peter wylądował na izbie przyjęć ze zwichniętym palcem u lewej ręki. A po za tym, Kraft wbił do mojego pokoju z samego rana, gdyż Stiny nie mógł dobudzic. Należały mi się wyjaśnienia.

- Oj działo się, działo – Słoweniec uśmiechnął się do siebie i szturchnął w rękę Stefana, który odpowiedział identyczną reakcją- Ubawiliśmy się nieźle, no a efekty widzisz sama.
Pokazał mi zaczerwieniony palec i zrobił skrzywioną minę.

- O ten złamany palec pytasz ? - Kraft obdarzył mnie krótkim spojrzeniem i posłał pogodny uśmiech – Peter tańczył z Michaelem na barze w jednym klubie, a nadmiar alkocholu spowodował lekkie zachwianie i kontakt z podłogą.

Zaśmiałam się głosno i poprawiłąm włosy, bo z tego pośpiechu nie zdążyłam się rano uczesać. Może o to chodziło tej paniusi w szpitalu ? Aa,, mniejsza o to.

- A co robiliście przez resztę wieczoru ? - ciągnęłam jednego i drugiego za język, ale cięzko.. oj cieżko było coś z nich wydusić.

Wymienili znaczące spojrzenia, i żaden z ich nie odpowiedział na moje pytanie.
Cisze przerwał Stefan :

- Tak jak i wy . Imprezowaliśmy. A reszta niech pozostanie naszą tajemnicą.



***
- Co z Tobą ? ! - Daniel poderwał się z krzesła, gdy podchodząc do stolika zachwiałam się i o mało nie upadłam na podłogę.

Nie wiem od czego, ale zrobiło mi się słabo,a czerń zalewała świat. Tande złapał mnie w odpowiednim momemncie.

- Powinnaś coś zjeść – podał mi miseczkę jogurtu z musli , jednak nie wzięłam posiłku od niego- To może coś innego. Nabiał, mięso, ser.. ? Moze przyniosę Ci sałatkę jakąś albo surówkę ?

Nic nie odpowiadałam tylko na wszystko kiwałam przecząco głową. Słowa zamarły mi w gardle. No nie dam rady. I czuję się tak słabo..

- Zjedz cokolwiek, proszę Cię Stina – przyłożył ciepłą dłoń do mojego czoła – Nie dość , ze blada to jeszcze zimna ... Bardzo się źle czujesz ?
- Bardzo .. - odpowiedziałąm cicho i oparłam głowę o jego ramię. Przykmnęłam oczy i próbowałam wyciszyć, uspokoić mój organizm jednak nic nie pomagało.

Daniel nalał mi szklankę wody i podał mi ją do ręki.

- Wypij przynajmniej wodę – przymusił mnie do tego, jednak i wodę miałąm ochotę zwymiotować.

Jeśli takie są oznaki ciąży, to nie wiem jak ja przezyję 9 miesięcy..
Westchnęłam cicho , a mój organizm przeszedł dreszcz.

Tand z niepokojem patrzył na mnie, słyszałam jak jego serce bije szybko i ciężko. On się o mnie martwi. Troszczy. On mnie kocha. A ja byłam dla niego taka okrutna..

- Zaprowadzić Cię do pokoju ? - zapytał troskliwie i objął mnie w pasie, pomagając mi wstać.
- Zaprowadź mnie do lekarza – poprosiłam i wstałam przy pomocy blondyna.
- A do jakiego dokłądnie ? - pomyślał na głos , i włożył sybko swój telefon do kieszeni spodni – Do ogólnego chyba. Jakiś rodzinny nas przyjmie, no nie ?

Posadził mnie na kanapieprzy otwartym oknie i pobiegł szybko do naszych pokoi po dowody osobiste i kurtki. A ja zostałamz recepcjonistką, którą wcześniej spotkałam w toalecie. Zdobyłam od niej potrzebne mi informacje.

Od razu wiedziałam do jakiego autobusu mamy wsiąść, zeby dojechać w odpowiednie miejsce .

- Ty wiesz, gdzie jedziemy ? - Daniel był zbity z tropu, ale i zaciekawiony.
- Do ginekologa mój drogi – wyjasniłam i zaczęłam wchodzić po schodach do ogromnego ładnie pomalowanego na biało bydunku z kremowymi filarami.

Blondyn popatrzył na mnie zdziwionny i już otworzył usta , jednak przyłożyłam mu palce do ust i przerwałam :
- Jeszcze nic nie wiem, ale jeśli okaże się , ze jestem w ciąży będziesz wiedziałm o tym pierwszy.. - Chwyciłam jego rękę i zatrzyłama się – I jako jedyny. Przynajmniej jak na razie. Masz nikomu nie mówić.

**


BARDZO DŁUGO , BO JUZ PRAWIE MIESIĄC NIC NIE DODAŁAM WYBACZCIE KOCHANI.

 

 
Kolorowe światła utrudniały mi widok jednak po jakimś czasie moje oczy się do nich przyzwyczaiły i wszystko widziałam bardzo dobrze.
- Czy to nie Marry ? - Isabelle otworzyła szeroko oczy i nie mogła uwierzyć w to co widzi.
Sama nie wiem , która z na była w większym szoku.
- Tak to chyba ona - przytaknęłam niepewnie głową i podążyłam w stronę sceny - Chodź bliżej.
- Widzę , że komuś tu spodobał się striptizer - moja towarzyszka posłała mi oczko i uśmiechnęła się szeroko - Ale klate to on ma niezłą.

Trzymając kolorowe drinki w dłoniach i wesoło podskakując przyglądałam się bardzo dobrze bawiacej się pannie młodej.
Nasza słodka księżniczka z iskierkami w oczach mierzyła wzrokiem striptizera wciskając mu kolejne banknoty za spodenki.
Jednak nie to nas zdziwiło.
Dziewczyna była co prawda wstawiona , ale to nie tłumaczy jej późniejszego zachowania.

Marry pewna siebie wstała i podeszła do mężczyzny , który miał już na sobie tylko bokserki i zaczęła tańczyć wokół niego.
Pozostałe panie piszczały i krzyczały w niebo glosy.
A panna młoda posuwała się dalej w swoim zachowaniu.
Szybko wsunęła dłoń do jego bokserek , zapominając ,że jest na scenie.
Isabelle aż się zakrztusiła drinkiem , gdy zobaczyła co wyprawia moja była przyjaciółka.
Następnie czarnowłosa zaczęła całować się z lekko zbitym z tropu striptizem.
Pocałunek trwał dosyć długo. Zastanawiałam się czy nie interweniować , bo w sumie ona jutro wychodzi za mąż, ale brak mojej reakcji nic by tu nie zdziałał.
Jednego się zdążyłam przekonać - Marry nie jest warta Michaela.

- Dobra , dobra - nagle na scenie pojawiła się Megan ,która szybko odciągała pannę młodą od mężczyzny - Ty już nie pijesz.
- Zostaw mnie - odepchnęła ją i wpadła znowu na striptizera - Ja się dobrze bawię.
- Uspokój się . Jutro wychodzisz za mąż.

Widziałam jak moja kuzynka szepta coś czarnowłosej na ucho , po czym ta się trochę uspokaja i schodzi ze sceny.
- Kelner! Po proszę kolejnego drinka - wesoła Isabelle opróżnia kolejnego drinka i dołącza się do grupki tańczącej na parkiecie.

Ja powoli pije swojego drinka i przeczesuję pomieszczenie wzrokiem.
Wszyscy nadal dobrze się bawią.
Po chwili zauważam zdegustowaną Marisę kierującą się w stronę wyjścia.
Już opuszcza imprezę ?
Podchodze do niej , gdy stoi już przy wyjściu.
- Ty tutaj ? - pyta ze zdziwieniem.
Szybko.mnie poznała. Nie dobrze.
Może to dlatego , że nie jest pijana jak reszta ?
- Przyszłyśmy z Isabelle tylko na chwilę - uśmiecham się dł niej i wskazuje głową na roztańczoną koleżankę.
- Aha, rozumiem. Naprawdę dziwi mnie to , że się zaprzyjaźniłyście.

Kolejna osoba ,która mi to.mówi.
Owszem. Różnimy się od siebie.
Ona nie jest taka sama jak ja.
Nie zna granic i nie zamierza się bać.
A ja ?
Ja zawsze jestem ostrożna , uważam żeby nie zepsuć z nikim relacji i boję się, że kiedyś zostanę sama.
Samotność jest taka przytłaczająca.
Może Is jest taka przez to co ją spotkało.
Okropne zerwanie zaręczyn..

- Pewnie nic o.niej nie wiesz i to dlatego - Marisa smutno się uśmiecha i poprawia włosy , po czym ubiera kurtkę- Zmienisz zdanie , gdy poznasz prawdę. Tak.sądzę.
- Wszyscy tutaj coś do niej macie - cisnęłam jej prosto w twarz - Ona jedyna jest ucziwa względem.wszystkich.
- Tak Ci się tylko wydaje - parska śmiechem i przewraca oczami - Nie lubię Cię , wszyscy o tym wiedzą i pewnie liczą , że ja Ci opowiem całą prawdę , ale tak się nie stanie.
- Jeśli coś wiesz , proszę powiedz - dreszcz mnie przeszedł po plecach. Jestem tak zdesperowana , żeby prosić Marisę o pomoc ?
- To mnie nie dotyczy - blondynka zmierzyła mnie wzrokiem i widać , że chciała coś powiedzieć jednak się powstrzymała i wyszła.

Kolejna tajmenica?
Co oni przede mną ukrywają ?
I czemu miałabym znienawidzieć Isabelle ?

Westchnęłam cicho i usiadłam na krzesełku przy barze.
Czuje pulsujący ból głowy.
Wracam do hotelu. Ale czy mogę zostawić Is tak po prostu ?
Kiwam głową , żeby do mnie podeszła .

- Chodź potańczyć - ciągnie mnie z ręce w stronę parkietu.
- Nie dam rady - czuje nagły przypływ gorąca.

Szybko chwytam się koleżanki nim upadne na podłogę.
Czarno włosa szybko zauważa , że coś mi jest.
- Stina , co z Tobą ? Zbladłaś.
-Źle się czuję - mówię jakby resztkami sił - Bardzo źle .
- Idziemy do toalety - stwierdza i ciągnie mnie za sobą.

Powoli już tracę świadomość .
Coraz mniej widzę.
Przed oczami widzę czarne plamki.
Kolejne krople potu spływają po moim czole.
Jeszcze jeden ruch i się przewrócę. Chciałabym stać w miejscu i się nie ruszać
Wchodzimy do toalety i zaczynam wymiotować.
Długo to nie trwa , bo po chwili upadam na posadzkę i już nic nie widzę.


***


~ Isabelle POV

Siedzimy w taksówce i wracamy do hotelu. Sałbo wyglądająca Stina oparta jest głową o moje ramię i praktycznie nie kontaktuje. Coś jest z nią nie tak.
Przecież nie jest pijana. Wypiła może 1 drinka, nic więcej.
Może się zatruła ?

Muszę sprawdzić , która już godzina. Jutro tak czy siak musimy być na tym weselu.
Wkładam dłoń do torebki i przeszukuje ją dokłądnie.
Kosmetyczka, chusteczki, portfel.. Ale gdzie jest telefon ?

- Przepraszam, mógłby Pan włączyc to małe światełko ? - zwracam się do taksówkarza pełna obawy.

Przecież nie mogłam go zgubic. Wysypuję wszystko z torebki na kolana , ale smartfona jak nie było tak jest nadal.

- Szlak! - mamroczę pod nosem – Trzeba się będzie wrócić.
- Zawracać ? - taksówkarz niepewnie patrzy na mnie , jednak ja zaprzeczam mu głową.
- Już jesteśmy przy hotelu – oznajmiam szybko i otwieram drzwi samochodu – Pan tutaj poczeka, a ja tylko odporwadzę koleżankę do pokoju.
- Nie ma problemu – wzrusza ramionami starszy człowiek i zawiesza ręce na kierownicy – Klient płaci klient rząda.

Jak ja mam wnieść ją do hotelu ?
Chwytam ją w pasie i zarzucam jej prawa rękę na swoją szyję i jakoś udaje nam się wejść do hotelu.
Stoję przy windzie i czekam aż drzwi się otworzą, a gdy to się dzieje uśmiecham się z ulgą widząc puste pomieszczenie.
Nie umyka mojej uwadze spojrzenie recepcjonistki, która nie ukrywa oburzenia.
Ciekawe od kiedy obsługa hotelowa miesza się w sprawy imprez klientów ?

Stina przytomnieje , więc transport jej nie jest już tak ciężką sprawą jak wcześniej.
Podchodzimy do jej pokoju , który jest zamknięty.

Peter jeszcze nie wrócił – informuję przyjaciółkę, która opiera się plecami o drzwi sąsiadującego pokoju .
- I dobrze – zakłada rękę za rękę i wygląda na oburzoną. Ruchem głowy odrzuca włosy na plecy – Pomyśli , że jestem pijana.
- Przecież nie jesteś – wkłądam klucz do zamka, a po chwili drzwi pokoju się otwerają – Wchodź.
- Isabbelle..- chwyta mnie za dłoń i siada delikatnie na łóżku – Muszę Ci coś powiedzieć ważnego.
- nie teraz Stina – przytulam ją na pożegnanie i podchodzę do drzwi – Musze wrócić się na imprezę po telefon. Zobaczymy się przed slubem.
- Dobra – przytakuje głową i naciąga na głowę kołdrę – Tylko przyjdź do mnie wcześniej.
- Obiecuję. Dobranoc.

Zamykam po cichu drzwi i wracam do taksówki.

Pod klubem prosze taksówkarza, aby zaczekał na mnie jescze chwilę.


Odrazu wchodze do przebieralni i zaczynam szukać telefonu. Gdzie ja go mogłam zostawić ?
Otwieram szuflada po szufladzie i nadal nic. Patrzę po podłodze, na szfie, nawet po wieszakach.
Nadal nic.

To oznacza, ze tutaj go nie ma.
Wychylam głowę z pokoju i zauważam, że już prawie nikogo tutaj nie ma.
Minęła dopiero godzina odkąd stąd wyszłyśmy , a na kanapie leży tylko Megan.
Oprócz niej nikogo tutaj nie ma.
Przeczesuję spojrzeniem resztę klubu i zauważam telefon na ladzie barowej.

Po cichu, na paluszkach podchodzę do baru i biorę telefon.
7 nieodebranych połączeń od Daniela i 10 wiadomości. Potem to przeczytam.
Narazie muszę sta jak najszybciej wyjśc.

Już mam wychodzić, gdy słyszę jakieś głosy. Czyżby awantura?
Szybko chowam telefon do torebki i odruchowo chowam się za ladę.

- Jak to jest możliwe ?! - słychać czyjeś krzyki , jakiejś kobiety, która zbiega z pokoi na piętrze- To się przecież nie mogło stać !
- Przecież wiedziałaś co robisz – mężczyzna z premedytacją odnosi się do kobiety- Nikt Cię do niczego nie zmuszał.
- To Twoja wina !- wszędzie bym rozpoznała ten głos. Marry. Ale z kim ona się kłoci i o co chodzi ?.
- Przespałaś się ze mną, za co nalezy się 150 zł – wychylam głowę, żeby zobaczyć mężczyznę i moim oczom ukazuje się striptizer. Ten sam , który dzisiaj tutaj tańczył dla pań.
- Wynoś się stąd ! - przyszła panna młoda uderza go w policzek i popycha w stronę drzwi – Masz o tym zapomniec ! To nie miało miejsca.
- Dobra – wzrusza ramionami i otwiera drzwi wyjściowe – Nie moja sprawa. Nara.

Marry . Taka porządna Marry. Tak bardzo zakochana w Michaelu Marry. Czy to możliwe, że mogła popełnić taki błąd ?
I to w dzień przed ślubem. No a dokłądniej w dzień ślubu, bo jest już prawie rano.
Dziewczyna owinięta jakimś prześcieradłam załamana siada na środku pomieszczenia i zakrywa twarz dłońmi. Płacze.

Nie powinno mnie tutaj być. Nie powinnam tego zobaczyć. Nie powinnam o tym wiedzieć.

- Marry ? - troskliwy głos Megan dosięga mnie i widzę, jak blondynka przytula czarnowłosą – Weź się ogarnij.
- Serio ? - siąka nosem i patrzy bezradna na koleżankę . Trochę mi jej żal – Tylko taką masz dla mnie radę?
- Nie zamierzam Ci mówić, ze jest mi Ciebie przykro – Megan wstaje i ubiera kurtkę – Idź się ubierz. Wracamy do hotelu.
- Ale.. ? - okularnica patrzy na nią zbita z tropu i tak dziecinnie.

Kuzynka Stiny podchodzi po panny młodej i stawia ją na równe nogi. Ciągnie ją na górę i pospiesza. A ta potulnie idzie za nią.

- Przecież dzisiaj bierzesz ślub, prawda ? Więc przestań beczeć jak sześciolatka w przedszkolu , tylko weź się w garść.

Ciężkie westchnienie blondynki i siąkanie nosem Marry.

- Nic nie mów Michaelowi – rozkaz Megan widocznie nie podoba się Marry bo mamrocze coś pod nosem – I tak się nie dowie.
- Ktoś mu prędzej czy później powie – w głosie czarnowłosej słychac płacz. Ktos tutaj jest niestabilny emocjonalnie.
- Wiemy tylko o tym my dwie. Ja nie powiem przysięgam, Ty też nie.
- A ten striptiizer?
- On nas nawet nie zna- uspokaja ją i mówi spokojnie – Podobno kochasz Hayboecka i chcesz z nim być do końca zycia. Prawda ?
- No tak – przyszła panna młoda opowiada pewnie i zdecydowanie, a w jej głosie słychać radość.

No serio ludzie ? Zdradziła narzeczonego – dziń przed ślubem- ale go kocha i chce być z nim do końca zycia, więc mu tego nie powie.

Chore.

- A więc nie zmarnuj sobie życia, przez coś co nic nie znaczyło - pewność siebie Megan trochę mnie martwi. Kiedy ona się taka stała.

Zmianiam pozycję z przysiadu na klęczącą i przez przypadek wywrama krzesło za sobą.
Jak to bywa złośliwością rzeczy- robi ono wielki hałas.

- Ktoś tam jest – przerażona Marry dopina sukienkę – Ktoś podsłucuje ! Idź to sprawdź.

***



 

 
Poszłam do restauracji na parterze w której jedliśmy każdy posiłek. Nie ukrywam , że wszyscy lubieliśmy tutaj spędzać czas na wspólnych rozmowach i delektowabiu się przepyszną kuchnią orientalną.
Restauracja dopiero się zapełniała. Było około godziny 9. Rozejrzałam się po całej sali i zovaczyłam kilka znajomych osób. W stoliku pod największym oknem siedział zasypany Stefan posłusznie przytakujący Marisie , która była zafascynowana swoją wypowiedzią. Jej towarzysz jednak nie odwzajemniała zainteresowania , ponieważ zapewne marzył tylko o tym , aby jeszcze chwilę pospać.
Kolejna para , która zwróciła moją uwagę prowadziła już bardziej ożywioną rozmowę. Marry przekładała kolejne strony katalogu dla narzeczonych , a Michael dzielił się z nią swoją opinią , co nie należało do łatwych zdań , gdy cały czas ziewał.

- Chłopaki znowu wczoraj imprezowali - przywitał mnie męski głos , bardzo dobrze mi znajomy. Osoba ta podeszła do mnie i przywitała mnie pocałunkiem - Podobno wrócili dopiero o 4 . Słyszałem jak Marisa robi Kraftowi kazanie.

Peter jeszcze coś tam mówił , zapewne same ciekawostki , jednak co innego teraz było moim zmartwieniem.
Isabelle. I jej nieszczęsny pamiętnik u mnie w torebce.

- Peter ..- zaczęłam niepewnie , gdy skończył opowiadać - Długo znasz Isabelle ?

Uważnie obserwowałam jego twarz. Jedna powieka mu drgnęła , przełknął głośno ślinę , jednak nie zachowywał się dziwnie. Na jego twarzy pojawił się mały uśmiech i popatrzył na mnie z zainteresowaniem.

- Kilka lat - odpowiedział spokojnie i posłał mi kolejny uśmiech - A dlaczego pytasz ?
- Bo ją lubię - chwyciłam do ręki kartę dań , a Prevc podejrzliwie zmrużył oczy - Jaka ona jest ?
- To znaczy..?
- Co o niej sądzisz ? Chyba się przyjaźnicie.

Słoweniec przeczesał dłonią włosy i zaczytał się w karcie dań. Przewróciłam oczami i stwierdziłam , że nie dam się mu tak łatwo spławić.

- Nie powiedziałbym , że jest to przyjaźń - odparł po dłuższej chwili , gdy miałam wtrącić kolejne pytanie - Po prostu długo się już znamy i wiele przeszliśmy.

Powoli zmierzamy do celu. Muszę zadać jakieś konkretne pytanie , żeby mnie nie spławił.

- Rozumiem. Wspieraliście się w trudnych i dobrych chwilach - udałam zamyślenie i znowu drążyłam temat - Prawie jak przyjaciele. Co Was tak zbliżyło ?

Kątem oka widzę idącą w naszą stronę kelnerkę . Nie podchodź tutaj , jeszcze nie teraz. Możesz się przejść po sali i dolać komuś kawy? Albo polecićjakiś deser? Ewentualnie sprawdź czy nie ma Cię w kuchni.

- Długa historia - uciął temat i już na mnie nie spojrzał.
- Ja mam czas.
- Ale ja nie - zrobił smutną minę i duże oczy - Ty się możesz powłóczyc po mieście a ja idę na trening.
- Opowiesz mi wieczorem - sztyrchnęłam go i posłałam uśmiech.

Westchnął ciężko, jakby znudzony rozmową ze mną. A raczej moją nie wiedzą.

- Wieczór kawalerski - posłał mi oczko i przyjrzał mi się dokładnie - A Ty masz panieński w hotelu Franz. Zawieźć Cię tam wieczorem ?

Zaczęłam bawić się kwiatami w wazonie , niszcząc ich płatki. Kurde. Ten czas mija zbyt szybko. Jutro ślub na który bym nie poszła , gdyby Peter tam nie szedł. Przecież nie pójdzie sam.

- Nie trzeba - wzruszyłam ramionami i poprawiłam swoje włosy . Teraz chciałam , żeby kelnerka podeszła do naszego stolika jak najszybciej.
- Ale idziesz tam , prawda ? - noi mnie przejrzał. Gdy tylko tu przylecieliśmy i dowiedziałam się o ślubie , razem z Isabelle postanowiłyśmy zamiast na wieczór panieński iść do jakiegoś klubu i się tam dobrze bawić.

- Nooo,idę - powiedziałam jakby z przymusu , jednak tak naprawdę nie miałam zamiaru tam się wybierać.

Uśmiechnęłam się do kelnerki stojącej już przy naszym stoliku. Różowowłosa japonka o brązowych oczach wyjęła z fartuszka notatnik i czarny długopis i czekała na nasze zamówienie.

- Poproszę sushi i do tego sake - złożyłam zamówienie , a Peter posłał mi zdziwione spojrzenie.
- Dla tej Pani jednak sok pomarańczowy zamiast sake - posłał kelnerce uśmiech , a ta szybko zapisała zmianę zamówienia i poszła w stronę kuchni.
- Nie chcę soku - skrzyżowałam ręce na piersi i byłam trochę oburzona - Już decydujesz za mnie . Co będzie dopiero po ślubie.
- Alkohol z samego rana? - uniósł do gory jedną brew i zaczął przeglądać gazetę o samochodach , którą przyniósł ze sobą - Wykluczone.
- Tutaj mają najlepsze sake w całym Tokio.
- Próbowałaś ? - popatrzył na mnie spode łba.
- Wczoraj tutaj byłam i zamowiłam deser, a kelnerka mi poleciła sake. Nic wielkiego. Przecież nie zalałam się do nieprzytomności.

Brunet potrząsł oburzony głową i słyszałam jak mamrotał coś na mój temat pod nosem . Udałam , że nie widzę jego zachowania i mierzyłam wzrokiem kelnerkę idącą w naszym kierunku z zamówieniem.
Popatrzyłam na tacę i zayważyłam na niej kubeczek z dobrze mi znanym napojem.
Peter zmierzył wzrokiem dziewczynę , która się zaczerwieniła.

- Pani weźmie to sake - poprosił ją grzecznie i spokojnie - Nie zamawialiśmy tego.
- Tak , ale to dla tej Pani - różowowłosa podsunęła mi trunek pod nos - Od Pana przy barze. Życzę smacznego !

Skierowałam spojrzenie w stronę baru i zobaczyłam siedzącego tam Manuela Poppingera. Od razu przypomniała mi się impreza NS której wpadł na mnie i poplamiłam nową sukienkę chyba czerwonym winem. Tak , to było czerwone wino. Później spierałam plamę z niego w męskiej toalecie.

Manuel pomachał do mnie i uśniechbął się szczerze. Peter popatrzył na mnie a później na niego. Był lekko zbity z tropu. Ja się jedynie mogłam modlić o to , żeby Austriak do nas nie podchodził.

- Pójdę to odnieść - wskazałam na sake i wzięłam kubeczek do ręki - Chyba , że Ty chcesz.
- Innym razem - rzucił i zaczął jeść śniadanie .

Wstałam powoli , ale jak najszybciej chciałam dostać się do baru. Manuel opierał głowę o prawą rękę , a lewą trzymał kieliszek z drinkiem. Gdy tyko mnie zauważył uśmiechnął się i wskazał krzesło obok siebie, na którym kilka chwil później się znalazłam.

- Widzę, że ładnie zaczynaaz nowy dzień - przywitałam się z nim oddalałam mu sake.
- Oo, rzuciłaś już - złośliwy jak zawsze - Szybka jesteś. Weź mnie tego naucz, bo zaraz trener mnie z reprezentacji wyrzuci.
- Ja nie mam problemu z alkoholem - zaakcentowałam mu dokładnie każdy wyraz - Nie upodabniają mnie do siebie. Peter kazał mi to odnieść.
- To już wiem , dlaczego taka wredna od samego rana jesteś - zaśmiał się , a ja razem z nim. Chociaż wcale mnie to nie śnieszyło. Nie chciałam żeby mu się przykro zrobiło.
- Z jakiej okazji to ? - wskazałam głową na trunek .
- Kolejny dzień opijam ślub Marry - stwierdził smutno i położył głowę na blacie - Tak jak wczoraj z Tobą. Dziś też powinnaś się do mnie przyłączyć .
- Manuel przestań już . To już drugi tydzień.
- Ale ja ją kocham..- głos mu się załamał.
- Teraz już za późno - nawet nie wiedziałam jak go pocieszyć . Właśnie zdałam sobie sprawę , że mam problemy z alkoholem.
- Właśnie - podniósł się i przyjrzał mi się uważnie - Szukałem Cię.
- Po co?- uniosłam jedną brew do góry i czekałam niecierpliwie na jego odpowiedź. Zerknęłam na stolik , gdzie siedział Peter i moje śniadanie.
- Jurij chce się z Tobą spotkać .
- Jaki Jurij ?!- zdziwiłam się.
- A jakiego znasz?- Austriak zrobił dziwną minę i przewrócił oczami - No Tepes.
- On mnie nawet nie lubi.
- To akurat wie każdy , oprócz Prevca. Nie wiem czego chce , ale kazał Ci przekazać swój numer.
- Kiedy ma być to spotkanie ?- oby nie dziś , oby nosi dziś. W zależności czego odemnie chce muszę przemyśleć całe spotkanie z nim. Nie lubi mnie. Zawsze chce ze mnie zrobić idiotkę. I już nieraz próbował mnie ośmieszyć w oczach Petera. Ciekawe co wymyślił tym razem ? Może powinnam wsiąść ze sobą jakiegoś świadka ? Niech ktoś to potwierdzi , że on mnie nienawidzi.

Wstałam od baru i już miałam iść w stronę stolika , gdy Manuel chwycił mnie za rękę.

- Zapomniałem, że masz przyjść z Isabelle - dodał i uśmiechnął się na pożegnanie.

Kamień spadł mi z serca. Czyli nie chce mnie ośmieszyć ? Ale chwila. Zaraz. Wtedy, w ogrodzie zimowym , gdy się pokłóciłam z Peterem oboje - i Jurij i Isabelle - stali w oknie i patrzyli na nas. Spisek ?

- Masz rację - zaczęłam jeść śniadanie i niepewnie popatrzyłam na Prevca - Mam mały problem z alkoholem.
- Już Cię u mówiłem na terapię - uśmiechnął się i chwycił mnie za rękę - Weź już nie pij, dobra ? Nie chce Cię w przyszłości z naszymi dziećmi odwiedzać na odwyku.
- Nie przesadzaj - uszczypnęłam go - Nie jest ze mną tak źle jak z Manuelem .
***


Z Isabelle nie gadałam już od kilku z dni. A dokładniej od dnia w którym zobaczyłam ją w pokoju Daniela. Mój przyjaciel też od tamtej pory nie był skłonny do rozmowy ze mną. Pozatym nadal miałam pamiętnik czarnowłosej. O dziwo nikt się po niego nie zglosił.

Na wieczór panieński nie miałam ochoty iść i przyglądać się marry i Megan, które dobrze się bawią. Ubrałam kurtkę i czekałam na koleżankę przystanku pod hotelem. Ciekawe czy przyjdzie ?

- Wybacz za spóźnienie - przywitała mnie z uśmiechem i przyciągnęła mnie do siebie – Zarezerwowałam nam bilety do kina.
- Na horror ? - pobladłam na twarzy i czekałam na reakcję Is. Była już godzina 22 ,a wokół panowała ciemność. Pozatym mamy wracać nocą do hotelu,a ja nienawidzę horrorów.
- Idziemy na seans !- klasnęła w ręce i wsiadła do metra ,, a ja podążyłam za nią – Najpierw komedia , potem thliller a na końcu film grozy.
- Przynajmniej nie horror – wzruszyłam ramionami – Japońskie horrory są najgorsze.
- Ta przerażająca dziewczynka z czarnyi włosami ?- moja towarzyszka uśmiechnęła się i przejrzała bilety dokłdnie – Właśnie na taki idziemy .

Moja ręka poędrowała w stronę czoła, na której wydała docyś głośne "plask". No to już po mnie. Nie jestem tak bardzo stabilna psychicznie. Jedank nie chcę się ośmieszć przed Isabelle. Mogę przecież zamknąc oczy, prawda ?

***

- Nie dam rady tego już oglądać – szepnęłam Isabelle, która też niezbyt lubiła horrory . Obie przymykałyśmy oczy w bardziej straszniejszych akcjach .
- Chodź – wstała z miejsca i pociągnęła mnie za rękę – Wracajmy. Ja też się boję.

I tak oto opuściłyśmy praktycznie pełną salę kinową po obejrzeniu tylko jednego całego filmu : komedii- romantycznej. Trochę sobie popłakałyśmy.

Poszłyśmy do baru obok kina , gdzie Isabelle zamówiła sobie drinka, a ja tylko owocowe smoothie. Alkohol rzucam.

- Nie chce mi się wracać jeszcze do hotelu – stwierdziłam dopijając już moją bombę witaminową. Czarnowłosa też już kończyła drinka- Gdzie jeszcze możemy iśc ?
- Wiem , gdzie pójdziemy – uśmiechnęła się ukazując perliście białe zęby Na impreze do Marry.
Weź nie żartuj – szturchnęłam ją w bok i wysżłyśmy z baru.
- Mówię serio Stina. Chodź, będzie fajnie.
- W sumie my też jesteśmy zaproszone – zamyśliłam się przez chwilę , po czym drazu rozpromienniałam – Dobra idziemy.

**

Znalezienie hotelu w którym odbywała się impreza nie należało do najłatwiejszych. Ostatecznie jakiś student pomógł nam dotrzeć do celu.
Impreza odbywała się w specjalnie wyznaczonej do takich okazji sali. Zaczęłam tańczyć w korytarzu, gdy tylko usłyszałam muzykę. Isabelle się do mnie przyłączyła, a dwaj ochroniarze ( bardzo młodzi ochroniarze ) patrzyli na nas rozbawieni.

Bałam się, ze nas nie wpuszczą, jednak nie było z tym problemu.

- Druhna honorowa i fryzjerka panny młodej meldują się na miejscu – czarnowłosa zasalutowała mężczyzną,a Ci wybuchli szczerym śmiechem . Otworzyli nam drzwi i tak oto znalazłyśmy się na imprezie.
- Dobra, i co teraz ?- pociągnęłam koleżanke w stronę baru, skąd miałyśmy dobry widok na całą salę. - Wszyscy są tutaj przebrani w jakieś stroje. Tylko my się wyróżniamy.
- O widzę Megan – Is podniosła palec wskazujący na dziewczyę w różowo czarnym kostiumie – Króliczek Playboya.

Obie wybuchnęłyśmy śmiechem. Czarnowłosa zamówiła kolejnego drinka , aja przeczesałam wzrokiem teren. Marry ubrana jako księżniczka ? Hmm, dośc skąpa ta księżniczka. Napewno nie jest ona jedną z postaci Disneya.
Wszystie dziewczyn siedziały na kanapach przed sceną.
Panna młoda miała diadem na głowie. Nagle światło zmieniło się na ciemniejsze, a na scenie się ktoś pojawił. Panie zaczęły piszczeć i machać banknotami w stronę mężczyzny.

- Mają striptizera – dziewczyna obok mnie wytrzeszczyła oczy i wraz z dronkiem odwróciła sięw stronę pokazu- Patrz co się dzieje pod sceną.

Striptizer ubrany w strój policjanta, równie skąpego jak nasza księżniczka zaczął tańczyć. Nie ukrywam, ze był to bardzo przystojny policjant i jeszcze jak zbudowany !
Ogarnij się Stina! Musicie się przebrać.


Bardzo cięzko było mi oderwać wzrok od mężczyzny, jednak prawie wpadłam w euforię, gdy zobaczyłam przebieralnie a w niej kolorowe stroje.

- Dołączmy do zabawy – pociągnęłam Is w stronę kostiumów i szybko zaczęłyśmy buszować w poszukiwaniu odpowiednich strojów. Przecież nie chcemy stracić występu striptizera.
- Dobra mam – moja "przyjaciółka " założyła strój pielęgniarki , do tego wysokie czarne szpilki( które zapewne zdjemnie odrazu, gdy wszyscy zaczną tańczyć ) a do tego długie proste blond włosy i okulary- Poznają mnie?
- Tam masz toaletkę. Trochę się podmaluj i będie dobrze.

Do wyboru miałam tyle strojów jednak nie znalazłam niczego konkretnego. Rzuciam okiem na malująca się Isabelle i w szybie lustra odbił mi się idealny strój.

- Kobieta Kot ! - uśmiechnęłam się i szybko założyłam opinający lateks,a do tego kocie uszy i maskę. - Ja gotowa! Możemy iść.


Obejrzałyśmy się jeszcze dokłądnie, czy aby napewno wyglądamy dobrze i dołączyłyśmy do zabawy.

Wyszłyśmy w idealnym momencie, bo tego co zobaczyłyśmy nigdy bym się nie spodziewała.
***


Na ten rozdział musieliście długo czekac, ale jakoś tak życie mi się rozregulowało i jeszcze wakacje są.. Ale wzięłam się w garść i przez noc napisałam ! ^-^
Wprowadzenie do kolejnego rozdziału, który będzie ciekawy. I postaram się go napisać jak najszybciej.
 

 
Dedykowane wszystkim czytelnikom.



Kolejne dni mijały bardzo szybko. Tak jak wszyscy mysleliśmy Peter wygrał TCS oraz został Mistrzem Świata w lotach. Coś czuję, że to będzie jego sezon.

Jest 7 rano czasu lokalnego. Dzisiaj w środku nocy przylecieliśmy do Japonii, a dokładniej do Sapporo na kolejne konkursy.Mamy tutaj spędzić aż tydzień, ale pierwsze zawody już jutro, dlatego dzisiaj są trenigi co oznacza dla nas wszystkich pracę.

Wszyscy już zdążyli zasiąść przy stole. Nareszcie coś zjem! Jestem taka głoda i zaspana. Z samego rana wszycy moi towarzysze oblegali automaty z kawą, jednak ja stwierdziłam, że nie jestem zmęczona. Skłamała. Padam ze zmęczenia,a oczy same mi się zasypiają. Zmierzyłam wzrokiem porządnie nakryty stół z jedzeniem. Na mojej twarzy pojawił sie uśmiech, gdy zobaczyłam dzbanek z kawą.

- Moge to tutaj położyć ? - z delektowania się posiłkiem wyrwała mnie Isabelle szturchająca mnie w rękę. Trzymała w dłoni dobrze mi znajomy notes. Jej pamiętnik. Usiadła na krzesle obok mnie i ściszyła głos- Popilnujesz mi go ?
- A sama nie możesz ? - uniosłam do ust tosta z dżemem i popatrzyłam na nią zmieszana – Poprostu zostaw go w pokoju.
- Chętnie bym to zrobiła – tutaj znowu ściszyła głos i szeptała mi do ucha- Ktoś ostatnio szperał w moim pokoju. Nie wiem czego tam szukał , ale ten pamiętnik jest całym moim zyciem.
- I ja go mam pilnować ? - wytrzeszczyłam oczy i przyłożyłam do ust filiżankę z kawą – Nie uważam, ze jestem odpowiednią osobą..
- Tylko Tobie ufam – poczułam dodtyk jej dłoni na swoim ramieniu – Proszę.
- Dobra daj mi to – wyciągnęłam rękę po notes i udawałam, ze wcale nie jestem nim zainteresowana, co oczywiście było nieprawdą – Tylko później przyjdź po niego, bo ja idę do pracy.

Czarnowłosa odpowiedziała mi uśmiechem i zaczęła rozmawiać z Danielem. Chyba tylko nasza dwójka się tutaj z nią zadawała. Noi jeszcze Peter. Ale gdzie on znowu jest ? Zobaczyłam, ze krzesło obok mnie jest puste, ale już po chwili słoweniec pojawił siew polu mojego widzenia. Ubrany był dzisaj w czarną koszulę z kołnierzykiem, ostatni guzik przy samej szyji miał rozpięty. Do twarzy mu było w koszulach. Niekoniecznie w czarnym, ale w koszulach napewno. Do tego ubrał ciemne dżinsy i zegarek od Domena. Włosy lekko ułożył na żelu, co nie było w jego stylu.

- A Ty co taki wystrojony ? - gdy tylko usiadł obok mnie Stefan odrazu go zaczepił. Czyli nie tylko ja to zauważyłam , ze Prevc dzisiaj wygląda tak nadzwyczajnie.
- Musze coś załątwić na ieście – odparł krótko i zaczął spożywać posiłek.
- Nie idziesz na trening ? - teraz to ja zadałam pytanie. Trochę zroziło mi się przykro, bo tak bardzo lubiłam patrzeć na jego skoki.
- Niestety nie – na jego twarzy pojawił się chwilowy grymas, ale szybko zmienił się w uśmiech – Zobaczymy się wieczorem.

I ten błysk w jego głębokich zielonych o0czach. Panie Prevc, co Pan kombinuje ?

Wszyscy toczyli głośne rozmowy. Z niedowierzaniem patrzyłam,jak około 15 osób przy naszym stoliku bardzo głośno wyraża swoje opinie. Uwielbiam ich wszystkich, ale z samego rana lubię spokój.

Nagle poczułam dotyk czyjejś dloni na swoim udzie. Co mnie podkusiło , żeby założyć spódnicę ? I tak będę musiała się przebrać przed wyjściem z hotelu, ponieważ jak na luty temperatura jest bardzo mroźna. Peter obdarzył mnie uśmiechem , który został po chwili przezemnie odwzajemniony. Ponownie przeniosłam wzrok na znajomych i zobaczyłam Isabelle , któa z zamyśleniem wpatruje sięw Kennetha. Jedną ręką podpierała głowę , jej wzrok wbity byłw Norwega. Szybko popatrzyłam na skoczka, który chyba niczego nie zuważył, ale zerkał w stronę czarnowlosej, natomiast jego dziewczyna Megan zauważyła to bardzo dobrze. Mogłabym przysiąc , że z jej oczu lecą pioruny.

- Idziesz z nami Isabelle wieczorem na impreze ? - zaproponował Stefan i uśmiechnął się życzliwie do dziewczyny. Jednak ona na to nie zareagowała – Chyba, że wlisz iść gdzie indziej.

Oho. Kraft traci pewność siebie, przez ignorację czarnowłosej.

- Nie widzisz Stefan, ze się dziewczyna zamyślila ? - Daniel uśmiechnąl się , jednak w jego zachowaniu było coś nienaturalklnego. Pewnego rodzaju obawa.
- Chyba zakochała – wtrąciła uszczypliwie Marisa.

No tak ona też tutaj jest. Prawie zapomniałam. Zrobiłam grymas na twarzy, gdy sobie przypomniałam jak dziewczyna bardzo mnie nienawidziła, przez moją przyjaźń ze Stefanem. Teraz już trochę odpuściła i jakoś tym razem nie rzucała mi sie tak w oczy. Chłopak zmierzył ją spojrzeniem za te słowa.

- Zakochała ? - Domen prychnął pod nosem i również nieprzyjaźnie spojrzał na dziewczynę Krafta- Bardziej bym powiedział, ze się zapatrzyła.
- Ciekawe w kogo – stwierdził sarkastycznie Jurij i spojrzał na Kennetha, a ten zrobił pytająca minę. Po chwili już wszyscy patrzyli na Norwega.
- We mnie ? - Gangnes był zdziwiony tak samo jak ja . Dziewczyna się zamyśliła, a oni już, ze się w nim zakochała .
- Brawo geniuszu – Marisa udała, ze klaszcze w dłonie, a Kraft już podparł głowę dłonią i popatrzył błagalnie na mnie, żebym zakończyła tę głupią pogawendkę.
- Z tego co wiem to Kenneth jest zajęty, a Isabelle zastanawiała się gdzie pojechać na wakacje- zaczęłam improwizaowac i kopnęłam ja w nogę pod stołem, a dziewczyna szybko spojrzała na mnie . Była zupełnie zdezorientowana- Prawda Is?
- Co się tak patrzyłaś na Kennetha ? - nim zdążyła mi odpowiedzieć Tepes wtrącił swoje pytanie.

Dziewczyna przez chwilę nie ogarniała o co choci, ale już pochwili zdała sobie sprawę, ze ciągle wpatrywałą się w Norwega. Lekki rumieniec oblał jej policzki, czego z daleka nie było widać. Sama zauważyłam to dzięki temu, ze siedziałam blisko niej. Ręka pod stołem jej drżała.
Czy ona się boi ?

- Nie wydaje się Wam, że przypomina on Greya? - uff. Jakoś z tego wybrnęła. Czarnowłosa odrzuciła włosy na plecy i uśmiechnęła się do mnie.
- Z 50 twarzy Greya , tak ? - pomogę jej – W sumie.. Jak się mu tak lepiej przyjrzeć. No sama nie wiem. A Ty Marisa?
- Nie wiem, nie oglądałam – blondynka wzruszyła ramionami i ucięła naszą dobrą grę pozorów.
- Stary ! - Daniel poklepał przyjaciela po plecach i uśmiechnął sie do niego – Wyglądasz jak najprzystojniejszy aktorna świecie.
- Ja nawet nie wiem o kogo chodzi – Kenneth zaśmiał się , ale podniósł kciuk do góry – Ale dzięki.
- Nie oglądaliscie tego ?- Isabelle zapytała ze zdziwieniem i popatrzyła na wszystkich wokoło, którzy zaprzeczyli – Polecam, bardz fajny film. Skojarzyło mi się teraz jak popatrzyłam na niego.
- Kiedy to oglądałyście ? - Stefan nagle powrócił zaciekawiony do rozmowy.
- W samolocie – uśmiechnęłam się- Musiecie to obejrzeć.

Kolejne kłamstwo, ale musiałam pomóc Isabelle. Tande też się w to włączył. Tak naprawdę 50 twarzy Greya oglądałam dwa lata temu jak film wszedł do kin, Is tak samo. Ale czarnowłosa szybko chwyciła przynętę, dlatego musiałyśmy się tego trzymać. Wszyscy chyba uwierzyli, no a parzynajmniej tak wyglądali. Do końca posiłku nie było już zadnej rozmowy tego typu, gdzie ktoś mógłby poczuć się nieswojo.

***

Wieczorem szybko poprawiłam makijaż i ubrałam się ciepło. Mieliśmy gdzieś jechać z Peterem, ale nie miałam pojęcia dokąd. To ma być niespodzianka. Na samą myśl o tym bardzo się ucieszyłam. Wrzuciłam tekefon do torebki i zamknęłam dzrwi pokoju. Prevc czekał już na mnie w samochodzie pod hotelem. Gdy zapinałam torebkę zobaczyłam czerwoną wstążkę wystającą z niej. O nie.. Pamiętnik Isabelle.

- A mówiłam jej, zeby po niego przyszła – mamrotałam wyjmując notes z torebki- Przecież nie mogę go wziąść ze sobą.

Nie zastanawiałam się długo co mam z nim zrobić, szybko wpadłam do pokoju Daniela w którym naszczęście nikogo nie było. Norweg przygotowywał się na impreze. Na włosy już nałożył żel, a moim oczom ukazała się jego naga klata, na którą była zarzucona seksowna niebieska koszula. Tande męczył się z guzikami, gdy weszłam. Przywitał mnie uśmiechem i coś marudził, zebym pukala następnym razem.

- Schowaj to gdzieś tutaj, potem po to przyjde – poprosiłam i wcisnęłam mu do ręki notes. Zrobił podejrzliwą minę i usiósł jedną brew ku górze – Tak. Pamiętnik. Ale jeśli go przeczytasz to Cię zabiję.
- Nawet nie zamierzam- zaczał się bronić – Prawie wszystko o Tobie wiem.

Nie miałam czasu na przegadywanki z blondynem, dlatego szybko wyszłamz pokoju.

***

Peter prowadził mnie powoli,ponieważ miałam zasłonięte oczy szalikiem. Słyszałąm tylko trzaskanie drzwi , a po chwili poczułam jak Prevc zdejmuje moje ulubione kozaki.

- Jaki masz numer buta ? - zapytał stojac dość daleko odemnie.
- 38 .

Jakieś stuki, skrzypienie drzwiczek, cś mu upadło i trzasnęło. Przekleństwa Prevca. I nagle poczułam, że słowenieć coś zakłada mi na stopy. Co to ? Szpilki ? Nie . To coś nie ma obcasów ale jest wysokie. Rolki ? Nie ta pora roku. Ostrożnie wstałam i poczułam dobrze znane uczucie. Płozy !

Ale ja nie umiem jeździć na łyżwach – powiedziałam szczerze i mocno chwyciłam jego dłoń – Próbowałam tyle razy, ale zawsze ląduje na lodzie.
- Nauczę Cię – chyba się uśmiechnął.

Krok w przód i poczułam lod pod nogami. Chętnie bym sunęła po tej gładkiej powierzchni do przodu, ale nic nie widziałam.

- Mogę to zdjąć ?
- Chwilunia..

Poprowadził mnie do przodu, aż po chwili się zatrzymaliśmy, zakładam, ze na środku lodowiska. Poczułam zapach jego perfum, a w oddali słyszałam cichą muzykę. Znam tę piosenkę! "See you again".

- Nasza piosenka – ucieszyłam się i zaczęłam nucić.
- Zdemuj.

Po tych słowach zdjęłam szalik i zobaczyłam pięknie oświetlone lodowisko w kolorze niebieskim i fioletowym. Delikatne płatki śniegu spadały na moją twarz i włosy. Popatrzyłam przed siebie i zobaczyłam stolik z przygotowaną kolacją. Ale to co zobaczyłam przed sobą odebrało mi głos..

Na lodowisku był ułożony napis z płatków czerwonych ja krew róż napis " Will you marry me ? ". Momentalnie w moich oczah pojawiły się łzy. Odwróciłam się za siebie poszukując Petera i zobaczyłam go w garniturze klęczącego przedemną. Kiedy on się przebrał ?

Na prawej dłoni wysuniętej w moją stronę trzymał niebieskie pudełeczko w kształcie serduszka. Otworzył je , a moim oczom ukazał się najpiękniejszy pierścionek zaręczynowy jaki kiedykolwiek widziałam.

Złoty pierścionek zdobił czerwony diament w kształcie serca ,a otoczoy był białymi perełkami. Był piękny!

- Stina, zostaniesz moją żoną ? - usłyszałam zdenerwowany głos Słoweńca i niepewność w jego oczach.

Uśmiechnęłam się i przytaknęłam głową. Otarłam szybko oczi wzięłam głęboki oddech.

- Tak Peter !- zgodziłam się,a on szybko wsunał mi piercionek na palec- Tak! Tak! Tak!

Szybko wstał i pocałował mnie namiętnie w usta. Poczułam jak jego ręce oplątują mój pas a po chwili znalazłam się już w powietrzu. Prevc chyba zapomniał, że ma łyżwy na stopach , bo oboje wywróciliśmy się i uderzylismy o lód. Przez moją twarzę przeszła fala bólu , gdy mój łokiec zderzył się z lodoowatą powierzchnią.

- Nic Ci nie jest ?!- Peter szybko pomógł mi wstać – Boli ?
- To nic takiego – odparłam hardo i poruszałam kilka razy ręką – Zaraz przestanie.
- Pokaż- polecił i podciągnął moją bluzkę do góry – Zaczerwienione.
- Mówiłam Ci, ze to nic takiego – usmiechnęłam się i wzruszyłam ramionami – Poboli i przestanie.
- Napewno ? - schylił się i złożył pocałunek w bolacym miejscu – Teraz lepiej ?
- Zdecydowanie.

Ostrożnie udaliśmy sie w stronę przepięknie zastawionego stołu na którym znajdowały się nasze ulubione potrawy. Zobaczyłam sampana różowe i białe wino.Lody! I to jeszcze miętowe. Tiramisu. Filety rybne w kształcie serduszek. Nikt nie wybrałby na kolację zaręczynową ryby, ale Peter dobrze wiedział, ze nie ma nic co kocham bardziej niż to co przygotował.

Małe, ale liczne gwiazdki zdobiły niebo. To najpiękniejszy i najlepszy wieczór w moim życiu.

***

Około 8 rano delikatnie zapukłam do drzwi Daniela. Nie otwierał. Powinnam wchodzić czy nie ? Wchodze.

- Daniel – zawołałm cicho, zeby go nie obudzić. Jakby coś to pukałam.

Cisza. W pokoju nie było nikogo To dziwne, bo drzwi były przeciez otwarte. Podeszłam do szafki nocnej w której Tande ukrył pamiętnik i szybko chowałam go pod bluzkę. Już miałąm wychodzić, ale zobaczyłam na stoliku obok telewizora Rafaello i naprawdę nie mogłam się powstrzymać. Obok słodkości stała lampka wina białego. Jeszcze sama dobrze nie wytzeźwiałam, ale zrobiłam łyk, potem kolejjny. A gdy już wypiłam do dna, użyłam otwartej butelki d zapełnienia lampki.

Przecież nie mam problemu z alkocholem. Piję, bo lubię. Ale dobra, wystarczy. Gdy trzymałam w ręce opakowanie ze słodkościami i zajadałam się nimi drzwi łazienki się otworzyły.

- Misiu, wziąść białe czy czerwone wino ?


Przedemną stała Isabelle owinięta hotelowym ręcznikiem. Zamarła, gdy mnie zobaczyła. Jej oczy nagle zrobiły się wielkie , a na policzki wstąpił rumieniec. Sama nie wiedziała jak się zachować.

- Co Ty tutaj robisz ? - zapytała mnie niepewnie, chociaż troche oskarżycielko.
- Ja.. - popatrzyłam na nią wkładając sobie do buzi kolejną kokosową kulkę.

Po chwili do pokoju wszedł Daniel opasany ręcznikiem. Dobrze, że miał na sobie ten ręcznik. Naprawdę.

On także znieruchomiał , gdy mnie zobaczył. Mierzył nas wzrokiem. Najpierw mnie, a potem Isabelle. Później podszedł do mnie i podał czarnowłosej butelkę upitego przezenie wina. Chwyciłam go za rękę i szybko wyprowadziłam na korytarz zamykając za sobą drzwi.

Podniosłam bluzkę do góry i wyjęłam pamiętnik. Pokazała go Norwegowi,a ten już kompletnie nie wiedzial o co chodzi.

- To pamiętnik Isabelle – wyjasniłam mu,a on przeraził się – Czy jest tutaj coś o czym powinnam wiedzieć ?
- Skąd mam wiedzieć ? - odpowiedział mi pytaiem na pytanie – Przecież go nie czytałem.
- Czy ona coś ukrywa? Czy powinieneś mi o czymś powiedzieć ?

Stał chwilę w milczeniu przyglądając mi się. No dalej Tande. Mów coś !

- Jeżeli chcesz coś wiedzieć o Isabelle i jaki ona ma związek z Peterem to powinnaś z nią o tym porozmawiac – skarcił mnie i popatrzył złowrogo – Nie czytaj tego pamiętnika. Nie bądź taką suką !

Po tych słowa wszedł do pokoju, nic mi nie wyjaśniając. A ja głupia łudziłam się , że coś z niego wyciagnę .
 

 
"Mówisz, ze kochasz deszcz, a rozkładasz parasolkę , gdy zaczyna padać.
Mówisz, ze kochasz słońce, a chowasz się w cieniu, gdy zaczyna świecić.
Mówisz, ze kochasz wiatr, a zamykasz okno, gdy zaczyna wiać.
Właśnie dlatego boję się, kiedy mówisz, że mnie kochasz "
~William Shakespeare



Po zawodach Peter zapomniał o mnie i poszedł odrazu się przebrać. Nawet nie udzielał wywiadów, ani nie rozdawał autografów. Stanął tylko do jednego wspólnego zdjęcia na podium i tyle go widziałam. Nie był zadowolony z siebie. Cała ta sytuacja z Isabelle go rozproszyła i dlatego zepsuł jeden skok. Naszczęście jest tak doświadczonym i utalentowanym skoczkiem, że drugi skok zapewnił mu w ostateczności drugie miejsce. Drugie miejsce..
Pamiętam jak kiedyś zapytałąm go dlaczego tak nienawidzi być drugi. Wydawało mi się,że on to by chciał tylko wygrywać i nic oprócz wygranej go nie zadowoli.

- Nie lubię byc drugi – naburmoszył sie i popatrzył gdzieś daleko przed siebie.
- Ale dlaczego ? - dopytywałam, gdyż chciałm się tego dowiedziec za wszelką cenę.
- Jestem najstarszy z rodzeństwa, co też oznacza, że jako pierwszy wszystko robiłem – tłumaczył cierpliwie z uśmiechem na ustach, wspominając dawne lata – Jako pierwszy poszedłem do szkoły, jako pierwszy się usamodzielniłem i jako pierwszy zacząłem skakać. Pamiętam, że zawsze we wszystkim chciałem być najlepszy.
- Nawet jako dziecko ?
- Wtedy szczególnie – na jego ustach pojawił się taki szcery uśmiech, że nawet ja zaczęłąm się śmiać – Wiesz jak to jest jak się jest dzieckiem.Jak grasz w grę to chcesz ją wygrać, a jak jesteś drugi to Cię to już nie cieszy. I właśnie z najmłodszych lat mi to zostało.
- Więc dlatego nie cieszysz się z drugisz miejsc – dodałam zadowolona z siebie niczym Sherlock Holmes.
- A Ty z czego byś się bardziej cieszyła ? Z dostania kostki czy całej czekolady ?
- No oczywiście , że kostkę – odpowiedziałam pewnie nie przestając się śmiac – Sam rozumiesz na diecie jesteś.
- Dobra, dobra. Mówisz, ze jesteś niby na diecie,a zjadłabyś całą sama. Za bardzo lubisz słodycze – szturchnął mnie, po czym mnie przytulił.


Szukałam go prawie wszędzie, ale nigdzie nie mogłam go znaleźć. Po półgodzinnych poszukiwaniach odpuściłam sobie rozmowę z nim i poszłąm posłuchać opowiadać o ślubie Marry.
Dziewczyny siedziały w naszej ulubionej restauracji obok skoczni i przyglądały się skoczkom mijającym je z uśmiechem na twarzy. Niektórzy im nawet machali, a one promieniały z radości. Obie są takie szczęśliwe. Cieszy mnie. Dzięki ich dobremu nastrojowi, ja również jestem wesoła.

- A my z Kennethem jesteśmy już oficjalnie parą ! - piszała z radości Megan po czym poprawiła swoje blond włosy, upięte dzisiaj w koka.- Właśnie w Sylwestrową noc zapytał czy chcę być jego dziewczyna. Trochę się stresował, widziałam to w jego oczach..
- Bał się, że mu odmówisz – wtrąciłam i dosiadłam się do stolika, a chwilę później przyszedł do nas kelner- Poproszę kawę po irlandzku i szarlotke z lodami waniliowymi.
- A czemu miałaby mu odmówić ? Teraz to nawet Marry była zdziwiona i patrzyła na mnie wielkimi oczami- Przecież widzisz jak się kochają. Tak samo jak ja i Michi.
- I ja z Peterem – uśmiechnęłam się i podziękowałam kelerowi za przyniesione zamówienie.
- No nie powiedziałabym – Megan spuściła wzrok i nie chciała na mnie spojrzeć . O co jej chodziło ?
- Co masz na myśli ? Wyjaśnij mi, bo nie wiem o co Ci chodzi.
- Stina proszę Cię – Marry chwyciła mnie za rękę i popatrzyła głęboko w oczy. Czarnowłosa miała na tyle odwagi, zeby wyjaśnić mi o co im chodzi – Nie udawaj, że tego nie widzisz.
- Ale czego ?
- Przecież Prevc Cię olewa - tłumaczyła mi spokojnie, a w jej głosie mogłąm wyczytac współczucie – Odkąd pojawiła się tu Isabelle Ty jesteś niewidzialna. Biegasz za nim, chcesz z nim porozmawiać, a jego obchodzi tylko ona. Proszę Cię, nie mów mi, że Ty tego nie widzisz.

Zapadłą cisza. Teraz obie patrzyły na mnie wyczekująco. Miały mnie za idiotkę. Za naiwną laskę, uganiającą się za hłopakiem, który ma ją gdzieś. Ale tak nie było. Prawda była inna. Na mojej minie pojawiło się zmieszanie, co moja przyjaciółka skomentowała westchnieniem. Poprawiając swoje okulary , powolnymi ruchami dobrze wyeksponowała swój pierścionek zaręczynowy. Był naprawdę śliczny. Srebrny pierścionek z niebieskim,a raczej błękitnym jak niebo diamentem w środku. Dość pokaźnych rozmiarów diament był otoczony mniejszymi przezroczystymi diamencikami. Naprawdę robił wrażenie.

- Nie jestem mu obojętna – odparłam pewna siebie, chociaż brzmiałam jakbym go broniła przed ich oskarżeniami- My.. przespaliśmy się.

Obie nie mogły w to uwierzyć. Czy to naprawdę było takie dziwne ?
Megan zmierzyła mnie wzrokiem , a Marry otworzyła usta , jednak nic nie powiedziała.

- Jeśli masz coś do powiedzenia to powiedz – poprosiłam ją – Marry powiedz co o tym myślisz. A Ty Megan ?
- Ja... - kuzynka patrzyła na mnie jeszcze oszołomiona , jednak po chwili an jej twarzy pojawił się uśmiech. Dodała mi trochę otuchy – Cieszę się, że jesteś szczęśliwa.
- Szczęśliwa ? - dziewczyna w okularach będąca moją przyjaciółką prychnęła – Nie chcę nic mówić, ale..
- Zawsze musisz miec jakies ale ? - Megan stanęła w mojej obronie. Rodzina.. - Ona jest poprostu szczęśliwa z Peterem i bardzo dobrze.

Marry wstałą z miejsca i ubrała swój płaszcz. Chyba poczuła się urażona słowami Megan, ale ta powiedziałą jej tylko prawdę. Wzięła do ręki swoją czarną skórzaną torebkę i upiła oststni łyk herbaty.

- Dobra. Bądź szczęśliwa- popatrzyła na mnie piorunująco – Ale żebyś potem nie płakała z jego powodu.. Żeby potem nie było. Ostrzegałam Cię..
- Przed czym ? Przed miłością ? - nadal drążyłąm temat, gdyż nie wiedziałam co takiego jest złego w mojej miłości do Prevca.
- A jeśli okaże sie, ze chciał się tylko z Tobą przespać ? Nie widzisz jak on się teraz zachowuje ? Na Twoim miejscu bym tak wnioskowała..
- Nie jesteś na moim miejscu i ngdy byś nie mogła być – syknęłam prosto w jej twarz. Poczułam uścisk w gardle , a łzy napłynęły mi do oczu – Ciebie Peter nigy by nie pokochał.
- Okej – posłała mi gniewne spojrzenie – Jak zrozumiesz swoje zachowanie to przyjdź mnie przeprosić.

Po tych słowach wyszła z restauracji, prawie trzaskając drzwiami. Razem z Megan obserwowałyśmy zamykające się za nią drzwi. Popatrzyłam na kuzynkę, a ta dostrzegła łzy w moich oczach. Przytuliła mnie do siebie i uśmiechnęła się.

- Ej! Nie przejmuj się nią – mówiła spokojnie , popijając kawę, ale nie spuszczając ze mnie wzroku- Ty i Peter.. Wasza miłosć jest inna. Ja to rozumiem i w pełni Cię wspieram.
- Dziekuję Ci Megan.

To się nazywa przyjaciółka , a nie o co przed chwilą odstawiła Marry. Zeby nie było ostrzegałam Cię. No super.. A potem co by mi powiedziałą ? Żebym radziła sobie sama ? Dobrze, ze mogę na niej polegać..

Mim wszystko przez jej zachowanie nabrałam podejrzeń.Ona coś ukrywa.. Musze się dowiedzieć co. Nie moge zwątpić w miłość Petera do mnie. Nie zrobię tego. Ufam mu.

**

Nadszedł 3 stycznia. Z samego rana pojechałam do szpitala z któego Peter prawie wogóle nie wychodził. Szłam powoli długim białym korytarzem szukając pokoju z 21 a . Wiedziałam w której sali leży Isabelle,ponieważ Prevc zdążył mi tyle wspomnieć w smsach , któe ostatnio były jedynym źródłem kontaktu między nami. Dziewczyna już zdążyła zostać przewieziona do szpitala w Austrii położonego blisko skoczni i naszego hotelu, aby Peter mógł ją często odwiedzać. A raczej przesiadywać cały czas u niej..

- Zostały jeszcze ostatnie dwa konkursy z cyklu TCS – zmartwił się Stefan , podążający obok mnie szpitalnym korytarzem – Przynajmniej teraz będziemy skakać u siebie.
- Gdybym Prevc nie byłby w tak dobrej formie powiedziałabym, że to wygrasz jak rok temu – uśmiechnęłam się podeszłąm w stronę windy – Jednak ona lezy piętro wyżej. Pomyliłam się.
- Ty i ta Twoja orientacja – Kraft przewróćił oczami, ale potulnie poszedł za mną – A co do Petera..
- Tak ? - uniosłam do góry jedną brew i z niecierpliwością wyczekiwałam tego co powie Austriak.
- Wiem , to nie moja sprawa. Ale nie podoba mi się, że on Cię tak ignoruje.

I kolejna osoba o tym samym... Przedtem Marry ,a teraz Stefan. Od czasu tej naszej kłótni ( czyli dwa dni temu) trochę się między nami pozmieniało. Owszem, nadal pracujemy ze sobą i rozmawiamy, ale już nie jest to taka przyjacielska rozmowa, ale bardziej pracownicza. Ja nie ufam jej, a ona mi. Za to zauważyłam , że Marry ostatnio duzo czasu spędza z Megan. No bardzo to ciekawe wszystko..

- Co wy wszyscy macie z tym Prevcem ?! - wybuchnęłam i wykrzyczałam swoją frustrację chłopakowi prosto w twarz – Dajcież już spokój!
- Co Cię tak uraziło ?
- Wszyscy ostatnio mówią, że Peter mnie olewa i ciągle tylko o Isabelle dba – żaliłam mu się, nie spuszczając ostrego tonu- Ona jest poprostu chora, a on dba o nią. Każdy przyjaciel zachowałby się dokłądnie w ten sam sposób!
- Ale.. - zaczął niepewnie, ale nie dokończył, ponieważ szybko wyszłam z windy- To może ja tutaj poczekam.
- Okej – uśmiechnęłąm się do niego, ponieważ Stefan niczym sobie nie zasłużył na takie traktowanie . Dodałam jeszcze delikatnie -Przepraszam. Poniosło mnie. To przez te ostatnie dni. Tyle mam na głowie.
- Rozumiem – przytaknął głową , a jego kąciki ust nieznacznie uniosły się do góry – Idź już , bo ile on tam będzie na Ciebie czekał.


Stojąc przed pokojem , zastanawiałam się czy powinnam tam wchodzić. Jest dopiero 8 rano. A jeśli ona śpi ? Albo pielęgniarka zmienia jej teraz kroplówkę? Albo jest wykonywana jakaś inna czynność , która mogłaby ją zawstydzić. Chwyciłam klamkę i wtedy drzwi otworzył ktoś od wewnętrznej strony.
Przedemną stanęła niska blondynka, która byłą pielęgniarką. Kobieta uśmiechnęła się do mnie , nie przestajac uzupełniać karty medycznej.

- Czy mogę wejśc ? - zapytałam cicho, a kobieta przez chwile zdawała się nie słyszeć mojego pytania. Zastanawiałam się czy mam je powtórzyć, ale widziałam jak kiwa do mnie głową i uchyla drzwi szpitalnej sali.
- Tak, proszę wejść – powiedziała pogodnie – Tylko niech Pani nie siedzi u niej zbyt długo. Musi duzo odpoczywać.

Gdy weszłam do pokoju pomalowanego na niebiesko, pierwsze co mi się rzuciło w oczy było pojedyncze łóżko. Isabelle była sama w sali ?

- Pewnie musi Ci się strasznie tutaj samej nudzić – zaczęłam rozmowe i podeszłam bliżej do łóżka na którym leżałam. Przysunęłam krzesło bliżej niej i usiadłam na nim – Podobno czujesz się już lepiej.
- Powoli dochodzę do siebie – odpowiedziała słabo i powoli podniosła się do pozycji siedzącej .
- Przepraszam, że zapytam, ale boli Cię coś jeszcze ?

Dziewczyna uniosła bluzkę do góry i pokazała mi potłuczone żebra, które były bardzo posiniaczone. Wzdrygnęłam się na sam widok. Czarnowłosa uśmiechnęła się i popatrzyła na mnie.

Wiedziałam, że tak zareagujesz – stwierdziła pogodnie i pomacała ręką opatrunek na głowie – Najbardziej boli mnie ta rana.
- A ręka ? - zapytałam i popatrzyłam na zagipsowaną prawą rękę od nadgarstka az po łokieć .
- Nie – pokręciła głową , a ciemne kosmyki latały wokół jej twarzy- Tylko swędzi, dlatego Peter przyniósł mi linijkę , żebym mogła się drapać.

Przyglądałam się jej uważnie. Włosy miała ładnie splecione w warkocza. Mimo, że miała prawą rękę w gipsie była pomalowana ! Jak ona to zrobiła ? Co prawda tylko oczy, a na ustach miała błyszczyk. Widziałam, że na twarzy na kilka zadrapań i jeden mały plaster na policzku. Jej oczy były podkrążone. Pewnie nie spałą za dobrze.

- Przyszłaś tutaj do Niego, prawda ? - przeszyła mnie wzrokiem i przez chwilę wydawało mi się, że posmutniała.
- Nie ukrywam, że szukam go , ponieważ nie rozmawiałam z nim już parę dni – wytłumaczyłam i niepewnie się usmiechnęłam – Ale z chęcią dotrzymam Ci towarzystwa.
- Zostaniesz ? - w jej głosie usłyszałąm naiwność dziecka – Byłabym Ci bardzo wdzięzna. Fajnie wreszcie bedzie porozmawiać z jakąś dziewczyną. Nikt tu mnie nie odwiedza, oprócz petera, Cene i Jurija.
- Słyszałam, że masz w Austrii ciotkę – zmarszczyłam brwi i wyjęłam paczkę owsianych ciastek – Chcesz ?

Nie jestem pewna czy mogę dać jej coś słodkiego, ale skoro wzięła już ciasto do ręki to nie będę jej go wyrywać. Mam nadzieję, ze nic jej się nie stanie po jednym ciasteczku.

- Owszem – teraz napewno posmutniała i wbiła wzrok w paznokcie pomalowane na czerwone. - Ale moja ciotka chyba mnie nie lubi.
- Wydaje ci się- chciałam ją jakoś pocieszyć, ale prawdę mówiąc, marna ze mnie pocieszycielka.
- Mówię serio Stina – przyłożyła rękę do serca i popatrzyła na mnie poważnie – Ona jest siostrą mojego taty, który umarł jak byłam jeszcze mała i przez kilkanaście lat nie miałam z nią kontaktu. Nawet nie pamiętam jak ona wygląda.
- Przecież jesteście rodziną. Powinnaś jej powiedzieć , że jesteś tu w szpitalu. Może przyjedzie i się Tobą zaopiekuje.
- Tak, myślisz? - zapytała niepewnie z grymasem na twarzy.
- Zawsze można spróbować.

Siedziałam z nią przez kilka godzin. Potem przyszedł obchód lekarzy, więc wolałam nie przeszkadzać, dlatego poszłam do automatu z kawą. Jak dowiedziałam się od pielęgniarki z Isabelle było coraz lepiej i prawdopodobnie już za tydzień zostanie wypisana ze szpitala. Lekarze sami byli zdziwieni, że tak szybko doszła do siebie. Jej stan zdrowia naprawdę szybko sie poprawia. Niektórzy twierdzą, ze to dzięki temu skoczkowi, który ją odwiedza- mojemu Peterowi. Może i taka jest prawda, ale damskie towarzystwo jej napewno pomoże.

- Isabelle ja się już będę zbierała – weszłam do sali , gdy pielęgniarka zmianiała jej kroplówkę – Kupić Ci coś na mieście ?
- Nie, niczego nie potrzebuję, ale mam do Ciebię prośbę – popatrzyła na mnie niepewnie, jakby nie wiedziała, czy może mnie o cokolwiek poprosić.
- Mów, jeśli czegoś potrzebujesz – ubrałam płaszcz i owinęłam się szalem.
- Tu jest klucz do mojego pokoju hotelowego – podała mi srebrny klucz z plakietką " 71" – Peter mi mówił, że jak mnie pakowali to wrzucili wszystko do walizki. Więc jakbyś mogła wygrzebać z niej jakieś ubrania, książki i najpotrzebniejsze rzeczy. Byłabym wdzięczna.
- Dobra – zgodziłam się – Po południu Ci je tutaj przywiozę.

***

Weszłam do windy i pojechałąm do pokoju hotelowego Isabelle. Na korytarzu spotkałam Daniela. W suemie to miałąm nadzieję, ze spotkam któegoś ze swoich przyjaciół, bo Kraft już dawno zostawił mnie samą iposzedł z Michaelem chyba na trening.

- O daniel dobrze , że Cię widzę – obdarzyłam go promiennym uśmiechem i pociągnęłam za sobą za rękę – Chodź ze mną. Musisz mi w czym pomóc.
- W czym ? - zapytał zdziwiony z bardzo zszokowaną miną.
- Włamiemy się do pokoju Isabelle – wyjaśniłam i stanęłam po jej drzwiami otwierając je kluczem .
- Ale po co ? Chcesz coś o niej wiedzieć ? To ja Ci mogę wszystko opowiedzieć. Dużo z nią rozmawiałem.

To Tande się z nią przyjaźni ? Naprawdę ? Tutaj to każdy z każdym ma jakieś bliższe relacje, co mnie już po tak długim czasie spędzonym mw towarzystwie skoczków nie powinno dziwić.

- Żartuję – szturchnęłam go i weszłam do dobrze oświetlonego pomieszczenia – Przyjechałam po jej rzeczy.
- Po co ? - Norweg zadawał pytania, jakby nic już naprawdę nie rozumiał.
- Daniel – potrząsnęłam nim i popatrzyłam mu głęboko w oczy – Ogarnij się ! Isabelle poprosiła mnie, żebym przywiozła jej jakieś ubrania i najpotrzebniejsze rzeczy, dlatego tutaj jesteśmy.
- To wy się lubicie ? - zmierzył mnie wzrokiem i położył na łóżku walizkę dziewczyny – Przeważnie dziewczyny tutaj za nią nie przepadają.
- Może i nie jesteśmy psiapsiółami, ale ja do niej nic nie mam – odpięłam walizkę i wysypałam wszystko z niej – Jest całkiem sympatyczna.
- Ja tam ją lubię – uśmiechnął sie i pomógł mi pakować rzeczy znajomej Petera – Dobra to co bierzemy ?


Usiadlam na skraju łłożka i zaczęłąm przeglądac ubrania jakie posiadałą czarnowłosa. Wszystkie były firmowe i to najlepszych światowych marek. W naprawdę wyszukanym stylu. Daniel stał obok walizki i pakował do niej ubrania, które mu rzuciłam. Gdy chwyciłam do ręki niebieską koronkową sukienkę , coś z niej wypadło.

Schyliłam się, żeby podnieść przedmiot, który był tak dobrze schowany w walizce ,a teraz leżał na podłodze. Ku mojemu zdziwieniu był to pokaźnej grubości zeszyt oprawiony czerwoną oprawką i przewiązany czarną wstążką. Nie ukrywam, że byłam nim zainteresowana. Ostrożnie odwróciłam głowę w stronę mojego przyjaciela , który był byt zajęty pakowaniem rzeczy Isabelle, dlatego nawet nie zauważył co trzymam w ręku.

Otworzyć , czy nie ? Chyba nie powinnam.. A co jeśli jest to pamiętnik? Otworzę. Jestem zbyt ciekawa zawartości tego notesu.

- Spakuj wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy, a ja idę do toalety – poinformowałam Norwega i weszłam do łazienki, którą zamknęłam na klucz.

Nie wiem jakby Daniel zareagował, gdyby okazało się, ze jest to pamiętnik dziewczyny, który w dodatku mam zamiar przeczytać. Usiadłam na krawędzi wanny i szybko rozwiązałam wstążkę. Drżącymi rękoma otworzyłam notes i zobaczyłam zapisane kartki.

Pamiętnik. A jednak... Dobra , czytam. Otworzyłam na przypadkowym wpisie i zaczełam czytac.




*23 sierpień 2014 r. *

Jak to możliwe, ze mógł mnie tak potraktować ? Czy on nigdy mnie nie kochał ? Nigdy nic dla Niego nic nie znaczyłam ? To po co zgodził się na ślub..
Siedzę sama nad rzeką, jest już około północy. Patrzę w gwiazdy i ocieram łzy. Teraz powinnam być tam , na przyjęciu weselnym, które aktualnie trwa. Ale niestety los miał dla mnie inne plany.

- Isbelle , pospiesz się ! Wszyscy już czekają w kościele – ponaglała mnie matka , gdy późnym popołudniem, około 15 minut przed weselem , siedziałąm w domu przed lustrem i poprawiałam welon – Dziecko, pomóc Ci w czymś ?
- Nie, już wychodzę mamo – ostatnie spojrzenie i opuściłam swój pokój w domu rodzinnym, który już od dnia dzisiejszego nie miał być moim domem. Już dziś będę mężatką i będę miała nowy dom, a co najważniejsze kochającego męża.

Ostatni oddech.
Otwierają się drzwi kościele, a przedemną idą małe dziewczynki wystrojone w różowe sukienki, które sypią kwiaty. Lato. Ach, cóż za piekny dzień. Pogoda dopisuje. Idealny dzień na ślub.

- Wstań ! - syknęła moja ciotka do swojego syna i pociągnęła go za rękę do góry – Panna młoda wchodzi.

Odpowiedziałam jej uśmiechem i i podniosłam głowę do góry, aby delektować się każdą chwilą. Weselną suknię mam prosto z Włoch, wykonaną na zamówienie. Tiulowana, śnieżno biała suknia ślubna, udekorowana diamentami i perłami.

~Isabelle ma styl , pomyślałam i uśmiechnęłam się sama do siebie, bo przecież sama bym wybrała taką samą suknię. Przymknęłam oczy i wyobraziłam sobie czarnowłosą Isabelle, delikatnej karnacji w tak śnieżno białej sukni. Musiała wyglądać jak Królewna Śnieżka. Ciekawe jak zareagował pan młody ? Zapewne szczęka opadła mu z wrażenia.

Patrzyłam w stronę ołtarza, ale każdy kolejny krok był coraz bardziej niepewny. Jestem pewna, że gdyby wtedy nie grały organy byłoby słychać bicie mojego serca. Jest ksiądz, druhny, świadkowie, moja mam też. Ale brakuje najważniejszej osoby.. Gdzie jest pan młody ?

Doszłam do ołtarza i patrzyłam prosto w oczy Jurija. Pokiwał mi przecząco głową. Niktu tutaj do jasnej cholery nie wie, gdzie jest mój przyszły mąż ?!
Zaczęłąm się denerwować. Obracałam pierścionek zaręczynowy na palcu , przestępują z nogi na nogę . Przyjdź ukochany, przyjdź za chwilę.

Ale nie wchodził. Czekaliśmy i czekaliśmy. Ksiądz się denerwował, a moje druhny patrzyły an mnie z politowaniem. Nerwową atmosferę przerwały otwierające się drzwi.

Szybko odwróciłam się do tyłu i zobaczyłam stojącego w nich mojego wybranka. Miał zmieszane spojrzenie. Był trochę zdyszany. Czyżby biegł ? Zaspał na nasz ślub ? Uśmiechnęłam się na jego widok, a on zrobił tylko nie wielki krok w przód.

- Nie mogę Isabelle – powiedział zdenerwowany i odetchnął z ulgą , a ech w kościele niosło jego słowa – Nie mogę się z Tobą ożenić.
- Jak to.. ? Dlaczego ? - łzy spływały mi po policzkach, czego nioe było widać dzięki weleonowi – Pe..
- Ja Cie nie kocham ! Przepraszam – ponownie otworzył drzwi i poraz ostatni spojrzał na mnie – Mam nadzieję, że kiedyś mi wybaczysz.

I zostałam sama stojąca przy ołtarzu. Wszystkie spojrzenia zostały skierowane na mnie. Słyszałam szepty które po kilku sekundach przerodziły się w ożywioną krytykę mojego eks narzeczonego.

Nie czekając aż ktoś do mnie podejdzie, żeby mnie pocieszać, szybko wybiegłam z kościoła. Nie liczyłam, ze go spotkam, ponieważ widziałam jak szybko wsiada do samochodu i odjeżdża. Pojechał sobie.. Rzuciłam na ziemię piękny bukiet z kremowych róż i biegłam przed siebie wzdłuż ulicą.

- Isabelle! - moja mama mnie dogoniła i siłą wciągła do samochodu – Chodź tutaj, kochanie..
- Zostaw mnie mamo ! - krzyczałam i próbowałam się jej wyszarpnąć i wtedy oto usłyszałm prucie się mojej cudownej sukni – Nie chcę jechać do domu ! Nie chcę !~
- Uspokój się..


Gdy przyjechaliśmy do domu , szybko przebrałam się w czarną koronkową sukienkę i pobiegłam do lasu. Moja rodzina i wszyscy goście zasiedli do stołów i próbowali się bawić, bo szkoda, zeby jedzenie i alkochol się zmarnowały. A ja do późnego wieczora siedziałam w lesie i płakałam, a potem udałam się nad rzekę i tak się teraz użalam nad swoim losem.

Mężczyzna z którym byłam ponad rok i którego pokochałam całym sercem nie kochał mnie.. Mam nadzieję, ze kiedyś los się na nim zemsci. Karma wraca do każdego..


~Jak można być tak perfidną osobą, żeby zostawić pannę młodą przed ołtarzem ? O kogo jej chodziło ? Dobrze przeczytałam ? Wspominała coś o Juriju. Ale czy chodziło o tego Jurija ? Jurija Tepesa ?

Szybko zamnkęłam pamietnik i poprawiłąm makijaż w lustrze. Teraz zobaczyłam, ze historia Isabelle mnie poruszyła. Poczułam to co ona. Nawet łzy płynęły mi po policzkach. Biedna.. Ktoś ją tak bardzo zranił, a ona go nadal kocha. Musiała bardzo go pokochać.
 

 
Dedykowany Ewie i Małgosi.



Rozdział 9

Było już dobrze po północy , gdy zobaczyłam Petera wreszcie samego. Stał w ogrodzie zimowym i patrzył w niebo pijąc szmapana. Wyglądał na zamyślonego, a na jego twarzy malował się pewnego rodzaju niepokój, wachanie. Pierwszy raz tego wieczoru zobaczyłam go samego. Ciągle ktoś z nim był. Na początku Daniel próbował się z nim pogodzic, co jednak mu się nie udało. Peter nie chciał wogóle z nim rozmawiać. Prawdę mówiąc nie dziwię mu się, ponieważ całował się z jego dziewczyną , ale z drugiej strony trochę było mi żal Norwega. W Prevcem byli jak bracia. A gdy do ich trójki dołączył Kenneth byli niczym 3 muszkieterowie. Mam nadzieję, że jakoś uda się udobruchać Słoweńca, bo na mnie też jest zły.

Najbardziej zdziwiło mnie zachowanie nowej znajomej Petera. Isabelle nie odstępowała go tego wieczoru , chyba , ze ktoś ją poprosił do tańca albo szła do toalety. Zadziwiające ale i niepokojące. Wyglądało to tak jakby byli parą. Ale nawet pary nie przesiadują całej imprezy razem, ponieważ każdy bawi się z kim chce. Jednak nie ona. Widzizłam z jaką niechęcią zgodziła się zatańczyć z Cene.

Szłam powolutku w stronę Petera , kłądąc delikatne i ciche kroki, aby Prevc mnie nie zauważył. Stanęłam obok niego i również zaczęłam wpatrywać się w niebo. Przymknęłam oczy i poczułam zapach jego mocnych perfum. Perfum, które sama dla niego wybrałam. Bardzo dobrze ja znałam i bardzo je lubiałam. Słoeniec również. Widzizłam jak kątem oka zerka na mnie , jednak ja na niego nie popatrzyłam ani raz.

- Zdecydowałam się – zaczęłam stanowczo , jadnak trochę cicho. Popatrzyłam na jego twarz jednak nie zauważyłam żadnej zmiany. Żadnych emocji. Zbiło mnie to trochę z tropu i straciłam swoją pewność siebie, jednak już nie mogłam dłużej okłąmywać samej siebie. Nie potrafię bez niego żyć. Dobrze o tym wiem. On również- Chcę być z Tobą, tylko z Tobą. Mogę również do Ciebie przeprowdzić, byle Cię nie stracić.

Popatrzyłam w jego głębokie zielone oczy, w których zobaczyłam ulgę. On się cieszył, czekał aż to powiem. Widziałam jak otwiera i zamyka usta. Wachał się. Chciał coś powiedzieć , jednak nie umiał tego obrać w słowa. Nie zamierzam mu przeszkadzać. Poczekam.

Staliśmy tak przez dłuższą chwilę bez słowa ptrząc na siebie . Słychac było tylko głosy i muzykę. Jednak dla nas zapadła cisza. To mnie zmartwiło..

- Peter- podeszłam do niego bliżej i chwyciłam go za rękę – Powiedz coś, proszę.

Nadal cisza. Żadnej reakcji.

- Jesteś zły za to, że Daniel mnie pocałował ? -pisnęłam i zrobiłam smutną minę. Może wreszcie coś na niego podziała. - Przysięgam Ci, że ja nic do niego nie czuję. Naprawdę.. Nie dałam mu żadnego powodu, zeby myślał, że kiedykolwiek możemy być razem.

Przechylił głowę w bok i podniósł jedną brew do góry. Czyżby mi nie wierzył? Widzizłam jak uśmiech pojawia się na jego twarzy. Był zadowolony, chociaż się nie odzywał.

Wzięłam jego dłoń i przyłozyłam sobie do pieri. Poczułam ciepło jego dłoni, co wywołało uśmiech na mojej twarzy. Słoweniec bez słowa obserwował moje zachowanie. On się ze mną droczy !

- Czujesz ? - spytałam z naiwnością małej dziewczynki- Moje serce bije szybciej , gdy jesteś przy mnie.

Nadal nic. To już zaczyna mnie męczyć. Czemu oboje musimy być tacy uparci? Czy on czeka na to, aż sobie wreszcie pójdę ? Niech się odezwie.

- Słodka jesteś , wiesz ? - odezwał się ! No nareszcie. Podszedł do mnie bliżej i pocałował mnie w czoło. Ale chwila.. Czemu traktuje mnie .. tak ? - Dlatego Cię kocham. Ale czasem myślisz tylko o sobie. I właśnie za to Cię nienawidzę .

Po pocałunku, którym obdarzył moje czoło, a nie usta jak się spodziewałam , szybko się odwrócił i zaczął odchodzić. Zostawił mnie samą. Widziałam jak znika za drzewami. Chwila.. Co on w ogóle do mnie powiedział ? Że jednocześnie mnie kocha i nienawidzi ? A tak w ogóle się da ? To dlatego się wacha.

Spuściłam głowę w dół , a łzy zaczęły mi napływać do oczu. Tak ładnie dziś wyglądam. Specjalnie dla niego się tak wystroiłam. A on co ? Nadal jest obrażony. Wzruszyłam ramionami i zaczęłam iśc w stronę budynku, w któym wszyscy świetnie się bawili. Podniosłam głowę do góry i zobaczyłam Isabelle stojącą w oknie z Jurijem. Obserwowali całą sytuację. Na Słoweńca twarzy malowało się zadowolenie, jednak po jej miie nie wiedziałam czego się spodziewać. Chciałam zapaść się pod ziemię. Wyglądało to jakbym odtarszyła od siebie Petera na dobre.

- Dobra, jednak nie dam rady – poczułam szarpnięcie do tyłu za rękę i już po chwili znalazłam sie w objęciach Prevca , który szybo zaczął obdarzać mnie namiętnymi pocałunkami. Odepchnęłam go od siebie, ponieważ już nie z tego nie rozumiałam – Przepraszam Cię, Stina.
- Za co ?
- Nie wiem co ja sobie myślałem – przygryzł warge i spuścił wzrok – Traktowałem Cię w ten sposób, bo byłęm zły za to wszystko co się stało w samolocie , ale jak zobaczyłem jak Cię zraniłem..
- Przestań gadać- przyłożyłam mu palec do ust. Już i tak uslyszałam to co chciałam, a widziałam , że z każdym słowem plątał się coraz bardziej i był zakłopotany – Poprostu mnie pocałuj.

Przymknęłam oczy i dałam się mu całować. Jego usta były lekko chłodne, ale szybko się rozgrzaly. Objęłam go mocno w pasie i poczułam jak Prevc wsuwa mi rękę pod sukienkę. Tak, tak.. Tak, bardzo tego chciałam, jednak nie moglam zapominać gdzie jesteśmy.

- Nie tutaj – szepnęłam mu do ucha i wybuchnęłam śmiechem, gdy zaczął całować moja szyję.
- Chodźmy do mojego pokoju – zaproponował bez chwili namysłu i pociągnął mnie za sobą- Chyba, ze nie chcesz?
- Weź się nie wygłupiaj – udałam, ze go skarciłam i popchnęłam go zachęcająco do przodu.



Pokój hotelowy Prevca był naprawdę śliczny. Jak to Słoweniec miał w zwyczaju , nie dzielił go z nikim innym oprócz mnie. Peter poszedł lodówki i wyjął z niej szampana oraz dwa kieliszki, a ja nie czekając dłużej rzuciłam się na ogromne łóżko. Pościel była taka miękka, a poduszki tkie wygodne. Od niechcenia rzuciłam szpliki i położyłam się wygodnie. Gdy otworzyłam oczu zobaczyłam Petera patrzącego na mnie. Leżałam na łóżku i wygłupiałam się , tażając się w pościeli i tuląc do niej. Jakże zabawne to musiało wyglądać z jego perspektywy.

- Nie zamierzasz do mnie dołączyć ? - spytałam z udawanym smukiem i słodką miną szczeniaczka.
- Przesuń się- popchnął mnie lekko i szybko skoczył na łóżko- Parz ile ta masz miejsca.
- Sukienka mi się pomnie – odpowiedziałam, z udawaną powagą, chociaż nie mogłam powstrzymać smiechu .
- To ją ściągnij – zaproponował mi i posłał znaczące spojrzenie.
- A moze sam to zrobisz?

Nie musiałam długo czekać na reakcję. Słoweniec szybko rozpiął moją tiulową sukienkę i rzucił ją na krzesło. Zostałąmw samej bieliźnie. Akurat dobrze ją dziś dobrałam do sytuacji. Widziałam jak Prevc wpatrywał się w czerwony koronkory biustonosz bez ramiaczek. Pewnie już by chciał mi go zdjąć. Nie pozostając mu dłużna, zaczęłam dobierać się do jego kuszuli , odpinając guzik po guziku.
Chwilę później ukazała mi się lekko opalona klata Prevca, którą już widziałam kilka razy. Później ściągnęłam mu pasek od spodni, a następnie spodnie. W tym czasie Peter całował mnie namiętnie, na poczatku delikatnie, a później coraz bardziej gwałtowniej, jakby bał się, że ktos mu mnie weźmie. Wstałam po szampana, a on patrzył na mnie z iskierkami w oczach.

- Szczęśliwego Nowego 2016 roku – podałam mu kieliszek z musującym szampanem , a po chwili wznieśliśmy toast. Mimo, że było już dawno po północy i juz mieliśmy ze 3 godziny Nowy Rok, teraz dopiero go świętowałam, w sposób w jaki chciałam.
- Jesteś moim marzeniem kochanie – szepnął mi do ucha .

Odłożyłam kieliszki na stół, a Peter posadził mnie sobie na biodrach. Zarzuciłam mu ręce na szyję i przyssałam się do jego ust. Poczułam jak Peter rzuca mnie na łóżko a po chwili ściąga delikatnie moje majtki. Uśmiechnęłam się na myśl co zaraz nastąpi. Zaczęłam się zastanawiać jaki on jest w łóżku. Delikatny czy brutalny. Lubi to rokić szybko czy powoli.

Przeszedł mnie przyjemny dreszcz czy jego członek delikatnie dotknął mojej nogi. Otworzyłam oczy i zobaczyłam jak bardzo skupia swe spojrzenie na moich oczach. Widziałam jaki był szczęśliwy. Wsunęłam szybko język do jego ust i przesunęłam nim po zębach, a następnie po wardze. Gdy on wsunął język do moich ust, lekko go przygryzłam. W tej chwili Prevc wszedł we mnie lekko i ostrożnie. Był taki czuły, i zaczął powoli,ale po chwili juz zaczął przyspieszać. Czułam tą rozsadzającą mnie przyjemność, co Słoweniec odczuł a swoich plecach, bo zupełnie nieświadomie go podrapałam. Chciałam mu ułatwić zadanie i zaczęłam delikatnie i powoli poruszać biodrami do przodu i do tyłu.

Jakie to przyjemne.. Nie robiłam tego pierwszy raz, ale nigdy tak. Peter jest tak dobry w tym.. Sprawia mi tyle przyjemności. Uwielbiam go czuć w sobie.

Po dosć długiej chwili poczułam spełnienie , jednak postanowiłam wyrzymać jeszcze chwilę, aby i Peter poczuł to samo. Pierwszy raz byliśmy razem w łóżku, ale mi już bardzo spodobało się jak leżał na mnie i dominował. Zwykle to ja wolałąm mieć kontrolę nad sytuacja, jednak nie przy nim. Z nim było odwrotnie.

Gdy oboje osiągneliśmy szczyt opadliśmy cieżko na łóżko, głośno dysząc. Nawet nie chciało mi się iść po kieliszek, tylko piłam szampana odrazu z butelki. O dziwo, nadal był chłodny. Emocje jeszcze nadal nie opadły, ale ja już byłam tak zmęczona, ze wtuliłam się w tors Petera i zasnęłam patrząc w jego zielone oczy.

***

- Wsttawaj Stina – usłyszałam czyjś głos, jednak nie należał on do Petera.
Niechętnie podniosłam powieki i zobaczyłam Domena stojącego przedemną. Położył mi na stoliku nocnym śniadanie, i odwróćił się do ściany aby nie patrzeć na mnie. Kurde, przecież ja jestem naga! A on ma zaledwie 16 lat.
- Przepraszam, ze tutaj wszedłem, ale wiedziałem, ze tu jesteś – wytłumaczył i podał mi moje ubrania, a sukienkę spakował do torby – Wolałem przyjść ja, niż Jurij.
- A gdzie jest Peter ? - spytałam z zaskoczoną miną. O tak poprostu wstał i poszedł sobie odemnie – Która w ogóle jest godzina ?
- Nie, spokojnie nie jest późno. Dopiero 10 rano – uśmiechnął się i machnął ręką – Peter wyszedł jakąś godzinę temu.
- Dokąd ?

Widziałam zmartwienie na jego twarzy. Coś przedemną ukrywa. Czy on nie chce mi czegoś powiedzieć? Usiadł na łóżku i popatrzył na mnie. Zdążyłam się zawinąć kołdrą, w taki sposób, aby niczego nie zauważył.

- Do szpitala – wyjaśnił matowym głosem ,a ja przestraszyam się. Poczułam jak moje serce zaczyna bić szybciej – Nad ranem jak wracaliśmy do hotelu Isabelle miała wypadek. Jakiś pijany kierowca uderzył w jej samochód i teraz leży w szpitalu w cięzkim stanie. Peter odrau jak to usłyszał , szybko się pozbierał i pojechał do niej.

Widzial smutek na mojej twarzy. Po tak cudownej nocy Peter zostawił mnie samą. Ale przecież mogłam to zrozumiec. Przecież ona leży w szpitalu. Może nie przeżyć.. Do oczu napłynęły mi łzy. Peter musi bardzo się martwić.

- Tak mi się wydawało, że Cię nie budził i dlatego tutaj przyszedłem.
- Dziękuję.
- Poczekam na korytarzu,a Ty się przebierz.

Pierwsze co zrobiłam gdy Domen wyszedł to wzięłam telefon do ręki i napisałam do Petera.

Ja: Domen mi powiedział o wypadku. Jak Isabelle ? O mnie się nie martw Przyjadę jak tylko będę miała wolną chwilę.

Poszłam do łazienki, wzięłam szybki prysznic i ogarnęłąm się. Wygladałam dobrze. Ubrałam ciemno niebieski jeansy i białą bluze z czarnym serduszkiem oraz białe air maxy. Kochany Domen. Znał mnie już tak dobrze, ze wiedział w czym lubiałam chodzić. Musiał znaleźć Marry lub Megan, które dały mu klucz do mojego pokoju, aby mógł wybrać dla mnie ubrania i co mnie zdziwiło kosmetyki. Teraz wyglądałam dobrze.

Wzięłam z szafki telefon i wyszłam na korytarz. Nie zjadłam śniadania ,l które przyniósł mi młodszy brat Petera, ponieważ chciałam zjeść z resztą. Podziękowałam mu za starania , jednak on niczym się nawet nie przejął. Miał zaledwie 16 lat, a był taki mądry. Bardzo go polubiłam.

***
Jako pierwsi usiedliśmy przy stole, ale nie musieliśmy długo czekać na przyjście reszty. Wziełam do ręki telefon i zobaczyłam, ze Peter mi odpisał

Peter: Nie przyjeżdżaj. Spotkamy się po 1 serii.

No tak. Przeciez dziś kolejnezawody z cyklu TCS. Mam nadzieję, ze Peter nie będzie zbytnio zestresowany i uda mu się wygrać. Albo przynjamniej być na podium. Chociaż dla niego liczy się tylko wygrana.


- Ty telefonistka – usłyszałam roześmiany głos Marry, która razem z Marisą usiadły obok mnie – Gdzie masz ukochanego ?
- W szpitalu – odpiwiedziałam i nalałam sobie soku pomarańczowego – Razem z Isabelle.
- O Jezu ! - Marisa zakryła dłonią usta – Co się stało ?
- Ja Wam wyjaśnie – wtracił Domen i zaczął opowiadać. Ja słuchałam go uważnie, żeby nie powiedział niczego za duzo.

Jadłam śniadanie ze stoickim spokojem. Na samym początku ten wypadek wywarł na mnie wrażenie, jednak teraz już o tym zapomniałam. Prawdę mówiąc, to mnie nie dotyczyło. Jakaś koleżanka Petera miała wypadek. Koleżanka, której nawet nie znałam. Nic mi do tego. Muszę okazać wsparcie swojemu ukochanemu i być z nim teraz w tych trudnych chwilach. Po cichu się modlę, zeby nie umarła. Czuję, ze to złąmałoby Petersowi serce.

Z zamyślenia wyrwały mnie smiechy Kennetha i Megan, którzy własnie zajeli miejsca przy stole. Moja kuzynka była naprawdę radosna tego ranka. Domyslam sie, ze to Norweg był powodem jej ekstazy.

- Marry pochwal się pierścionkiem ! – pisnęłam Megan i chwyciłam ją za dłoń.
- Zaręczyliście się ? - zapytałam zdziwiona i popatrzyłam na przyjaciółkę i Hayboecka.
- Tak . Wczoraj w nocy – czarnowłosa uśmiechnęła się i przytaknęła głową – A dokłądniej o 2:11.
- Gratuluję ! - Stafan poklepał Michaela po plecach i uśmiechnął się do Marry.
- Jaki piękny pierścionek – Marry wysłuchiwała komplementów Marisy na temat pierśnionka zaręczynowego – Widzisz ? Michael już się oświadczył. My jesteśmy tyle czasu razem, a Ty jeszcze nie.

Stefan przewrócił oczami i popatrzyła na przyjaciela wymianiając z nim pewne uwagi. Ja przyglądałam się wszystkim wkoło i jak zawsze nie byłamw temacie. Nie ogarniam ich dzisiaj bo czuję pewną obawę. Nie wiem czego ona dotyczy, ale coś mnie niepokoi.

- Nie marwt się – usłyszałam cichy głos Daniela i odwróciłam głowe w jego stronę -On już jej nie kocha.
 

 
Nie zostałyśmy na dekorację , ponieważ musiałyśmy wracać do pracy . Całe zawody przegadałyśmy , więc nic z tego nie wiedziałyśmy. A poza tym już rozmawiałyśmy o tym w jaki sposób Michael oświadczy się Marry i planowałyśny ich wesele . Akurat my takie już jesteśmy. Można się do nas przyzwyczaić .
Najbardziej rozbawiło mnie to , że nawet nie wiedziałyśmy na którym miejscu skończyli nasi chłopcy. W naszych roboczych wdziankach siedziałyśmy na leżakach do masażu i czekałyśmy na " klientów ". 
W korytarzu usłyszałam głośne głosy , trzaskanie drzwiami i śpiewy. Po chwili drzwi się otworzyły , a pomieszczenie zapełnione zostało przez około 15 osób. Patrzyłam na nich zdziwionymi oczyma i nie wiedziałam któremu mam odpowiedzieć , ponieważ każdy cos do nas mówił a my nawet nic z tego nie rozumiałyśmy. Jedynie Megan siedzącą na krześle pod ścianą uważnie każdego słuchała i prowadziła zacięta wymianę zdań. Ja się jedynie uśmiechałam a Marry tylko kowala głową . 
Rozejrzałam się po pokoju i nigdzie nie zobaczyłam Petera. Patrzyłam jak Kenneth tuli do siebie Megan , a Marry jest obdarowywana pocałunkami przez Hayboecka. 
Poczułam się zazdrosna.
- Wisisz mi 200 zł - stwierdził radośnie Daniel i wyciągnął rękę po banknot w stronę Richarda Freitaga - Mówiłem Ci , że Pero znów wygra. 
- Już się więcej z Tobą nie zakładam - Niemiec przewrócił oczami , ale dał norwegowi odpowiednią kwotę - Gdyby Severin wygrał to Ty byś mi płacił. 
- O ile by pokonał Prevca co wcale nie jest łatwe - dołączył się Kenneth - Ciężko z nim wygrać e tym sezonie. 
- Niepokonany - zaśmiała się Marry i posłała do mnie oczko - A tak w ogóle gdzie on jest ?
Kilka osób popatrzyło na mnie takim spojrzeniem jakbym była opiekunką słoweńca. Noe ukrywam , że zrobiło mi się trochę glupio. Pokłóciliśmy się , ale to nie znaczy odrazu , że mamy się unikać . W geście odpowiedzi wzruszyłam tylko ramionami , ale już po chwili drzwi się otworzyły i do pomieszczenia wszedł Peter razem z moim wrogiem numer 1 czyli Jurijem.
- I co , już wycałowały was fanki ? - zapytał pogodnie Kraft który już ułożył się na leżaku przedemną wyczekując aż znaczne masaż .  Gdy się schyliłam Stefan przyciągnął mnie do siebie i szepnął do ucha - Zamęczysz się dziewczyno. 
- Nasz zwycięzca musi sobie zaszaleć - wtrącił Tepes i posłał mi znaczące spojrzenie. 
- Cierpliwości - odszepnęłam Austriakowi i zaczęłam delikatnie masować jego plecy - Musi się jeszcze on we wszytko wtrącać? 
Prevc mu o wszystkim gada a potem ten ma mnie czym drażnić. 
- Będziesz się nim przejmować ? - Stefan się uśmiechnął i odwrócił głowę w moją stronę - Dzieciaczek , który myśli , że jest tutaj najlepszy , bo jego ojciec tu pracuje. Ja tam go nie lubię.
- Ja też - odpowiedziałam uśmiechnięta i spojrzałam na słoweńca co niestety było błędem . 
- W towarzystwie się nie szepta - skarcił nas Tepes , który odwrócił się w stronę dzisiejszego zwycięzcy - I co , były tam jakieś fajne fanki ?
Nie lubię go. Wie o wszystkim , ale i tak się musi nademna znęcać.  
Peter obdarzył go ostrym spojrzeniem i lekko oparł się o ścianę .
- Jest w czym wybierać - odpowiedział bez żadnych emocjinw głosie. 
- To co Ty tutaj jeszcze robisz ? 
- Jeśli interesują Cię dziewczyny w wieku od 12 do 17 lat to możesz iść wyrywać - Prevc podniósł jedną brew do góry , a ja bezgłośnie mu podziękowałam.
Całe towarzystwo wybuchło śmiechem i przez dłuższą chwile nie mogliśmy się uspokoić . Tepes zdobił się czerwony na twarzy i popatrzył na mnie z nienawiścią. Oj nie będzie z nim łatwo . Odpowiedziałam mu uśmiechem , którego o dziwo odwzajemnił .
Po ponad godzinie w pomieszczeniu zostało już kilka osób . A raczej już tylko ja ze Stefanem. Był jeszcze Daniel, ale nie chciałam z nim rozmawiać dlatego wyszedł.

- Prevc się obraził – stwierdził Austriak i przytaknął sam sobie głowę – Masz płaszcz.
- Tak bardzo to widać? - wzięłam od niego czarne ubranie i założyłam je na siebie. Trochę mnie to zmartwiło, że prawie każdy już o tym wie co się stało w samolocie.
- Yhym – Kraft niechętnie mi prztaknął i objął ramieniem – Nie łam się , ja zawsze będę przy Tobie i Ci pomogę.
- Tak jak ja jeździłam z Tobą na wszystkie zawody.
- Dokładnie – uśmiechnął się i otworzył mi drzwi – No to musisz mi wszystko opowiedzieć.
- Tylko, żeby się to nie skończyło tak jak z Tande – przewróciłam oczami i próbowałam zachować powagę - W sumie nie wiem czemu mi tak wesoło.
- Ej ! - skoczek szturchnął mnie w bok i popatrzył zazdrosny na mnie – Wszyscy wiedzą o co chodzi oprócz mnie. Foch !
- No wiesz ? - podniosłam jedną brew i przyspieszyłam kroku – Będziesz czegoś chciał, zobaczysz , zobaczysz.
- Ale opowiesz mi ? - prosił biegnąc za mną – Obiecuję, ze się w Tobie nie zakocham tak jak Daniel.
- Ej – zatrzymałąm się i zmierzyłam go wzrokiem – A jednak wiesz.
- Coś tam słyszałem. Wiesz.. Tepes plotkował.
- No cóż. Mogłam się domyśleć – uśmiechnęłam się i pociągnęłam go za rękę- Muszę się czegoś napić Idziemy do baru.

***

Dziś Sylwester. Suuuper. Ale tak naprawdę to nie mam się z czego cieszyć. Inaczej wyobrażałam sobie zakończenie tego 2015 roku. Peter nie zaprosił mnie na dzisiejszą zabawę, Stefan idzie z Marisą, więc pozostają mi trzy opcje do wyboru : iść sama, iść z Danielem, lub nie iśc wcale. Leniwie podniosłam powieki i zobaczyłam małą śnieżycę za oknem. No pięknie. Tego to się nie spodziewałam. I na dodatek nie mam jakich butów ubrać.

- Los mi mówi , żebym nigdzie nie szła – wymamrotałam sama do siebie i okryłam się kołdrą aż po uszy. Przynajmniej narazie nie mam zamiaru nigdzie iść. Poleżę sobie tak do 14 ,a potem mogę wstać.

Jednak moje przyjaciółki nie były dla mnie takie wyrozumiałe i weszły do pokoju bardzo głośno, a jedna z nich trzasnęła drzwiami. Pewnie Megan, to bardzo w jej stylu. Przykryłam głowę poduszką i starałm się nie zwracać na nie uwagi, ale po chwili obie rzuciły się na moje łóżko i już nie było mowy o spaniu. Ba, nawet o leżeniu.

- Idźcie sobie , chcę spać – prosiłam je zaspanym spojrzeniem, jednak one nic sobie z tego nie zrobiły i ściągnęły ze mnie kołdę- Ej, zimno mi!
- No wstawaj wreszcie ! - kuzynka szarpała się ze mną , jednak nie była w stanie ruszyć mnie z łóżka – Jest już prawie trzecia !
- Co ?! Już tak późno ?- szybko chwyciłam do ręki telefon i zobaczyłam 8 nieodebranych połączeń od nich i kilkanaście smsów. Kurde.. Chyba mnie szykały.
- Ogarnij się i idziemy na obiad – stanowczy ton Marry do mnie przemówił , dlatego wzięłam ubrania i poszłam się przebrać do łazienki – A tak wogóle to o której mamy dziś po Ciebie przyjechać ? Pojedziesz ze mną i Michim no nie ? No pewnie, ze tak. Nie będziesz się tramwajami poniewierała.

No proszę. A ona już wszystko zaplanowała. W sumie ja nawet nie podjęłam decyzji i nie wiem czy chcę tam wogóle iśc. Zaczęłam myć zęby i nie odpowiedziałam jej. Po chwili drzwi łazienki się otworzyły , a w progu stanęła moja przyjaciółka.

- Ale idziesz no nie ? - czarnowłosa poprawiła swoje kujonki i założyła rękę za rękę .
- Nie wiem – wzruszyłam ramionami i zaczęła opłukiwać wodą moją szczoteczkę. Poczułam, że dziewczyna chwyta mnie za ramię , a zaraz potem odwróciła mnie w swoją stronę.
- Nie waż się nie przyjść – zagroziła mi i popatrzyła na mnie poważnie – Stina, proszę Cię. Nie zachowuj się jak dziecko.
-Nie zachowuje się tak.
- Doprawdy ? - Marry uniosła prawą brew i puściła moją rękę – To, że się pokłóciliście to nie znaczy , że teraz masz go unikać.
- To co mam tam sobie tak poprostu przyjsć ?
- Dokładnie – odpowiedziała mi z promiennym uśmiechem i poklepała po ramieniu – No widzisz jakie to proste.

Łatwo jej mówić. Ciekawe co by zrobiła, gdyby Michael potraktował ją w podobny sposób. Pewnie by się załamała i oskarżałaby o wszystko Daniela , jednak miała trochę racji. Czemu ja mam go unikać ? I czemu unikam Daniela ? Ja tu akurat jestem ofiarą, no przynajmniej tak mi się wydaje. Zdecydowanym krokiem udałąm się w stronę szafy i zaczęłam przeglądać swoje ubrania. Przesuwałąm wieszak, po wieszaku z kwaśną miną. Nic mi nie pasowało. W części z nich już byłam, część z nich nie pasowała do butów , a częsc poprostu mi nie odpowiadała z niewiadomych względów.

- W tym pójdziesz ? - Megan położyła podbródek na moim ramieniu i przyglądała się brzoskwiniowej tiulowej sukience z gorsetem i diamentami-Ona jest cudowna.
- Chyba jeszcze nigdzie w niej nie byłam – uśmiechnęłam się sama do siebie i próbowałam sobie przypomnieć czy kiedykolwiek miałam ją na sobie. - Nie , chyba nie.
- No to idziemy – Marry przeglądająca moje dodatki prawie krzyknęła z zadowolenia- Wszystko masz?
- Chyba tak.. Nie, nie mam butów- otworzyłam dolną część szafki i zaczęłam przeglądać szpilki, które zabrałam ze sobą. Niestety, żadne z nich nie pasowały do tej sukienki.
- Buty to nie problem moja droga – z odsieczą przyszłą mi Megan , która szybko wyszła z pokoju. Razem z Marry wymieniłyśmy spojrzenia, ale po chwili już każdej z nas na twarzy pojawił się uśmiech, gdy zobaczyłyśmy Megan obładowaną butami.- No proszę, wybieraj.

Położyła na białym puchowym dywanie około dziesięć par butów. Jakie to szczęście, że mamy ten sam rozmiar. Przeglądałam sliczne szpilki i cudowne kozaczki. Do wyboru do koloru. Obie przyglądały mi się uważnie. Jednak po chwili były już znudzone moimi przymiarami. Moja kuzynka wyjęła telefon i zaczęła przeglądać Facebooka a dziewczyna Hayboecka przegrzebywała moją szkatułkę poszukując odpowednich kolczyków. Wkońcu, po wielokrotnych przymiarkach wybrałam białe szpilki. W połączeniu z sukienką, efekt był powalający.

- No to mamy gwiazdę wieczoru ! - Megan klasnęła w ręce i zaczęła mnie okręcać wokół mej osi.
- I tak ma być – Marry cmoknęła i puściła mi oczko – Niech Prevc patrzy i płacze.

***

Sala balowa była pełna gości, co mnie zresztą nie zdziwiło. Skoczkowie przyjechali tutaj ze swoimi partnerkami, przyjaciółmi i rodzinami. Ja bardzo cieszyłam się ztego, że wzięłam ze sobą Megan, która byłą bardzo szczęśliwa z tego, że mogła tutaj być.
Skończyło się tak, że przyszłam na tę imprezę z Danielem. Na początku nie byłamz tego zadowolona i naprawdę bardzo się obawiałam, ale przecież to mój przyjaciel i wie co jest między mną a Peterem, i napewno nie będzie chciał sie w to mieszać. Chociaż tego właśnie się najbardziej obawiam.
Nie mam innego wyboru, musze mu zaufać. Nie chciałam nikomu dzisiaj przeszkodzać. Marry wraz z Michim zaoferowali, ze mogę im towarzyszyć, tak samo jak Megan i Kenneth oraz Stefan z Marisą. Miło mi było, że przynajmniej na kogoś ogę liczyć, ale odebrałąm to jako litość i współczucie. A pozatym każdy chce się dobrze bawić z osoba towarzyszącą, więcnie będę się wpychać na trzeciego.

Od czasu gdy Tande mnie pocałował nie rozmawialiśmy ze sobą wogóle. Cały dzień zastanawiałam się czy powinnam poruszać dzisiejszego wieczoru ten temat i nie znalazłam odpowiedzi. Nie chcę mu złamać serca, ale chcę , zeby wszytsko było jasne.

Serce waliło mi , gdy razem wchodziliśmy do pomieszczenia. Widzizłąm jak Stefan patrzy na mnie z ogromnym zdziwieniem. Odpowiedziałam mu znaczącym spojrzeniem, co skomentował skinięciem głowy. Głęboki wdech i mogę zacząć się bawić.

- Zatańczymy ? - Norweg wyciągnąłdłoń w moim kierunku,a ja niepewnie ją chwyciłam- Proszę Cię, nie unikaj mnie.
- Dobrze wiesz, dlaczego tak jest – skarciłam go i położyłam mu doń na ramieniu. Wszystkie pary tańcza jakieś powolne tańce, dlatego my wybraliśmy i taki. - Sam wszystko zepsułeś.
- Wybacz mi, ze byłem z Tobą szczery.

Popatrzyłam mu prosto w oczy i zobaczyłam w nich ból. Widziałam, ze ciężko mu o tym mkówić i jest to dla niego ciężki temat , ale niemożemy już tego odkładać. Nie chce , zeby on cierpiał. Jakby nie było kocham go, jak przyjaciela, ale go kocham.
Kurde jeszcze tego mi brakowało , zeby Daniel się we mnie zakochał .

- Kocham Cię i nie potrafiłem już tego dłużej ukrywać – rozluźnił uścisk w którym mnie trzymał – A szczególnie nie teraz, gdy Prevc udaje takiego niedostępnego. Widzę jak cię rani i nie pozwala się zbliżyć.
- To widać aż tak bardzo ? - zapytałam z naiwnością jak małe dziecko.
-Bardzo – pogładził dłonią mój policzek – Ja tylko chcę żebyć była szczęśliwa.

Powieki zaczęły mi drgać , a łzy napływać do oczu. Nie płacz, nie płacz. Tylko spokojnie. Nie potrafię nad sobą zapanować słysząc takie słowa. Dlaczego nie potrafię go pokochać ? Widzę, że jest we mnie akochany na zabój i oddał mi swe serce, jednak mojego niestety nie dostanie.

- Wybacz mi Daniel, ale ty nie możesz mi dać szczęścia – przytuliłam się do niego i nie puściłam go aż do chwili gdy byłam już spokojna – Ale nie obrazisz się na mnie , no nie ?
- Nigdy – obdarzył mnie uśmiechem i obrócił mnie wokół mojej osi , a moja śliczna sukienka zawirowała przyciągając spojrzenia niemieckich skoczków którzy patrzyli na mnie z zadowoleniem- Ale jak Prevc Cię skrzywdzi, to go zabiję.
- Ej- stanęłam w miejscu i przekręciłłam głową – Nie przesadzaj.
- No dobra- blondyn przewrócił oczami i chwycił mnie w talii-Poprostu nie chciałbym być na jego miejscu w takiej sytuacji.
- Daniel, ja Cię nie zamierzam odwiedzac w więzeniu – zagroziłam mu i poszliśmy usiąść do naszego stolika.

Przy stole nasi znajomi siedzieli i bawili się w najlepsze. Jak zawsze toczyły się ożywione rozmowy, ciągle ktoś się smiał, i każdy udzielał się w konwersacji. Obok mnie siedzieli bracia Petera, z którymi pierwszy raz odkąd tutaj pracuję tak dużo rozmawiałam. I dowiedziałam się dużo ciewych informacji. Każdy z nich opowiadał o swoich początkach ze skokami, o zainteresowaniach , o planach na przyszłość, Domen nawet wspominał coś o szkole. Ale nic nie interesowało mnie tak bardzo jak wzmianki o Peterze.
W pewnym momencie Peter odszedł od stołu wraz z Kennethem i wyszli pośpiesznie z pomieszczenia. Prevc przyszedł sam ?

- Patrzcie kto tutaj idzie – Marisa upiła łyk drinka i zrobiła kwaśną minę. Widocznie nie przepadała za dziewczyną ktora właśnie szła w kierunki naszego stolika, a za nią podążał Słoweniec i Norweg.
- Isabelle ! -Cene bardzo się ucieszył na widok dziewczyny i pospiesznie podszedł do niej , aby się przywitać. Ciekawe skad się znają.

Uważnie przyglądałam się Isabelle. Była ona naprawdę śliczna. Moją uwagę przyciągnęły jej głębokie brązowe oczy, ładnie obmalowane brązowym cieniem do powiek i kredką do oczu. Widać , ze dziewczyna dużo czasu poświęciła na maijaż, ale nie dziwię się jej, przecież dziś jest Sylwester. Długie, podkręcone przy końcach czarne włosy spięła w wysoki kucyk. Najbardziej spodobała mi się jej czarna koronkowa sukieka,która bardzo dobrze podkreślała jej talię, a do tego czarne szpilki.

- A co ona tak na czarno ? - poddenerwowana Marisa szeptała do Stefana . Dobrze , że siedziałam blisko, bo nic bym nie usłyszała – Umarł jej ktoś czy co ? - Może poprostu lubi ten kolor – Kraft był bardzo spokojny, ale widziałam jak z precyzją bada wzrokiem czarnowłosą.
- Czarny wyszczupla – wtrąciła Marry chłodno, po czym stwierdziłam, że ona również nie przepada za naszą nową towarzyszką – Pewnie latego się tak ubrała.
- Przecież ona jest chuda jak jakaś modelka – usprawiedliwiłam dziewczynę, którą chyba zaczęłam lubić. Widziałam jak się uśmiechała do swoich rozmówców i jak serdecznie się z nimi witała- Ktoś tu jest zazdrosny.

Zobaczyłam jak Michael wstaje z miejsca i idzie się z nią przywitac, dlatego poszłąm razem z nim. Przez chwilę czułam się jak idiotka , ponieważ chyba wszyscy ją tutaj znali. Wszyscy oprócz mnie i Megan, która wyglądała na trochę zagubioną w tej sytuacji.

- Cześć Stina jestem – wyciągnęłam do niej rękę i uśmiechnęłam się promiennie. Ciekawe czy mnie polubi- Miło mi Cię poznać.

Zaniepokoiło mnie to, ze dziewczyna nie podaje mi ręki. Czyżbym zrobiła coś nie tak ? Raczej nie. Po upływie kilku sekund czarnowłosa delikatnie uścisnęła moją dłoń , ale zaraz potem ją puściła.

- Isabelle – patrzyła na mnie z góry , a w jej głosie wyczułam chłód. Gdyby powiedziała to głośniej, każdy by wyczuł, ze jakieś napięcie jestw powietrzu.

Chciałam coś powiedzieć, jednak ona mnie minęła i usiadła obok Prevca. Wzruszyłam ramionami, jak gdyby nigdy nic, ale trochę mnie to dotknęło.

Co ona do mnie ma? Przecież mnie nie zna. I czemu Marisa i Marry jej nie lubią ? Ale z ato Peter ja lubi. I Kenneth też.

Po pierwszym wrażeniu jakie Isablle na mnie zrobiła, wnioskuję, że się nie zaprzyjaźnimy.

**
Wybaczcie kochani, ze musieliście tyle czekać na rozdział, ale miałam cały rozdział napisany już w takiej aplikacji na telefonie. Niestety telefon uległ awarii i musiałam go oddać do naprawy, dlatego musieliście tyle czekac na rozdział
 

 
-Mogę ? - zapytałam niepewnie słoweńca i popatrzyłam na wolne miejsce obok niego.

Przez chwilę nie.odpowiadał , zapewne dlatego , że czytał książkę i może mnie nie usłyszał , jednak gdy tylko skończył czytać stronę numer 293 przykleił do niej kolorową samoprzylepna karteczkę i dopiero wtedy przesunął swoje rzeczy robiąc dla mnie miejsce. Nie zwlekając szybko zajęłam miejsce obok Prevca jednak coś mnie jeszcze męczyło i nie dawało spokoju . Skoro mam tutaj siedzieć aż do końca podróży , bo z tego co mi się wydaje Kenneth tak prędko nie opuści Megan. W sumie nie wiem po co oni tak wymyślają , przecież mogli od razu wziąść miejsca obok siebie . Nie jednak nie mogli , bo słoweński skoczek się na mnie obraził .

- A mogę siedzieć od okna ? - spytalam niewinnie i ledwie slyszalnie .
- No pewnie - ku mojemu zdziwieniu chłopak od razu się zgodził a ja po.kilku sekundach oglądałam widoki za szybą.

Po chwili zaczął chrząkać i robił wszystko , żeby zwrócić na siebie moją uwagę . Czyli o coś mu chodzi. No tak. Przecież on by się tak poprostu nie zgodził żebym siedziała od okna , ponieważ oboje lubimy to.miejsce . Pamiętam jak nieraz się droczyliśmy kto tam będzie siedzieć i musieliśmy grać w papier , kamień , nożyce aby to rozstrzygnąć.

- Chcesz może ze mną o czymś porozmawiać ? - popatrzyłam na niego i zachęciłam go uśmiechem.
- Z Tobą zawsze skarbie – odpowiedział czarująco i posłał mi szeroki uśmiech, jadnak po chwili spoważniał – Mam do Ciebie pytanie .
- Pytaj o co chcesz – skinęłąm głową i założyłam nogę za nogę – Jak przesadzisz to dostaniesz w zęby.
- Zaryzykuję – puścił do mnie oczko jednak zaraz po chwili spoważniał – Przepraszam, że taki byłem , ale coś od kilku dni nie daje mi spokoju.
- Mów, mów zamieniam się w słuch.
- Chodziłaś kiedyś z Danielem ?

Popatrzyłam na niego i zobaczyłam powagę wymalowaną na twarzy słoweńca. Oczy miał pociemniałe i niepewne , a cały wydawał się na wystraszonego. Czego on się boi ? Nawet jeśli kiedykolwiek byłam z Tande to co go tak martwi ?

- Nie – pokręciłam przecząco głową i przyjrzałam mu się dokłądniej – A dlaczego tak pomyślałeś ?
- Może to mi się tylko wydaje, ale według mnie on coś do Ciebie czuje.
- Co ? - zaśmiałam się , ale nerwowo popatrzyłam na Norwega, który właśnie bawił się telefonem – Przyjaźnimy się tylko.
- Okej – Peter ściszył głos, jakby ktoś miał nas podsłuchiwać, jednak nikt nie siedział z uchem przyłożonym do naszego fotela i nie słuchał o czym rozmawiamy – Dla Ciebie jest tylko przyjacielem, ale skąd możesz wiedzieć co tak naprawdę on do Ciebie czuje ?
- Zgłupiałeś ? - podniosłam lekko głos, jednak w rezultacie tylko z mojego gardła wyrwał się głośny pisk – Czemu teraz nagle tak uważasz? Przecież wiesz, że jesteśmy jak rodzeństwo i sami się przyjaźnicie.
- Nie jestem ślepy – przewrócił oczami – Widziałem jak na Ciebie patrzy.
- Przesadzasz – uśmiechnęłam się i wstałam z zajmowanego przez siebie miejsca – Dobrze wiesz, że ja nic do niego nie czuję. Chcesz może coś do picia ?
- Lepiej na niego uważaj – ostrzegł mnie i poprawił jasno brązowe włosy – Kawę poproszę.

Szłam pewnym krokiem w stronę automatu z kawą , któy znajdował się obok toalety.Gdy przechodziłam obok Megan pociągnęłąm ja za rękę , zeby szła ze mną , ale ta nie wiedziałą o co chodzi. Jej naprawdę wyparował mózg przez tego Kennetha ?

- Chodź idziemy na kawę – wytłumaczyłam jej i podałam jej swoje ramię , a blondynka już po chwili chwyciłą mnie za rękę .

Stanęłyśmy obok automatu , gdzie Megan zaczęła wybierać dla siebie napój. Wyjęła kilka drobnych z portfela, któe po chwili wrzuciła do maszyny. Uśmiechnęłam się , gdy do mojego nosa dotarł zapach świeżo parzonej kawy.

- A Ty jaką chcesz ? - kuzynka z promienną twarzą i lekko rumianą twarzą, pogodnie spojrzała na mnie. Była zbyt radosna.
- Nie przyszłyśmy tutaj na kawę , tylko porozmawiać – przyciągnęłam ją do siebie i ścisnęłąm jej łokieć – Megan, Peter podejrzewa, że Daniel się we mnie zakochał?
- Naprawdę ? - dziewczyna wyglądała na zdziwioną , jednak nie patrzyła mi w twarz tylko biegała spojrzeniem po całym samolocie.
- Wygadałaś się idiotko ?! - syknęłam w jej stronę,a ona spuściła spojrzenie – No nie wierzę. Tobie to coś powiedzieć w sekrecie.
-Przepraszam Cię Stina – Megan wyglądała na wystraszoną i widziałam, ze było jej bardzo przkyro, jednak mnie zawiodła – Pamiętasz jak w dzień przjazdu Petera siedziliśmy wszyscy w salonie do 2 rano ?
- No pamiętam, ale co to am z tym wspólnego ?
- I wtedy pili wszyscy , prawie każdy był pijany – wyjąsniała spokojnie – I jak ty z Marry poszłyście już spać to graliśmy w prawda czy wyzwanie.
- I się wygadałaś , tak ? - podniosłam jedną brew do góy i zarzuciłam włosy do tyłu.
-Poczekaj, nie przerywaj mi – Megan podniosła rękę do góry i gestem mnie uciszyła – Kenneth musiał pocałować w policzek Petera, Daniel przyznał , że kocha swoją przyjaciółkę..
- A Ty powiedziałaś, ze to o mnie chodzi – dokończyłam za nią i oparłam się o maszynę z kawą. Załamka.
- No właśnie tak było.
- Zabiję Cię. Kiedyś Cię zabiję.
- Przepraszam no, wiesz jaka jestem po alkocholu- tłumaczyła się, i nerwowo popijała kawę.
- To więcej nie pij- odwróciłam się do niej plecami i wybrałam dla Petera kawę z mlekiem.

Megan chciała coś jeszcze powiedzieć, ale nie wiedziała co. Widzizłam, jak próbuje znaleźć odpowiednie słowa jednak nie udawało jej się to. Poklepała mnie prawą dłonią po ramieniu, a potem minęła mnie. Zatrzymałam ją i wręczyłam jej kubek z kawą.

- Daj to Peterowi – wyjaśniłm krótko,a na jej twarzy malowało się zaskoczenie. Trudno teraz będę na nią zła przez kilka dni.

Dziewczyna odeszła, a ja usłyszałam, że drzwi toalety się otwierają i wychozi z nich Daniel. O nie.. Oby nie słyszał o czym rozmawiamy. Nie chcę żeby wiedział. To wszystko skomplikuje. Chciaż powinnam z nim porozmawiać i wyjaśnić, ze nigdy nie będziemy razem. To jednak nie potrafię. Jesteśmy przyjaciółmi, nie chcę go zranić. Uśmiechnęłam się do niego i poraz kolejny podeszłam do maszyny. Tym razem dla siebie postanowiłam kupić czekoladę. Jestem aż zbyt pobudzona, nie potrzebuję kolejnej dawki kawy. Już kilka dziś wypiłam.

Tande stanął obok mnie i przyglądał mi się dokładnie. Spod czapki z daszkiem wystawało mu kilka kosmyków włósów, które wpadały mu do oczu. Podniosłam rękę do jego twarzy, aby poprawić te złote włosy, aly były schowane jak powinny. Daniel wytrzeszczył oczy i ze zdziwieniem patrzył na mnie.

- Coś nie tak ? - spytałam przerazona, bo na twarzy chłopca malowało się coś czego nie mogłam odczytać.
- Powinienem to zrobić dawno temu- podszedł do mnie szybko i chwycił mnie w pasie, po czym przyłozył swoje usta do moich. Jego pocałunek nie był długi, ae bardzo namiętny. Przekazał mi wszystko co do mnie czuł. Poczułam to. - Możesz mnie znienawidzić, ale ja Cię kocham.

Odepchnęłam go szybko od siebie,a ten głośno uderzył plecami o toaletę. Odwróciłam się w storę Petera który z ponurą miną i niedowierzaniem, oraz wymalowanym na twarzy " a nie mówiłem " patrzył na nas. No pięknie. Teraz Prevc będzie na mnie zły i pomyśli, ze sprowokowałam Daniela.A sprowokowałam go ? Nie chyba nie. J atylko, odgarnełam kosmyk z ego twarzy co robiłam nieraz. Chciaż nie ukrywam, ze zrobiłam to celowo, zeby sprawdzić, czy czasem czegoś do mnie nie czuje.

- Zwariowałeś ?- prawie krzyknęłam i szarpnęłam nim – Co Ty sobie myślałeś ?!
- Że mnie wreszcie pokochasz. Po tylu latach . Jednak myliłem się . Ty zakochałaś sięw kimś kogo znasz kilka miesięcy.
- A ja się przed Tbą otworzyłam - przyłożyłąm rękę do ust zaniepokojona – Byliśmy przyjaciółmi. Mówiłąm Ci wszystko co do niego czuję. Zwierzałam Ci się idioto !
- Myślisz, że fajnie mi się tego słuchało ? - Tande podszedł w moją stronę a ja przymknęłam oczy ze strachu. Jednak dy otworzyłam oczy zobaczyłamw jego spojrzeniu nie gniew tylko smutek. Ogromną rozpacz.
- Czemu mi nie powiedziełeś ?
- Nie chciałem, zebyś mnie od siebie odsunęła.

Wzięłam swoją czekoladę i wyminłam go szybko.Jeszcze kilka razy obejrzałam si w jego stronę. On na mnie patrzył. Ciągle patrzył. Takimi smutnymi oczami. A ja poczułam jakiś dziwny uścisk w sercu.

- Peter – zaczęłam jednak mój głos złamał się a do oczu napłynęły łzy .
- Nic już nie mów – skarcił mnie i odsunął głowę w drugą stronę, zeby na mnie nie patrzeć.



Po tych słowach nie odezwał się już do mnie. Dyskretnie patrzyłam na niego ale on ani razu nie spojrzał na mnie. Smutno mi , ale nie mogę płakać . Ja przynajmniej jak
Założyłam na uszy słuchawki i próbowałam się uspokoić piosenkami. Chociaż niektóre były bardzo nietrafione , bo wpędziły mnie w jeszcze większego dola.
Zaczęłam przeglądać Facebooka i widziałam śliczne zdjęcie Marry i Michaela ze świąt w domu rodzinnym Hayboecka. Jak zawsze razem wyglądali cudownie . Moja przyjaciółka dzwoniła do mnie kilka razy w okresie świątecznym i opowiadała mi z grubsza co u niej słychać. Ale jak to sama stwierdziła w hotelu opowie mi wszystko ze szczegółami . 
Z samolotu wysiadłam jako pierwsza. Widziałam , że Daniel próbuje mnie dogonić jednak nie udało mu się. Gdy byłam już przed lotniskiem i czekalam na taksówkę miałam pewność , ze wszyscy już  się gdzieś rozeszli i nikt mi nie będzie zawracal głowy zbędnymi pytaniami jak mi minęła podróż .
Kierowca odebrał odemnie walizkę , którą wsadził do bagażnika . Chwyciłam za klamkę i już miałam wsiadać gdy ktoś pociągnął mnie do tyłu za rękę . 
-Byłabyś w stanie rzucić wszystko dla mnie ? - zapytał Peter tak spokojnie i niewinnie , że nie można mu było odmówić - Gdybym Cię poprosił zostawiłabyś rodzinę i zamieszkala ze mną ? Mogłabyś tak po prostu dla mnie wszystko zostawić ?
-Ja.. - nie wiedziałam co powiedzieć , ponieważ odpowiedź nie była dla mnie taka oczywista. No pewnie , że go kocham ,ale nie jestem pewna czy byłabym w stanie tak wszystko pozmieniać w moim idealnie poukładanym życiu - Nie wiem.
-To jak się zdecydujesz to daj mi znać - lekko musnął ustami mój policzek po czym otworzył mi drzwi taksówki - Mimo wszystko fajnie Cię było poznać.
-Ciebie również - odpowiedziałam i wsiadłam do samochodu . Gdy drzwi się zamknęły skoczek odszedł odwracając się co jakiś czas i patrząc  za odjeżdżajacym autem.


***

Pierwsze zawody z cyklu TCS zaczynały się 29.12. Razem z Megan i Marry już godzinę wcześniej przyszłyśmy na skocznię. Razem ze swoją przyjaciółką wiedziałyśmy, że będziemy miały dużo pracy po konkursie , ale cieszyłyśmy się bardzo na spotkanie ze skoczkami. Nie mogłam się doczekać aż zapytam ich jak minęły im święta, chciałam posłuchać opowieści jak je spędzili i zobaczyć ich zdjęcia rodzinne i dowiedzieć się co dostali pod choinkę. Ale to dopiero po zawodach.
Aktualnie to stoimy pod skocznią i golądamy jakichś słabszych skoczków. W Turnieju Czterach Skoczni jest system KO, co oznacza , ze skoczkowie skaczą w parach, a do drugiej serii przechodzi zwycięzca z danej pary i 5 szczęśliwych przegranych. Zdziwiło mnie to jak dobrze dzisiejsze zawody są przygotowane. Organizatorzy puszczają fajne szybkie piosenki, przy których można potańczyc, a pozatym jest rozdawana herbata i gorąca czekolada, więc nie zmarzniemy.  Pogoda nas nie rozpieszcza, temperatura wynosi może -1 lub -2 stopnie, a padający śnieg nie jest zbyt gęsty, tylko są to pojedyncze płatki sniegu, któe przyjemnie spadają na moją twarz. Cała nasza trójka ubrała się w ciepłe płaszcze, czapki, grupe szale i rękawiczki. Ale zadbałyśmy o to, żeby wszystko było dobrane w najlepszym stylu.
- Oo – Megan podniosła plaec ku górze wskazując skoczka w powietrzu – Leci Kenneth. Oby wygrał. 
- Nie no nie żartuj – usmiechnęłam się do niej i szturchnęłam ją lekko. Widziałam przejęcie na jej twarzy i skupienie. Dobra nie przeszkadzam jej, ale trochę ją upewnię co do obecnej formy Norwega – Ty widziałaś jak on dobrze w treningach skakał ? Przecież on będzie się w dzisiejszych zawodach o podium bił. 
- Czemu tylko o podium ? - blondynka obruszyła się i zmioerzyła mnie wzrokiem – On to wygra, wiesz? 
- Nie ma opcji – teraz do naszej rozmowy wtrąciła się pewana siebie Marry, która włąśnie skrzyżowała ręce na klatce piersiowej – Wygra Michi. 
- Wy nie zapominajcie, że jest jeszcze Peter – przerwałam im i odpisałam mamie na wiadomość, ze oglądam skoki na żywo i bardzo  się na nich skupiam. Chociaż w rzeczywistości skończy się jak zawsze, ze cały konkurs przegadam z  dziewczynami. 
- Fajnie by było jakby Kenneth wygrał – Megan uśmiechnęła się do siebie i poprawiła białą czapkę  z pomponem – Wiecie, pewnie zapytałby mnie czy chce być jego dziewczyną. 
- A jakby wygrał Michael to czuje, ze by się mi oświadczył – przerwała jej moja przyjaciółka poprawiając okulary.
No naprawdę ? Uśmiechnęłam się i przenosiłam spojrzenie z jednej na drugą. O co one się przegadują ?  Jestem rozbawiona całą sytuacją, ale i jestem troche przerażona. Megan zna Gangnesa kilka dni,a już jest w nim tak bardzo zakochana ? A Marry ? No cóż.. Ona ma już śmielsze plany. Zaręczyny. Ciekawe.. Trochę im zazdroszczę. One mogą pogratululować swoim ukochanym , a ja się zapewne nawet nie odezwę do słoweńca.
- A Ty Stina ? - moja kuzynka wyrwała mnie z  zamyslenia, a ja zdezorientowanym wzrokiem spojrzałam na nią. Ale, że o co ona się pyta ? 
- Hm? - mruknęłam i przekręciłam głowąw gecie niewiedzy. Blondynka przewróciła oczami i podeszła do mnie bliżej. 
- A jak Peter wygra to co ? Spodziewasz się czegoś ? 
- Jak wygra to udowodni wszystkim, że jest tak dobry na jakiego wygląda – odpowiedziałam i znowu zaczęłam wpatrywać się w skocznię – Pozatym jesli mnie kocha to nie potrzebuje żadnych specjalnych okazji, żeby wyznać mi swoje uczucia. Proste, prawda ?
Obie wydawały się trochę zawstydzone. Megan wbiłą wzrok w śnieg , którym nerwowo zaczęła się bawić, a Marry oblała się rumieńcm i pzestępowała z nogi na nogę. Kurde, nie chciałam ich upokorzć, tylko coś im uświadomoć. No cóż. Ten efekt był nie zamierzony. Przytuliłam je do siebie i parsknęłam śmiechem. Obie ze zdziwieniem się na mnie popatrzyły, ale po chwili śmiałyśmy się wszytskie trzy.
- Kocham Was wiecie ? -  pisnełam im do uszu , a one odepchnęły mnie od siebie – Okej rozumiem, zapamietam to sobie. 
- Dobra chodź tu – Marry wyciągnęła do mnie ręce,ale ja odwróciłam się do niej pplecami . 
- Teraz już nie chce – wystwiłam do niej język  - Wielkie dzięki.
Uwielbiam je obie i te wygłupy z nimi. Czasem mnie wkurzają nie ukrywam, ale to mija. Znamy się zbyt dobrze, żeby móc sobie zaufać i porozumiewać się praktycznie bez słów. Chociaż każda z nas ma swoje sekrety. No , ale nie można być przecież taką otwartą księgą, prawda ? Nutka tajemniczości przyda się każdemu.

Nie ukrywam, że jestem jeszcze trochę złą na Megan i pamiętam co zrobiła ale jestem w stanie to zrozumieć.
***
 

 
Gdy pierwsza gwiazdka pojawiła się na niebie wszyscy zasiedlismy do uroczystej kolacji.
Dzisiejszego wieczoru postanowiłam wystroić się najlepiej jak umiałam. Prawde mówiąc każdy twierdził, ze nie zamierza zbytnio przykładać sie do dzisiejszego wyglądu , jednak w rzeczywistości wyglądało to zupełnie inaczej. Przez dwie godziny czekalam aż jedna z trzech łazienek w moim domu się zwolni , a gdy wreszcie nikogo w niej nie było postanowiłam zażyć długiej aromatycznej kąpieli. Gorąca woda z olejkiem z czarnego bzu i japońską solą do kąpieli , czyli innymi słowy zmysłowa kąpiel w świecach , to wszystko czego potrzebowałam. Zamknęłam oczy i zanurzylam się w puszystej pianie słuchając cichych odgłosów dochodzących z dołu . W jednej chwili drzwi się otworzyły i zobaczyłam w nich Norwega .
- Gdzie jest ta cholerna koszula ?! Przecież wczoraj ją tutaj zostawiłem .. - mamrotał coś pod nosem , rozrzucając ubrania z małej szafki po całej łazience - Noi w co ja się teraz ubiorę ?
Złość malowała się na twarzy Kennetha. Chłopak był tak wkurzony i poirytowany , że nawet mnie nie zauważył.
- Ekhem - chrząknęłam i poruszyłam się w wannie , wtedy się odwrócił - Nie przeszkadzam Ci ?
- Oo , Stina - uśmiechnął się niepewnie i zdzielił mnie przelotnym spojrzeniem - Co Ty tu robisz ?
- Mogłabym zapytać o to samo - przewróciłam oczami i podałam mu niebieską tkaninę poplamioną błotem ,co oznaczało, że mój Papi zrobił sobie z jego koszuli posłanie - Jeśli to ona , to musisz poszukać sobie innego stroju.
Gangnes podszedł szybko do mnie i wyrwał mi koszulę z ręki . On również przewrócił oczami i zaklął pod nosem .
- Noi co ja mam teraz zrobić ?
- Możesz pożyczyć od Prevca - zaproponowałam i zaczęłam bawić się pianką - Powinno coś pasować . Macie taki sam rozmiar.
- Ale to nie w moim stylu - westchnął i wbił we mnie uważane spojrzenie - Wiesz jaki on jest.
- Ohh, wiem wiem - prawie zapiszczałam z ekscytacji zapominając o Norwegu . Muszę się ogarnąć , przecież nie rozmawiam z Marry tylko z Kennethem, którego praktycznie nie znam . Podnioslam powoli spojrzenie i zobaczylam jednoznaczny uśmiech i to spojrzenie. Spojrzenie ,które mówiło wszystko. Czyli kolejna osoba juz wie , ze podoba mi się Peter . - Tylko nie mów Megan.
Nim Kenneth zdążył odpowiedzieć drzwi znowu się otworzyły i weszła kolejna nieproszona osoba.
- O czym masz jej nie mówić ? - zapytał Daniel , który usiadł na brzegu wanny.
- O niczym - ucielam szybko i zdzieliłam Gangnesa ostrym spojrzenirm , po czym dodalam łagodniej - Nie ważne .
- Wiedziałeś , że jej podoba się Prevc ? - mimo wszystko Norweg nic nie zrobił sobie.z moich słow i palnal dość głośno. Nerwowo popatrzylam na uchylone drzwi , snując najczarniejsze scenariusze , ze może osoba o której jest mowa stoi za nimi i to słyszy . Tande podazyl za moim wzrokiem i zamknął dębowe drzwi .
- Można tak powiedzieć . Cos widziałem , ale nie byłem pewien - powiedział sarkasrycznie poprawiając blond włosy - Wybacz za to na schodach.
- Jeszcze się za to zemszczę - ochlapalam go pianą , która wylądowała na jego nosie. - Ładnie Ci z pianą.
- A Tobie w niej - popatrzył na mnie w wannie i poczulam sie trochę niezrecznie , gdy znowu się tak we mnie wpatrywal.
Zastanawialam się nad tym jak wyprosić ich z łazienki i gdy juz miałam wywalic ich z pomieszczenia , drzwi otworzyły się poraz kolejny. Tym razem na osciez , lekko uderzajac w błękitne kafelki .
- Nie uczyli Was w domu pukać ?!- warknęłam i popatrzyłam na osobę stojąca w progu.
- Ja... Znaczy się przepraszam - Peter zarumienil się lekko zmieszany jednak śmiało podniósł spojrzenie i zmierzył nas wszystkich wzrokiem - A co wy w ogóle robicie ?
- A nie widać ? - uśmiechnął się do.swojego przyjaciele Tande , który aktualnie leżał w wannie miedzy moimi nogami , co naprawdę wyglądało dwuznacznie - Kąpiemy się.
- My tak zawsze - do rozmowy dołączył Kenneth , ale w jego głosie wyczulam cos nie przyjemnego - Może chcesz dołączyć ?
No pięknie. Obaj Norwegowie wiedzą, że Słoweniec mi się podoba , wiec teraz będą mnie torturować takimi zagrywkami . Dobra , koniec żartów, bo z miny Petera nie mogę wyczytać niczego konkretnego. Oczy ma jakieś zabłąkane , a na twarzy maluje mu się niepewny uśniech. Wygląda na to , że nie wie jak zinterpretować całą sytuację. Chłopak ma dwóch braci i dwie młodsze siostry , którym na pewno nie wchodzi w żadnym.wypadku do łazienki . Znam go już dość trochę i wiem , że nie jest żadnym sztywniakiem , ale poprostu nie chciał naruszać mojej przestrzeni osobistej . Czego nie krepował się robić , gdy przyciskał mnie dzisiejszego popołudnia swym umięśnionym ciałem do ściany.
- Nie słuchaj ich . Chyba wyobrazili sobie zbyt wiele - ucielam głupie dodadywanki i spielam włosy w wysokiego koka - Po co przyszedłeś ?
- Megan ma kłopoty - powiedział szybko i zaczął nerwowo szukać czegoś w kieszeni - Znaczy nie jestem pewien , ale tak mi się wydaje .
- Co się stało ? - odruchowo podnioslam się żeby wstać , ale w ostatniej chwili przypomniałam sobie , że jestem naga.- Wyjdźcie z tąd wszyscy ! No już. Szybciej !
Nie musialam długo czekać na ich reakcję ,bo odrazu po moich słowach bez żadnych grymasow i marudzeń wyszli z łazienki. Noi nici z mojej kąpieli. Szybko założyłam ubrania na dzisiejszy wieczór i wyszłam na korytarz , gdzie czekał Peter . Na mój widok uśmiechnął się , a ja pocałowałam go delikatnie w usta. Zielonooki popatrzył na mnie ożywiony , a w jego oczach szybko pojawiły się iskierki. Tak bardzo chciałam dokończyć to co dzisiaj zaczęliśmy niestety nie było okazji. Po chwili dopiero przypomniałam sobie dlaczego Prevc mnie szukał.
- Co z Megan ?
- Nie wiem - wzruszył ramionami i podążył za mną do pokoju dziewczyny - Siedzieliśmy razem w salonie i ona nagle zaczęła płakać . Zapytalem czy cos sie stało, a ona odpowiedziała , ze nie będzie ze mną o tym rozmawiała. Trochę glupio wyszło, bo nie chciałem jej sprawić przykrości , ale tylko opowiadałem jej jak się poznaliśmy.
- Nie przejmuj się nią Peter - delikatnie polożyłam ciepłą dłoń na jego ramieniu i wiedziałam , ze nie chce bym ją stamtąd zabierała - Odkąd ją znam zawsze taka była .
- Często tak niespodziewanie wybucha ?
- Nie. Teraz jest poprostu trochę przewrazliwiona - wyjaśniłam i lekko uniosłam kąciki ust do góry.
- Wiesz Stina.. - zmarszczyl brwi i przeczesal ręką jasno brązowe włosy - Ona chyba jest zazdrosna.
- Pff. Zazdrosna ? Aleś wymyślił - szturchnelam go w bok i probowalam się usmiechnac , aby wyglądało to zupełnie normalnie - Niby o co ? O kogo ?
- O nas - wyjaśnił cichutko i popatrzył na mnie niepewnie .
- Nie wygłupiaj się - jak to w moim stylu konczylam temat , gdy tylko robił się nieprzyjemny . Tak wiem , ze on na rację , tak to wygląda , ale może jest jakiś inny powód ? Może ma jakieś problemy ? Kocham ja jak siostrę , więc wolę żeby miala jakieś problemy które pomoge jej rozwiązać niż żeby kochała Petera.
Słoweniec podszedł razem ze mną do pokoju mojej kuzynki . Przez zamknięte drzwi slyszalam szlochanie dziewczyny i poczulam dziwny ucisk . Było mi jej szkoda. Mimo, ze mam swoje podejrzenia względem niej nie stało się przecież miedzy nami nic złego , nadal jestesmy przyjaciółkami , chociaż juz nie mówimy sobie o wszystkim . Ale najbardziej boli mnie to , ze ona nie chce ze mną porozmawiać o uczuciach i swoich problemach . Megan , moja przyjaciółka i kuzynka zarazem , która jeszcze niedawno krzyczala na mnie , ze jestem skryta w sobie i odsuwam ją na bok. Nie ukrywam ,ze jest to prawdą, ale to było wieki temu gdy przechodziłam chwilowa fascynacje Tande .
Juz trzymalam rękę na klamce, gdy podbiegla do mnie mała trzylatka przeskakujaca wesoło z nogi na nogę . Chwyciła mnie za rece i przyciągnęła ku sobie. Jej złociste włosy w nieładzie układały się na plecach , ale w czerwonej sukience i czarnymi balerinkami wyglądała poprostu uroczo. Ukleklam na jedno kolano obok niej i usmiechnelam sie do niej promiebnie. Widziałam jak dziewczynka śmiało zerka na Prevca , który jest rozbawiony jej zachowaniem . Odkad przyjechał Mia nie odstępuje go na krok i ciągle skupia na nim.swoja uwagę .
- Czego pragnie moja mała księżniczka ? - zapytalam swojej księżniczki , a ta od razu skupiła swoja uwagę na mnie.
- Juz musimy iść - trochę meczyla się z wypowiedzeniem niektórych liter , co zawsze mnie smieszylo.
- A gdzie mamy z Tobą iść ? - teraz Mia została zapytana przez Slowenca , który również przykucnal przy dziewczynce , a ta śmiało chwycila jego dłoń .
- Pierwsza gwiazdka juz jest ! - poinformowała nas rozpiszcona dziewczynka ciagnac nas za ręce .
- No to faktycznie musimy iść - zielonooki przyznał jej racje i kiwał głową zgadzając się z nią. Potem wstał i pociągnął mnie ku gorze , co wywołało falę śmiechu u dziewczynki .
Ostatni raz popatrzylam na pokój Megan ze zrezygnowaniem ,ponieważ nie udało mi się z nią porozmawiać . Znowu . Ale przecież mam od tego jeszcze kilka dni , wiec na wszystko przyjdzie pora.
- Dobra chodzcie - obdarzylam ich promiennym uśmiechem i po chwili byliśmy już w salonie .

***
- Cii ! - przylozylam Słowencowi palce do ust i pociągnęłan go do domu.
- Weź włącz światło , bo się zabijemy na tych schodach - zaproponował i juz miał rękę na wlaczniku światła gdy szturchnelam go w bok. Popatrzyl na mnie zdziwiony i usniechnal się. Czy on zawsze taki musi być ? Naprawdę , ja go czasem nie ogarniam , ale bardzo fajnie bawię się w jego towarzystwie .
- Patrz która jest godzina - podsunelam mu pod sam nos telefon komórkowy , a Skoweniec zdziwil się tym co zobaczył - Pierwsza w nocy.
- Masz mnie na tapecie ? Miło.
- Co ? - zdziwilam się i popatrzylam na wyświetlacz na którym byłam ustawiona ja z Mią - Chciałbyś.
- A ja Ciebie mam - wyjął swój telefon i gdy go odblokowal wcisnal mi go do reki , a ja zobaczylam na nim śpiącą siebie ,dobrze otulona kocem i z rozwalinymi na każda stronę włosami . Okej , gdyby nie to , ze trochę bylam zesliniona na tym zdjęciu moglabym powiedzieć , ze wygladam naprawdę słodko . - Jesteś taka śliczna jak śpisz.
- Tak , szczególnie taka pośliniona - przewróciłam oczami i chwycilam go za rękę , ostrożnie prowadząc go po schodach - Nic się nie bój . Znam ten dom tak dobrze , ze po ciemku bez problemu trafimy do pokoi.
- To zapraszam do swojego pokoju - przyciągnął mnie do siebie i przytulia mocno - Już Cię nie wypuszczę.
Lekko zachwialismy się i wpadlismy na stojak z kwiatkiem , który odrazu wywrócił się z dość dużym trzaskiem. Czemu ta doniczka nie mogła być plastikowa ? Prevc nic nie zrobił sobie z tego wszystkiego tylko wykorzystując moją chwilowa dekoncentracje , szybko pocałował mnie i wsunal mi jezyk do buzi. Chcąc , nie chcąc , odepchnelam go od siebie na co zareagował olbrzymim smutkiem . Chciałam się z nim podroczyc odmawiając mu tego czego oboje pragneliśmy od tak dawna, jednak tak naprawdę skrzywdzilam tym tylko siebie , ponieważ wiedziałam ze on zachowa się w najbliższym czasie tak samo . I tam to będzie teraz wyglądać ? Nasze gierki ,podstępne zagrania i namiętne pocałunki budzące porządanie , po to aby pewnego dnia zapewne przez przypadek lub pod wpływem chwili wylądować w łóżku ?
- Przestań - odwrocilam głowę w drugą stronę - Nie w święta .
- Czemu nie ? - uśmiechnął się zalotnie ,jednak nie ukeglam jego wpływom - Dobra , a kiedy ?
- Nie wiem - wzruszyłam ramionami i dopiero teraz zdalam sobie sprawę z tego jak glupio to zabrzmiało.
Zaraz zrobi się jeszcze glupiej i dziwniej . Ehh. Czyli znowu zachowałam się jak idiotka ? Ale nie mam się czym przejmować , bo Peter juz zdążył się chyba do tego przyzwyczaić . Nagle jedne z. drzwi się otworzyły , prawdę mówiąc nie wiedziałam , które i kto nam przeszkodził, ale w głębi serca byłam mu bardzo wdzięczna za przerwanie tej nieprzyjemnej sytuacji.
- Wszystko okej ? - uslyszalam kobiecy głos i zobaczylam rodzicielkę przecierajaca zaspne oczy.
- Tak mamo, tylko wywalilam przez przypadek kwiatka.
- Ohh , gluptasku - kobieta usniechnela się i zobaczyłam , ze pokój powoli się rozswietla - Trzeba było zaświecić światło.
- Stina nie chciała nikogo obudzić - wtracił Słoweniec ledwo słyszalnie - Dopiero wrocilismy.
- I jak , fajnie było na pasterce ? - moja rodzicielka nie zwazala chyba na późną porę , ponieważ rozmawiała z Prevc w najlepsze- Bardzo się różni od waszej ?
- Tak trochę ...
- Opowiesz mi o tym rano. Dobranoc - mama usmiechnela sie i zamknęła za sobą drzwi . Widziałam jak mruga do mnie i domyslilam sie o co jej chodzi , jednak wbrew jej oczekiwaniom ta noc nie będzie dla mnie i Slowwenca upojna.
Chłopak tez dostrzegł jej zachowanie i tylko minął mnie szybko idąc do swojego pokoju i, mówiąc tylko chłodne dobranoc.
Zapewne skoro oficjalnie jeszcze nie jesteśmy razem nikt ma nie wiedzieć o naszym zawiązki .

***
Wlozylam ostatnie cieple ubrania do walizki i i zapielam zamek.
- Okej , chyba wszystko - stwierdzilam i zamknelam swoja kremową szafę z lustrem .
- Mam wziąć coś szczególnego ? - zapytała Megan wygrzebujac z szafy kolorowe sukienki - Wiesz .. Jakbysmy szly gdzieś na sylwestra . - A zaprosił nas ktoś ? - warknelam i usiadlam na łóżku wpychajac do walizki kolejna część Pamiętników wampirów. Moja reakcja była zbyt przesadzona, ale ostatniego dnia świąt 26 grudnia gdy przyjechała dalsza część rodziny ktorej zbytnio nie lubialam i praktycznie nie widywalam . Moja ciotka zaczęła mnie męczyć pytaniami czy juz mam chłopaka, czy może to jest któryś z naszych zagranicznych gości , a mi było naprawdę ciężko poraz kolejny odpowiadac na te same pytania . W pewnym momencie musiałam wyjść z pokoju , gdy zaczęła mi narzekać na to, ze marnuje sobie życie , ze powinnam juz mieć dziecko ( z czym oczywiście przesadziła ), a przynajmniej juz wyjść za mąż. A potem zaczęła chwalić swoja córkę zaledwie o rok starsza odemnie i twierdziła, ze powinnam brać z jej córeczki przykład . Nie ma to jak rodzina . Osoby które widujemy raz na jakiś czas na weselach , pogrzebach ,chrzcinach czy ślubach . Czyli innym słowem rodzona do zdjęć , jak ja to mówię.
- No .. myślałam o imprezie ze skoczkami na która zapraszał nas Kenneth. Chyba pojdziemy , tak ?
- Nie wiem . Ja nigdzie nie idę.
- Musisz tam iść. Jesli Ty nie idziesz to ja też nie - blondynka popatrzyla na mnie poważnie i odlozyla sukienkę, którą przymierzała na łóżko.
- Wielka szkoda - wzruszylam ramionami i usmiechnelam się szyderczo - A Kenneth tak bardzo chciał z Tobą zatańczyć. No ale dobra, możesz ze mną zostać w pokoju hotelowym i oglądać jakiś nudny film miłosny o wampirach .
- Czy ja dobrze słyszę ? Przyznalaś, ze wampiry są głupie ? No proszę . Widzę , ze ktoś się tu zmieni w ostatnim czasie.
- Głupie są dla Ciebie , no ale co do.tej zmiany masz racje - podeszlam do okna i obserwowalam spadające płatki śniegu - Peter mi marudzil , że wolę czytać książki niż z nim rozmawiać . - Ty tak zawsze robisz Stina - Megan podeszła do mnie i przysiadla na parapecie - Jak temat jest niewygodny to go.zmieniasz , a jak ktoś Cie wkurza to odrazu się zamykasz w tych książkach .
Wiem, ale czasem się poprostu nie da - wytlumaczylam się szybko i przewrocilam oczami - Wiesz o co mi chodzi ?
- No właśnie nie - blondynka odeszła od okna i chwyciła swoja walizkę z która już wyszła na korytarz . Ja również chwycilam swój bagaż i udalam się w stronę kuzynki - Domyślam się , że chodzi o Prevca .
Niestety dziewczyna znowu miała rację. Troszkę olewalam rodzinę w święta i skupialam cala swoja uwagę na Slowencu, który byl trochę na mnie zły , chociaz to ja się powinnam na niego wsciekać. Mówi , ze mnie kocha , że chce ze mną być , ale tak naprawdę nie zapytał się mnie o to czy chcę być jego dziewczyną. Lekko przytaknelam Megan na pytanie , na co dziewczyna pokrecila glowa . Czy to naprawdę tak dziwnie, glupio i zalosnie musi wyglądać , jakbym się mu narzucala ? Stina dziewczyno weź się szanuj . Miejze trochę godności . Jakby to powiedziała moja babcia " chłopak sam powinien ubiegać się o wzgledy dziewczyny . ". Babciu nie bylabys ze mnie dumna .


***
Siedziałam w samolocie obok Daniela , który sobie słodko spał i Megan , która wbrew swoim oczekiwaniom nie zajmowała miejsca obok ukochanego Norwega , ponieważ wyprzedził ją Prevc .
Podróż z Austrii do Niemiec nie była długim lotem , ale i tak trochę mi się nudziło. Pogoda typowo zimowa, mogłam się jedynie cieszyć z tego , że nie nastąpiła żadna śnieżyca ,która opóźniła by nasz lot. Megan słuchała piosenek na mp3 , a Tande odrazu po wystartowaniu udał się do krainy Morfeusza . Ja oparlam głowę o szybę i wspomnienia minionych kilku dni same nasunely mi się na myśl .

24 grudnia
Razem z Peterem ubieralismy choinkę. Zwykła , świąteczna czynność , a potrafi sprawić aż tyle przyjemności i radości , gdy wykonuje się ją z ukochaną osobą. Wyjełam kolorowe ozdoby z kartonowego pudełka i rozlozylam je na podłodze . Zakładając kolejne ozdoby rozmawiało nam się coraz lepiej i weselej.
- Co roku mamy ten sam zwyczaj - zaczął Prevc i zawiesił na drzewku bombkę której nigdy wcześniej nie widziałam - Każdy zawiesza na choince bańkę z marzeniem , które chce żeby się spełniło .
- Tutaj jest Twoje ? - zapytalam i wskazałam palcem na szklaną złotą kulkę w której była mała karteczka zwinięta w rulonik.
- Moje marzenie właśnie stoi przede mną - uśmiechnął się szczerze i lekko zarumienił . Zrobiło mi się ciepło w sercu i podeszlam do niego i szybko go pocałowałam. Peter odwzajemnia mi tym samym. - To co napisałeś tam ? - przyciągnęłam go do siebie i objęłam go w pasie .
- Tajemnica - wyszeptał mi wprost do ucha , a po chwili poczułam lekkie pocałunki na moim uchu - Kiedyś się dowiesz .
- Oby się spełniło .
- A to już zależy tylko od Ciebie .
- Fajnie być czyimś marzeniem - stwiwrdzilam szczerze i zalozylam gwiazdę na szczyt choinki - Ale juz przestań mi schlebiać , bo się czerwienię. Ciekawa jestem o czym marzyles zanim mnie poznałeś ?
- O tym co już mam - uśmiechnął się tajemniczo i wzruszył ramionami - Jak każdy młody skoczek chciałem wygrywać jak najwięcej konkursów i skakać jak najdalej i najlepiej. W sumie już dużo osiągnąłem , ale tak naprawdę najważniejsze jeszcze przede mną.
- Co Ci chodzi po głowie Panie Prevc ? - zaczęłam się głośno zastanawiać i ubierać drzewko w lampki - Największe marzenie każdego skoczka. Coś najważniejszego w sezonie . Hmm. Czyżby Kryształowa Kula ?
- Brawo Ty Sherlocku Holmsie - położył w pełni ubraną choinkę na stoliczku - A teraz wybacz , ale idę pogadać na Skype z braćmi. Do zobaczenia na kolacji.

Podnioslam spojr spojrzenie i zobaczylam stojącego przede mną Kennetha. Norweg uśmiechnął się do Megan i patrzył na nią rozanielonym spojrzeniem .
Zamienisz się miejscem ? - zapytał i znów spojrzał na moja kuzynkę . Zanim zdazylam odpowiedzieć skoczek juz siedział na krawędzi mojego siedzenia . Po co wogole pyta ? Czy moje zdanie w ogóle cos znaczy ?
 

 
Rozdział 5

24 grudnia jest zawsze dla mnie dniem wyjątkowym. Wtedy własnie zaczynają się święta i chcę , zeby wsyztsko było dopięte na ostatni guzik. Obudziłam się około godziny 9 rano, gdy z krafiny Morfeusza wyrwał mnie dźwięk miksera ubijającego ciasto. Szybko się przebrałam i w miarę ogarnęłam w swoim pokoju, żeby skoczkowie nie musieli mnie oglądać zaspanej w piżamie.
Gdy weszłam do kuchni nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Peter i Megan ubierali się w ciepłe zimowe ubrania, co oznaczało, ze idą zapewne lepić bałwana. U nas to już tradycja. Odkąd Prevc przyjechał moja kuzynka często z nim rozmawiała i bardzo dobrze, bo zależało mi na tym, zeby go polubiła, skoro w przyszłości możemy być parą.

- Idziesz z nami ? - zapytał Słoweniec i podszedł do mnie bliżej. Ubrany jak zawsze w kolorze zielonym, ale tym razem miał na rękach białe rękawiczki z pandą, co wywołało u mnie śmiech – Z czego się śmiejesz?
- Masz moje rękawiczki – szturchnęłąm go i posłałąm mu przelotne spojrzenie – Ale ładnie Ci w nich.
- Takie męski, nie ? - Słoweniec szybko podłapał temat i zaczął żartować razem ze mną.
- Bardzo – Megan odpowiedziała na jego pytanie z uśmiechem na twarzy, po czym załozyła czapkę z pomponem na głowe – To idziemy ?

Peter przytaknął jej skinieniem głowy i wyszedł za dziewczyną. Na śniadanie postanowiłam zjeść musli, które było najprostsze do zrobienia. Zawsze je jadłam lub płatki, gdy nie chciało mi się przygotowywać posiłku. Położyłam miskę na stole, jednak mama wygoniła mnie do pokoju, tłumacząc, ze nie ma miejsca. No cóż.. wszędzie te przygotowania..

- Chcesz nam może pomóc ? - spytał Daniel siedzący na podłodze z dziadkiem do orzechów – Twoja mama robi pychotkę.
- Życzę powodzenia z tłuczeniem tylu orzechów – uśmiechnęłam się perliście i włączyłam telewizor – Jak zjem to Ci pomogę. A gdzie jest Kenneth ?
- Ten to od rana po sklepach biega. Stwierdził, że nie kupił zadnych prezentów i teraz musi to zrobić – Tande przewrócił oczami i westchnął – Wymiguje się od pracy , jak zawsze.

Po posiłku usiadłam na podłodze obok Norwega i zaczęłam trzeć orzechy włoskie na tarce. Podziwiałam mamę za kreatywność. Zawsze przygotowywała różne wymyslne potrawy, które nie tylko dobrze wyglądały ale i smakowały. Ja natomiast też gotowałam, a raczej bardziej piekłam ciasta, ciasteczka i przygotowywałam desery. To wychodziło mi najlepiej. Nie nawidziłam gotować, gdy ktoś był w kuchni, ponieważ wszyscy mi przeszkadzali,a w szczególniści rodzice, którzy wtrącali swoje rady na każdym kroku.

Popatrzyłam na Daniela, który wyglądał na trochę zamyślonego. On w przeciwieństwie do mnie nadal był w piżamie, dzięki czemu wyglądał bardzo słodko. Blond włosy były rozczochrane na każdą stronę, co oznaczało, ze chłopak nie zdążył się nawet uczesać. Uśmiechnęłam się , ponieważ przypomniały mi się słowa mojej rodzicielki, gdy go pierwszy raz zobaczyła : a co on ma takie ulizane te włosy ? Prawda była taka, że Tande bardzo dbał o wygląd. Przeważnie ubierał się w ubrania dresowe, które były najwygodniejsze, ale najwięcej uwagi poświęcał fryzurze.

- Nie wyspałem się – zaczął i ziewnął głośno . Widziałąm zmęczenie na jego twarzy, a oczy same mu się zamykały – Wszystko przez Prevca i twoją kuzynkę.
- A co oni znowu zrobili ? Strasznie się ich czepiasz od wczoraj.
- Bo wczoraj wieczorem , no gdyby to jeszcze wieczorem było a nie o pierwszej w nocy.. - Norweg pokiwał poirytowany głową i ścisnął w ręce jednego orzecha , którego skorupka szybko pękła – Widzisz ile mam siły ?
- Napewno przegrałbyś ze mną, gdybyśmy się siłowali – uśmiechnęłam się perliście i odrzuciłam włosy na plecy – To co oni Ci znowu zrobili ?
- Aaa.. no tak. Wczoraj oglądali jakiś film i się śmiali na pół domu – popatrzył na mnie zdziwiony z podejrzliwością w oczach – Naprawdę niczego nie słyszałaś ? Czy może udawałaś, że nie słyszysz?

Teraz to ja na niego popatrzyła zdziwiona. Serio ? Gdybym wiedziała, ze Megan jest sam na sam z Peterem w jednym pokoju, leżąc zapewne w jednym łóżku i oglądając film , napewno bym co żrobiła, żeby im przeszkodzić. Pewnie odłączyłabym wifi, albo poszła do pokoju kuzybki i chciała oglądac z nimi. No cóz.. Jestem zazdrosna o słoweńca. A pozatym ktoś się jej podoba, jakis skoczek, ale nie wiek kto. Chciaż mam pewne domysły..

- Stopery – oznajmiłam spokojnie i przewróciłam oczami. Norweg pokiwał głową ze zrozumieniem, jednak ja nie zamierzałam mu tak szybko dać spokoju. - O co Ci chodziło z tym, że udawałam, że nie słyszę ?
- Znaczy się ja.. miałem na myśli to , że on może jej się podobać – wyjasnił trochę mieszając sie we własnych słowach – Wiesz. Spędzają ze sobą tyle czasu, tak dobrze się dogadują i..
- Nie- zaprzeczyłam stanowczo powanym tonem – Według mnie to jej podoba się Kenneth.
- Gangnes ? - Tande nie mógł uwierzyć w to co przed chwilą powiedziałam.
- Tak on. Przecież z nim też spędza dużo czasu. Dobra zresztą nieważne.

W tej właśnie chwili do domu wrócił Kenneth z kilkoma reklamówkami. Razem z Danielem powitaliśmy go życzliwymi uśmiechami. Gangnes położył zakupy na łóżku i rzucił się zmęczony na pieprzynę.

- Padam – westchnął ciężko , ściągając z siebie kurtkę – Czekać godzinę w kolejce do kasy ? Nie ma to jak święta.
- Mówiłem Ci , kup coś w Norwegii – uśmiechnął się dumnie Tande i poprawił kosmyk włosów , który własnie opadł mu na czoło.
- I jeszcze się nie wyspałem ...
- Ty też ? - zapytałam i popatrzyłam na Kennetha. Okej , rozumiem, ze jedna osoba może się nie wyspać, ale dwie ?I to jeszcze pod jednym dachem.
- Tak. Prevc z Twoją kuzynką o 6 rano znosili sanki ze strychu- wstał z łózka i zaczął rozpakowywać chwilę wcześniej położne zakupy. Widać, ze nie miał dla siebie miejsca – Nie będę obgadywał swojego przyjaciela, ale no kurde. Jak chce poderwać Megan to niech na kolacje z nią idzie, a nie na sanki.
- I niech da ludziom w nocy spać – dokończył Tande i wzruszył obojętnie ramionami.

Cała rozmowa z nimi była dla mnie trudna. Zabolało.. Czy dla wszystkich to było takie oczywiste, ze Petera i Megan może coś łączyc? Nie. To nie może być prawda. Potrząsnęłam głową, odrzucając złe myśli i wyszłam z pokoju. Nie chciałam już słuchac domysłów Norwegów na temat " nowej pary ". Podeszłam do okna w kuchni i patrzyłam jak słoweniec z moją kuznką dobrze się razem bawią. Rzucali w siebie śniegiem, bili się w śniegu i lepili bałwana. Naprawdę wyglądali jak para.. To ja powinnam tam być z Peterm ,a nie Megan. Zacisnęłam zeby i powstrzymywałam napływające do oczu łzy. Przecież nie mogę rozbeczeć się przy wszystkich. Spuściłąm głowę i ku mojej radości wyszłam niezauważona z kuchni.

Wróciłam do swojego pokoju i zamknęłam drzwi na klucz. Okryłam się ciepło kołdrą i wzięłam do ręki książkę, którą już zaczęłam czytać. Ułożyłąm się wygodnie , jednak zamiast czytac zaczęłam płakać i snuć najczarniejsze plany, jak to Peter oświadczy się Megan i będą żyć długo i szczęśliwie, a ja do końca zycia będę sama. Uśmiechnęłam się do siebie, na wspomnienie dnia, które odegrało ważną rolę w moim zyciu.

Była już połowa lipca. Każdy dzień był coraz cieplejszy i piekniejszy. Leżałąm na bujanej huśtawce przed domem i czytałam " Pamiętniki wampirów ". Czy tylko ja czytam ksiażki o miłości ? Nic na to nie poradzę, ze jestem romantyczką, chociaż w miłość od pierwszego wejrzenia nie wierzę. Ptaki ćwierkały wesoło, a Killer szczekał na jakichś turystów. Patrzyłam w błękitne niebo, które przeszywały przelatujące samoloty. Na dziś już koniec skoków. Och.. Jak ja bym chciała poznać jakiegoś skoczka na żywo. Z zamyslenia wyrwał mnie Stefan, który stał nademną i uśmiechał się do mnie.

- Zasłaniasz mi słońce – zrobiłam krzywą minę i przyjrzałam się mu uważnie. Dobrze znam ten wtraz twarzy. Aż za dobrze.- Dobra, czego chcesz?

Stefan jest skoczkiem narciarskim. Co prawda nie skacze jeszcze w kadrze narodowej, ale w kadrze B, to kibicuję mu z całego serca. Co prawda, nie byłam ani razu na zawodach Pucharu Świata, tylko na Pucharze Kontynentalnym, dlatego nie znałam żadnego znanego skoczka. Znam za to Stefana Krafta, wschodzącą gwiazdę.

- Pojedziesz ze mną do Wisły ? - zapytał, a raczej poprosił i zrobił minę słodkiego szczeniaczka. Nie nawidzę go za to, ponieważ nie potrafie mu wtedy odmówić .
- Do Wisły ? Do Polski ?! A po cholerę – przekręciłam się na drugą stronę i przysłoniłam ręką oczy , żeby słońce mnie nie raziło.
- Na zawody- wyjaśnił Kraft i już siedział obok mnie. Udawałam, ze nic nie robię sobie z jego obecności chociaż nie było to łatwe, ponieważ Austriak szturchał mnie ciągle w bok.
- No dobra.. Ale, chwilunia.. - wstałam i przyhrzałam się rozpromienionej twarzy skoczka – Przecież tam jest Letnie Grand Prix. To po co my tam mamy jechać ?
- Nie uwierzysz – uśmiechnął się i zaczął szarpać mnie za rękę, ale po chwili się uspokoił – Trener kadry A mówi, ze bardzo dobrze idzie mi w PK i chce mnie zobaczyć na LGP. Chce widzieć jak mi pójdzie w letnim cyklu, a kto wie. Może w zimie będe skakać w PŚ ?
- Nprawdę ?! - prawie podskoczyłąm z radości i uścisnęłam go mocno – Wiedziałam, ze coś z Ciebie będzie.!

Dwa dni później byliśmy już w Polsce , a Stefan nie mógł się doczekac na pierwsze swoje zawody tak ważnej rangi. Byłam z niego taka dumna. I o dziwo, skoczył naprawdę dobrze. Po zawodach, gdy Kraft odbierał gratulacje za taki świetny debiut( ponieważ konkurs w Wiśle zakończył na jakże dobrym 10 miejscu) podszedł do niego Michael Hayboeck z gratulacjami i wyrazami uznania. Chłopcy długo rozmawiali, a później poszli nawet na piwo, więc ja zostałam sama przy skoczni.
Usiadłam na jednej z ławeczek i wyjęłąm aparat. Obiecałam Megan , że porobię jakieś zdjęcia na jej bloga o skokach. Później wyjęłam moją ukochaną książkę o wampirach i gdy już przy skoczni nie było prawie nikogo, przeniosłąm się do świata ksiażki.

- No nie wierzę – usłyszałam za plecami męski głos, a gdy się odwróciłam zobaczyłam jakiegoś chudego blondyna w czarnej koszulce i spodenkach – Myslałem, że tylko ja coś takiego czytam.
- Serio ? - zapytałam i podniosłam się zamykając książkę- Myslę, że to nie w Twoim stylu.
- Masz rację- przytaknął głową i usiadł obok mnie – Poprostu chciałem do Ciebie zagadać.

Cwanie.Musiał mnie obserwowac od jakiegoś czasu. Popatrzyłam na blondyna , który miał ubrane okulary i czapkę z daszkiem. Wyglądał na miłego, ale przecież nie mogę go ocenić,skoro go nie znam.

- Daniel jestem – przedstawił się uśmiechając się szczerze.
- Stina – podałam mu rekę i odwzajemniłam uśmiech- Daniel Andre Tande ?

Gdy przytaknął nie mogłąm uwierzyć w swoje szczeście. No to wreszcie poznałam jakiegoś skoczka. I to fajnego. I ładnego. I naprawdę miłęgo.

- Jesteś może z Norwegii ? - zapytał. Widziałam jak uwaznie mi się przygląda , jednak ja zbyt się nie mogłam mu przyjrzeć. Chciałam zobaczyć jego oczy, co było niemozliwe, ponieważ miał założne okulary.
- Przyjechałam z Austrii.
- Dziwne.. Bo masz takie norweskie imię – uśmiechnął się, czym rozbawił i mnie.
- Mój tata pochodzi z Norwegi, ale mieszkamy w Austrii- wyjaśniłąm i schowałam książkę do plecaka – Dlatego tez znam dobrze norweski.
- Serio ? To po co ja się męczę z angielskim – uderzył ręką w czoło i wstał – Idziemy na kawę ?
- Z przyjemnością – bez chwili namysłu zgodziłam się na propozycję Noorwega.



- Stina ! Stina ! - usłyszałam pukanie do drzwi i przetarłam oczy. Miałam czytać książkę, a nie wspominać i spać. Która już godzina? 14 ?! O kurde.. Obiecałąm pomóc mamie. Leniwie wstałam z łózka i szybko otworzyłam drzwi.
- Czego ?! - zapytałam ostro. Ku mojemu zdziwieniu za drzwiami stał Peter, który był lekko zmieszany. Minęłam go szybko i wyszłam z pokoju.
- Coś się stało ? Co tak uciekłaś do pokoju ?- dopytywał się , gdy schodziliśmy po schodach.
- Czytałam- odpowiedziałam be żadnych emocji nawet nie odwracają się w jego stronę – A co ?
- Szukałem Cię – chwycił moją rekę przez co zatrzymałam się w miejscu – Unikasz mnie. I nie zaprzeczaj, przecież widzę co się dzieje.
- Naprawdę ? - mój głos był piskliwy, a w oczach znowu zbierały mi się łzy. Czemu ja go muszę kochać ? - Nie umiesz mi tego powiedzieć prosto w twarz?
- C..co ?
- Kochasz ją ? - podeszłam do niego bliżej nie odrywając wzroku od jego oczu – Nie potrafisz mi tego powiedzieć, że czujesz coś do Megan, dlatego ..

Nie pozwolił mi skończyć, przykładając swoje usta do moich. Przysunał się do mnie bliżej, popychając mnie na ścianę. Jedną rękę oparł na ścianie , tuż nad moim ramieniem , a drugą złapał mnie w tali. Przymknęłam oczy, delektując się miękkością jego ust. Na początku jego pocałunki były delikatne, które skłądał powoli jakby chciał wzbudzić we mnie uczucie. Z każdą chwilą i każdym kolejnym pocałunkiem czułam więcej miłości i pragnienia, pożądania. Obie ręce zarzuciłam na szyję chłopca i otworzyłam oczy, patrząc na jego śliczne włosy. Był tak blisko, tak blisko.. Teraz mogę go dotknąc ? Mogę zrobić to na co mam ochotę od tak długie czasu ? Zaryzykuję..
Podniosłam jedną rękę do góry i zaczęłam się bawić włosami Prevca. Były takie miękkie i miłe w dotyku. Wyczułam od Słoweńca zapach perfum, które dla niego wybrałam. Delikatnie dotknął moich pleców i przesunął swoją rękę od karku w dół. Więcej. Chcę więcej..

- Nie wiem, co sobie pomyslałaś, ale..
- Nic nie mów, tylko mnie pocałuj – nie pozwoliłam mu skończyć. Nie chciałam wyjaśnień. Chciałam Słoweńca. Tu i w tej chwili.

Chwyciłam za kołnierzyk jego kuszuli i zaczęłam powoli rozpinać guziki. Peter wcale nie pozostawał mi dłużny, Czułam jak jego ręce rozpinają pasek moich spodni i wślizgują się pod moją bluzkę. Przyciągnęłam go bliżej i delikatnie przeciągnęłam ręką po wubrzuszeniu, które powstało z jego spodniach. Chciałam tego i on tego też chciał. Chciałam mu się oddać cała, może niekoniecznie tu na klatce schodowej.

Gdy poczułam jego chłodne place na swojej skórze w okolicach stanika wzdrygnęłam się lekko i zaczęłam się wić pod wpływem kolejnych jego dotyków. Peter widocznie uznał to jako zachętę do zabwy , bo poczułam jak odpina mój stanik przez co na chwilę byłam zakłopotana. Nie mogę mu przeciez pozostać dlużna. Delikatnie wsunęłam język do jego ust i przesunęłam koniuszkiem po jego dolnej wardze. Nie musiałam czekac długo a reakcję, ponieważ nasze języki po kilku sekundach sie dotknęły.
Poczułam jak Peter rozpina rozporek moich spodni , dlatego połozyłam rekę na jego klatce piersiowej, chcąc go powtrzymać.
- Nie tutaj- wyszeptałam.

Prevc podniósł mnie do góry i posadził na swoich biodrach, a ja zacisnęłam swoje nogi wokół jego pasa. Powoli przemieszczalismy się w stronę mojego pokoju , jednak nie doszliśmy do niego ponieważ kolejna fala uczuć zalała nasze ciała. Byłam oparta o drzwi pokoju plecami i juz trzymałam klamkę. Oboje zamknęlismy oczy , a ja z coraz większym pożadaniem odczuwałąm kolejne pieszczoty skoczka. Nerwowo kręciłam kluczem w zamku drzwi , który nie chciał się otworzyć. Żałuję, że zamknełam te drzwi na klucz. Nie, w sumie to nie mój pokój tylko Daniela. Pomyliłam drzwi.

Nawet nie słyszałam kroków nadchodzącej osoby. Ktoś stanął przy nas.

- Nie chcę przeszkadzać, ale muszę wejsć do pokoju – usłyszałam Tande stojącego obok nas , który próbował się dostać do drzwi. Szybko zeskoczyłam ze słoweńca, a ten odsunał się odemnie. Czułam się jak nastolatka przyłapana przez rodziców na seksie.

Gdy za norwegiem zamknęły się drzwi, stałam naprzeciwko Petera nie wiedząc za bardzo co zrobić. Popatrzyłam na niego i zauwazyłam, ze nie ma już w nich tych iskierek, które widziałąm, jeszcze przed momentem. Daniel rozpieprzył nam cały nastrój i taką miłosną scenę. Ehh.. Podeszłam szybko do Prevca i pocałowałam go przelotnie.

- Kochasz mnie ? - zapytałam i czekałam niecierpliwie na odpowiedź.
- Kocham Cię od dawna – odpowiedział cicho do mojego ucha, a na mojej twarzy pojawił się zwycięski uśmiech – Pokochałem Cię już wtedy, gdy na mnie wpadłaś. A z każdym dniem stawałaś się dla mnie coraz ważniejsza.


 

 

Można ? Można !
Haha Autograf i czapeczka przyszły w dwa dni priorytetem ^-^
 

 
Rozdział 4

- Czemu nie chciałaś wziąść ? - zapytał Peter , gdy już siedziałam obok niego w samochodzie. Zauważyłam , że zerka na mnie ukradkiem prowadząc samochód.
- Patrz na jezdnię – upomniałam go i przewróciłam oczami – Zapewne już ubrudziłam Ci nowe auto.
- Nie żartuj – uśmiechnął się i po raz kolejny popatrzył na mnie, a ja poczułam, ze się czerwienię – Jesteś o wiele ważniejsza niż to auto.
- Dobrze wiedzieć – odpowiedziałąm mu bez żądnych emocji , chociaż naprawdę nie mogłąm uwierzyć w słowa słoweńca. - Jak nabrudzę to posprzątam..


Słoweniec popatrzył na mnie z niedowierzaniem i skręcił na parking pod supermarketem,a po chwili wyłączył silnik.
- Idziesz ze mną ?
- Mogę się przejść – wzruszyłam ramionami i wysiadałam z samochodu. Co prawda nie chciałąm iść w żadne miejsce gdzie są ludzie, ale nie chciałam zostać sama w jego aucie. Jakoś tak dziwnie.

Pogoda nie zdążyła się zbytnie zmienić, wręcz przeciwnie, padało coraz mocniej. Mi jakoś było to obojętne , poniewaz i tak byłam mokra, ale Peter rozłożył parasol i podał mi swoje ramię, które niechętnie chwyciłam. Wyglądaliśmy jak para idąca sobie razem do sklepu na zakupy. Bardzo chciałabym żeby tak właśnie było.

Peter poszedł do działu z pieczywem, a ja przeglądałam perfumy w dziale kosmetycznym. Prawdę mówiąc nie zamierzałam robić zakupów, ale dwie buteleczki perfum bardzo mi się spodobały. Jedne kwiatowe dla Marry, a drugie egzotyczne dla mnie. Pozatym zobaczyłam też różowy żelowy lakier dla mojej kuzyki Megan i mimo wszystko wrzuciłam to do koszyka. Odpięłam kieszeń , zeby wyjąć portfel i trochę się rozczarowałąm, ponieważ moja kieszeń byłą pusta. Musiałam go zostawić w torebce . A torebka jest w aucie Prevca. Kurde.. Pozostały mi dwie opcje, pierwsza nie robienie zakupów a druga...

- Mógłbyś mi to kupić, a ja Ci potem oddam ? - zapytałam i popatrzyłam na niego i zobaczyłam uśmiechniętego Prevca. Mam nadzieję, ze sobie źle o mnie nie pomyśli i, że po raz kolejny nie zrobię z siebie idiotki jak dotąd.
- Kupię jeśli mi pomożesz – odpowiedział i puścił do mnie oczko, a ja uniosłam jedną brew do góry , więc kontynuował – Wybierz dla mnie jakieś perfumy i coś na prezent dla Tepesa, bo jutro ma urodziny.
- Załatwione – uśmiechnęłam się i pociągnęłam go w miejsce w którym jeszcze przed chwilą stałam . Przegładalam każdą pułkę z perfumami i sprawdzałam każdy zapach, fiolka po fiolce. Prawdę nie wiedziałam jaki zapach lubi Prevc, ale postanowiłam zaryzykować i zdać się na instynkt. Pamiętał, ze ostatnio na imprezie pachniał dość mocno i intensywnie.
- No proszę , proszę. Jakie skupienie – zaśmiał sie i szturchnął mnie w bok. Odpowedziałam mu uśmiechem i przelotnym spojrzeniem- Dobra nie przeszkadzam Ci. Widzimy się za 15 minut przy kasie numer 4 .

15 minut ? Na wybór perfum i prezentu dla Tepesa ? O ile kupno perfum będzie dla mnie przyjemnością, nie mogę powiedzieć tego samego o prezencie dla słoweńca. Ej no ale chwila ? Co ja mam wogóle dla niego wybrać ? I w jakiej cenie ? Nim zdążyłam zapytac o to Petera, skoczek zniknął gdzieś z mojego pola widzenia. No cóż. Poradzę sobie. Nieraz musiałam robić zakupy dla Tande czy Hayboecka, albo wybierać prezenty dla Krafta, jeśli chłopcy nie wiedzieli co austriakowi kupić.
Z nieiwelkim spóźnieniem dobiegłam w wyznaczone miejsce, gdzie Peter stał oparty o koszyk i uśmiechał się zalotnie. Nawet do sklepu nie zdjął tej swojej czapeczki, ale jak zawsze wyglądła zabójczo w przeciwieństwie do mnie, brudnej dziewczyny biegajacej po supermarkecie. Widać było, ze cała sytuacja go bawiła, przez co i an mojej twarzy pojawił sie uśmiech.

- Nie musiałaś się tak spieszyć – stwierdził i odebrał odemnie zakupy . Dla niego wybrałam perfumy marki Hugo Boss, których się już dość nawąchałam, a dla Tepesa czarby podkoszulek z białym napisem " hero " czyli bohater, i pozłacany zegarek- W sumie nawet miło się czekało.
- Naprawdę ? Teraz mi to mówisz? - zapytałam szybko łapiąc oddech i przeszłam z drugiej strony lady, zeby pakować zakupy do koszyka.
- Jakaś kobieta myślała, ze tutaj pracuje i chciała, żebym pomgł jej zlaleźć tampony w dziale kosmetycznym – na te słowa słoweniez wzdrygnął się i pokował głową jakby chciał o tym jak najszybciej zapomnieć - I jeszcze fanki rzuciły się na mnie z telefonami, zeby zrobić sobie ze mną selfie.
- Rozumiem, to " miło " to był sarkazm – czy ja naprawdę nie jestemw stanie oagarnąc tego co on do mnie mówi? Kobieto , skupże się , bo źle odczytasz jego intencje.

Później zapakowaliśmy zakupy do samochodu i Peter odwiózł mnie pod hotel. Całą trasa minęła nam bardzo dobrze, ciągle rozmawialiśmy, żartowaliśmy i śpiewaliśmy piosenki, które leciały w radiu. No o ile to można nazwać śpiewaniem. Cięzko było mi się z nim roztsać , więc zanim wysiadłam z samochodu pocałowałam go szybko w usta i takim sposobem skradłam mu pocałunek. Niz zdążył zareagować , ja już wchodziłam do hotelu.

***

Nastepnego dnia dostałam smsa od słoweńca i trochę czasu zajęło mi ustalenie od kogo ma mój numer. Nie miałam za złe Danielowi, ze podał mu mój numer, ponieważ cieszyłam się, że mogę mieć z Prevcem jakiś kontakt.

Peter : Dzięki za przysługę. Jurijowi bardzo się podobał prezent. Powiedziałem mu, że pomogłaś mi go wybrać.

Stina : Polecam się na przyszłość. Noi zapomniałam Ci oddać kasę za perfumy.


Peter : Potraktuj to jako prezent

Stina : Dzięki, ale i tak Ci oddam Dozobaczenia na Turnieju Czterech Skoczni.

Peter : Muszę znaleźć sobie jakiś hotel w Austrii. Polecasz coś ?

Stina : Jesli jesteś zainteresowany to zapraszam do siebie na święta. Moja rodzina z chęcią Cię pozna.

Peter : Brzmi kusząco, ale nie chcę Wam przeszkadzać w święta.

Stina : Nie będziesz przeszkadzać . Pozatym Tande i Gangnes też przyjeżdżają,więc będzie fajnie. Zastanów się i mi odpisz w ciągu najbliższych dni.

Peter : Wszyscy wbijają do Ciebie na święta ? To wesoło tam macie


Sama nie wiem dlaczego mu to zaproponowałam, ale chciałam spędzić z nim święta. Tak poprostu. Jeśli się zgodzi będę musiała mu kupić prezent, ale z tym sobie poradze. Tym razem nie wybiorę dla niego perfum. Chociaż ostatnio trfaiłam w zapach, który mu się spodobał.

Na odpowiedź Prevca nie musiałam długo czekac, bo już następnego dnia napisał mi, ze jesli to nie problem to z chęcią przyjedzie.

***

Wreszcie nadszedł grudzień. Tego roku zima była dość mroźna. 20 grudnia przyjechałam do mojego rodzinnego domu w którym mieszkam , w Salzburgu, w Austrii. Odrazu po przyjeździe zabrałam się za porządki domowe, musiałąm posprzątać pokoje dla gości i ogarnąc w miarę swój pokój, ściągając ze ścian plakaty siatkarzy i skoczków, bo jak to mówi moja mama " nie pasuje, żeby takie coś wisiało jak goście będą ". Na nic się zdaly negocjajce , ponieważ moja rodzicielka i tak by postawiła na swoim. Dlatego plakaty zniknęły z wystroju mojej sypialni.

Kolejnego dnia zabrałam się za kąpiel swoich psów. Jeden był tulko mój, mały kremowy piesek rasy chihuahua imieniem Papi, którego kupił mi tata , gdy skończyłam studia. Drugi pies należał do moich rodziców, chociaż tak naprawdę lubił tylko tatę i moją siostrę. Był to potężny owczarek niemiecki, którego nie można było tak łatwo wykąpać.

Czemu zawsze ja muszę kąpać psy ? - zapytałam oburzona , ocierajac psi szampon z twarzy. Byłam cała mokra i w pianie,a Papi nadal suchy. Bardzo kochałąm tego pieska, ale jeśli chodziło o kąpiele to z przemilutkiego pieska robił się demon.
- Nie narzekaj, bo nie zdążysz tu posprzątać zanim chłopcy przyjadą – moja rodzicielka skarciła mnie i uśmiechnęła się patrząc na mnie. Po chwili usłyszałam rozanieloną Megan biegnącą po schodach i krzyczącą , co oznaczało, że mamy gości – No proszę, przyjechali. Chodź się przywitać.
- Mamo..
- No dobra, zejdziesz jak skończysz.

No pięknie. To moja rodzinka będzie sob ie rozmawiała z norwegami,a ja muszę psy kąpać.
- Dobra Papi , ukąpiemy Cię szybko bo nie mam czasu – chwyciłam kremowego pieska i włożyłam do wanny.- Super, super.. Ciekawe jak Megan zareaguje jak zobaczy tu Prevca, bo nie wie, że on tu przyjedzie.
- Gadasz z psem ? - usłyszałm za plecami męski głos i zobaczyłam Daniela stojącego w drzwiach i robiącego mi zdjęcie. - Iiii.. poszło. Fajny snap.
- Zemszczę się – syknęłam i zaczęłam już szorować sierść Papiemu – Jak podróż ?
- Dobrze, tylko Kenneth trochę mi głowę zawracał, że chce jechać do galerii – blondyn usmiechnła się wywracając oczami, podszedł do mnie i przykucnął – Pomóc Ci ?
- Oo, z chęcią ! - klasnęłam w ręce i dałam mu moją czerwono czarbą koszule w kratę lezącą na krześle – Masz przyda Ci się. Killer!

Po kilku sekundach do łazienki wpadł ogromny pies, który ucieszył się na widok Daniela i rzucił się na chłopaka, który tylko się zachwiał i wpadł do wanny z wodą. Popatrzyłam czy nic mu się nie stało i szybko zrobiłam mu zdjęcie.

- Zemsta jest słodka – uśmiechnęłąm się i pokazałam mu zdjęcie, na którym siedzi w wannie obok Papiego , a na jego klatce piesiowej łapy ma oparte Killer. - Dobra, koniec zabawy teraz mi pomóż.
- Nie wiedziałem, że zaprosisz Prevca.
- Ja też – wzruszyłam ramionami i skupiłam całą swoją uwagę na Papim, unikajac wzroku Tande- Poprostu chciałam, żeby przyjechał.
- Dobra mnie nie oszukasz-posłął mi znaczące spojrzenie – Ale porozmawiamy o tym później. A Twoja kuzynka rzuciła się na Kennetha,
- Co?! - popatrzyłam na niego i zamarłam. Oo, Megan błagam Cie, tylko nie zrób mu krzywdy – Ona ma trochę fioła na punkcie skoków. A raczej skoczków.
- Zauważyłem . Odrazu jak weszliśmy zaczęła wypytywać o wszystkich. A który jej się podoba ?
- A myślisz, ze ja to wiem ? - odpowiedziałąm mu pytaniem na pytanie i sama zaczęłam się nad tym zastanawiać, jednak nic mi nie przychodziło do głowy.
 

 
Rozdział 3

Wirowałam wokól Soweńca niesiona ulubionymi piosenkami. Nie zwracałam uwagi na niko innego tylko na niego i na niczym nie skupiałam swojej uwagi tylko na nim. W tej chwili nie przeszkadzała mi brudna sukienka, bolace nogi i zmęczenie. Właśnie teraz czułam się szczęśliwa i chciałam być tutaj gdzie jestem. Bardzo podobały mi się piosenki szybkie, dzięki którym mogłam być bliżej Petera, który tańczył takk blisko mnie, że czułam dobrze jak jego ciała styka się z moim.Gdy poczułam to pierwszy raz przeszedł mnie dreszcz, ale później zaczęło sprawiać mi to przyjemność. Zielonooki nie wiedział czy nie posuwa się za daleko z tą bliskością , więc cofnął się o krok, ale gdy sama się do niego przusnunęłam, aby zmniejszyć dystans między nami, na jego twarzy pojawił się usmiech.
Lubiłam wolne tańce, ponieważ można było nawiązać kontakt wzrokowy z partnerem przez cały taniec. Taniec z Prevcem był wyjatkowy. Mężczyzna na początku niepewnie chwycił mnie w pasie i spuścił wzrok, ale postanowiłam mu dodać odwagi. Stanowczo położyłam rękę na jego ramieniu i i obdarzyłam go promiennym uśmiech, a on odpowiedział mi tym samym ukazując białe idealnie równe zęby. Słoweński skoczek bardzo dobrze tańczył i zrobił na mnie wrażenie, tym jak stanowczo prowadził mnie w tańcu.

- Lubisz dominować – stwierdziłam wesoło i uważnie obserwowałam jego twarz, co nie było łatwym zadaniem z powodu zgaszonych świateł.
- Nie – zaprzeczył mi i popatrzył trochę poważnie na mnie, jednak nie mogłam nic wyczytać z jego twarzy – Lubię jak kobieta ma świadomość, że ma mężczyznę obok.
To znaczy?
- Gdybyś teraz upadła, nie śmiałbym się , tylko odrazu pomógł bym Ci wstać – powiedział prawie szeptem, a moje serce zaczęło bić szybiej. Czemu ? Czemu tak się zachowuje ?
- A ja bym się najpierw pośmiała, potem zrobiłabym Ci zdjęcie, a potem pomogłabym – niepewnie na niego popatrzyłam i wybuchłam powstrzymywanym śmiechem, a on odpowiedział mi tym samym.
- Prawdziwa dama – pokiwał głową i obrócił mnie , a ja poczułam się niczym księżniczka.

Cieszyłam się, że tańczyliśmy w tej chwili walca i byłam dość daleko od niego, bo zapewne pocałowałabym go bez żadnych zachmowań. Nasz przyjemny taniec został przerwany przez dość duże zmęczenie około godzinnym tańcem. Sama nie mogę w to uwierzyć jak ten czas szybko płynie. Podeszliśmy do okna, ktore było otwarte , a zimne powietrze przyjemnie uderzyło w moją twarz. Popatrzyłam na słoweńca, który miał już rozpięte kilka guzików śnieżno białej koszuli i trzymał drinka w ręce. Zauważyłam, że przygląda się jakiejś parze na parkiecie. Gdy podążyłam za jego wzrokiem zobaczyłam Michaela i Marry.


Moja przyjaciółka wspaniale bawiła się z Austriakiem. Czerwona obcisła sukienka, którą miała na sobie w niczym jej nie przeszkadzała, dlatego mogła wyginać się niczym kotka wokół Michaela. Sam skoczek był bardzo zachwycony zdolnościami tanecznymi czarnowłosej i z trudem dotrzymywał jej kroku. Cała sytuacja bardzo mnie rozśmieszyła, ale i bardzo mi się spodobała. Będzie z nich piękna para. Byłam bardzo zadowolona z siebie, że pomogłam przyjaciółce w pierwszym spotkaniu z blondynem, bo później już sama sobie dobrze poradziła. Co prawda , rozmawiają ze sobą dopiero od dwóch dni, ale ich rozmowy są ciągle ozywione i widać, ze mają ze sobą dużo wspólnego. Dzisiaj , gdy Michael przyjechał po Marry odrazu zaczęli niewinną pogawędkę, a przez resztę wieczoru nie odstępowali siebie na krok. Chciałabym mieć tyle odwagi co Marry. Wtedy mogłabym tak poprostu podejść do Petera i z nim rozmawiać kiedykolwiek, a nie tylko wtedy, gdy dzwinym zdarzeniem losu się spotkamy.
W pewnym momencie Michael obrócił Marry , a ona była zbyt zapatrzona w niego, żebyzorientować się co się dzieje. Dziewczyna nim zdążyła wykonać jakikolwiek ruch, dość mocno wpadła na ścianę w którą uderzyła głową. Widziałam jak szybko osunęła się na nogach, a z jej nosa pociekła struzka krwi. Goście tańczący wokół zgromadzili się w dość duże zbiorowisko i patrzyli na całą sytuację, prowadząc ożywione rozmowy i komentarze na temat Marry i Michaela. Moja przyjaciółka nie musiałą długo czekać na reakcję skoczka, bo zanim zdążyła podnieść głowę do góry blondyn klęczał już przy niej i wycierał jej nos swoją białą koszulą. Widziałam panikę na jego twarzy , więc musiałam zareagować. Gdy zrobiłam krok w przód, poczulam, że Peter chwyta mnie za rękę, więc zatrzymałam się i odwróciłam się do niego.

- Muszę pomóc Marry, bo Michael sobie z tym nie poradzi – uśmiechnęłam się, co przy słoweńskim skoczku zdarzało mi się naprawdę czesto. Gdy wypowiedziałam te słowa zobaczyłam jak na jego twarzy pojawia się lekkie rozczarowanie, jednak nic na to nie mogłam poradzić.
- Podwieźć Was do hotelu ? - zaproponował i widziałam, że jeszcze miał nadzieję na to, ze porozmawiamy. Nie zamierzałam mu odmawiać, bo nie mogłam tego zrobić, więc przytaknęłam mu głową.

Gdy podeszłam do Marry zobaczyłam, że krew spływająca z nosa nie przeszkadza jej. Dziewczyna siedziała na podłodze i śmiała się, a Michael ciągle ją przepraszał. Razem z Peterem zaczęliśmy ubierać swoje płaszcze, a gdy słoweniec wyjął z kieszeni kluczyki zawołałam Marry, żeby pojechała ze mną do hotelu.

- Koniec tej romantycznej scenki – chwyliłam się w jej stronę i podałam jej rękę, którą po chwili chwycila i już stała na równych nogach – Trzeba Cię ogarnąć.
- Wracamy już.. ? - Marry patrzyła na mnie z takim niedowierzaniem jakbym jej powiedziała, że skoki narciarskie zostały odwołane.
- Tak,Peter nas odwiezie – odpowiedziałam jej szybko i podałam jej płaszcz, który niechętnie założyła.
- To niech on odwiezie Ciebie, a mnie Michael – moja przyjaciółka nie dawała za wygraną , jednak ja też nie zamierzałam ustąpic.
- Przecież on jest zbyt pijany , żeby prowadzić – uśmiechnąłam się i popatrzyłam na Hayboecka, który patrzyła na mnie z irytacją. Mi to jednak nie przeszkadzało, ponieważ życie mojej przyjaciółki jest dla mnie bardzo ważne – Pożegnajcie się i jedziemy.

Marry przewróciła oczami, ale przyznała mi rację i po chwili, znalazła się w objęciach Austriaka. Ja z Peterem wyszliśmy na zewnątrz, a panująca pogoda zaskoczyła mnie pozytywnie. Był już wczesny poniedziałkowy ranek, około godziny 4, a na dworze nadal było ciemno. Popatrzyłam na niebo, które ozdabiały gwiazdy, a gdy przymknęłam oczy zimne płatki śniegu spadały mi na twarz. Zawsze tak robiłam, gdy pojawiał się pierwszy snieg. Zachowywałam się jak dziecko, z uśmiechem na twarzy i z zamkniętymi oczami, tylko brakowało mi jeszcze wystawionego języka. Marry doączyła do nas po 5 minutach i Peter mógł nas odwieźć do hotelu. Przez całą drogę cała trójka milczała, a w samochodzie panowałą niezręczna cisza, dobrze, że przynajmniej radio było włączone. Pod hotelem moja przyjaciółka szybko pożegnała się z Prevcem i prawie wybiegła z samochodu, ponieważ miałą zadzwonić do Michaela, gdy już będzie w pokoju. Ja wzięłam do ręki swoją torebkę i już miałam wychodzić, ale jednak coś mnie powstrzymywało. Nie coś, a raczej ktoś, kto patrzył na mnie w ten uwodzicielski sposób.

- Szkoda, że nie mieliśmy okazji dłużej porozmawiać – wyznałam i przyjrzałam sie dokładnie jego twarzy, czekając na reakcję, któa natąpiła po krótkiej chwili. Słoweniec wyjął ze schowka w samochodzie swojego srebrnego iPhone , po czym odblokował go i podał mi go.
- Daj mi swój numer, a napewno się odezwę – uśmiechnął się tajemniczo co było bardzo charakterystyczne dla niego. Nie lubiłam , gdy to robił, ponieważ cięzko mi było stwierdzić jego uczucia. Bez żadnego namyłu zapisałam mu swój numer i podpisałam " brudna sukienka", co było bardziej spontaniczne i nie przemyślane, jednak Peter nie sprawdził tego , więc zablokowałam jego telefon i mu go oddałam.
- Dozobaczenia w piątek – powiedziałam i otworzyłam drzwi samochodu.Tak bardzo chciałam zostać w jego towarzystwie dłużej, jednak musiałam pomóc Marry.
- Pa – to jedno słowo mi wystarczyło. Lubiłam, gdy ktoś mnie żegnał w ten sposób, ale gdy on to robił, było to bardzo wyjątkowe. Jest on poważnym mężczyzną, więc zapewne z każdą koleżanką jaką ma, tak się nie zegna, dlatego poczułam się wyjątkowa.

Zamknęłam drzwi i pomachałam mu , gdy odjeżdżał. Potem szybko wbiegłam po schodach do hotelu i udałam się do windy, którą dojechałam pod sam pokój.

***

Cztery dni. Dokładnie tyle czasu nie widziałam Prevca. I jestem na niego bardzo zła. Miałam nadzieję, że się do mnie odezwie, że napisze, zadzwoni.. Cokolwiek. Jednak on nie dał o sobie żadnego znaku życia. Widocznie nie jest dla niego tak ważna jak on dla mnie. Szkoda, bo znowu sobie narobiłam nadzieji, a to był tylko flirt. Ale jeśli tylko ze mną flirtował, to jest naprawdę dobry w tym, bo rozkochał mnie w sobie.

Kojelny z konkursów odbywał się w Ruce w Finlandii. Wszyscy skoczkowie przyjechali już do Skandynawii wczoraj na treningi, jednak ja przyleciałam dopiero na kwalifikacje. No cóż.. Marry bardzo zależało, żeby się jak najszybciej spotkac z Michaelem, jednak ja zawiodłam się na Prevcu , więc nigdzie mi się nie spieszyło. Gdy przyjechałam dowiedziałam się, że kwalifikacje się nie odbędą z powodu zbyt silnego wiatru. Organizatorzy wpadli na pomysł, żeby przełożyć je na jutro, ponieważ z pogodą nikt jeszcze nie wygrał.

Jak było wcześniej umówione wszyscy pojechalismy na ogromną halę sportową, która można było wynajmnować do gry z przyjaciólmi. O 16 mieliśmy się spotkać na miejscu dlateho postanowiłam przyjechac 5 minut przed czasem. Powoli przebierałam się w szatni, która była zupełnie pusta i już pomyslałam, że moi towarzysze jednak nie przyjdą. Włosy spięłam wysoko w kucyk, ubrałam biały top , a do tego rózowe spodenki. Na nogach miałam swoje ulubione różowo szare air maxy. Z pozytywnym nastawieniem weszłam na salę, która ku mojemu zaskoczeniu nie była pusta.

- No wreszcie księzniczka przyjechała – zamiast powitania usłyszałam poirytowanego Jurija Tepesa, za którym nie przepadałam i starałam się go unikać. Niestety nie przewidziałam, ze może on tutaj dziś być.
- Co wy tak wcześnie jesteście ? - zapytałam zaskoczona i połozyłam swoją butelkę wody na ławce.
- Wcześnie ? - zdziwił się Tepes , który nie wiem dlaczego wogóle się do mnie odzywał- Jest już 15 po czwartej.
- Niemozliwe – szybko wyjęłam z kieszeni telefon, który wskazywał zupełnie inną godzine. Spóźniłam się. A ja sie nigdy nie spóźniam. Zrobiło mi się trochę głupio, gdy wszyscy tak na mnie patrzyli. Byłam pewna , ze są na mnie źli, ale przecież sama bym się świadomie nigdy nie spóźniła- Przepraszam, że musieliscie na mnie czekać.
- Nic się nie stało – powiedział Daniel z usmiechem na ustach i dodał mi tym otuchy – To dzielimy się na dwie drużyny.

Gdy rozejrzałam sie po sali zobaczyłam stojącego naprzeciw mnie Petera rozmawiającego z Gangnesem. Słoweniec nie zwrocił na mnie nawet uwagi, przez co zrobiło mi się jeszcze bardziej przykro. Daniel i Michael zostali kapitanami druzyn. Michi wybrał najpierw Marry, potem Krafta, Kennetha , Tepesa, i na koniec ku mojemu zdziwieniu Petera. Cieszyłam się, że nie będę ze słoweńcem w drużynie, jednak jeszcze kilka dni temu niczego nie pragnęłam bardziej niż tego. W mojej drużynie był Daniel, Domen, Forfang, Fannemel i Manuel Poppinger, który gdy mnie zobaczył wbił swoje spojrzenie w podłogę.

- Dobra , wybaczam Ci – rzuciłam, gdy przechodziłam obok niego, a on popatrzył na mnie szybko z wdzięcznością- Ale tylko dlatego, ze jesteśmy razem w drużynie.
- Jeszcze raz przepraszam – Austriak całą swoja uwagę skupil na mnie , przez co kilka sekund później dostał piłką w twarz. Gdy popatrzyłam kto właśnie serował zobaczyłam starszego Prevca wbijającego we mnie chłodne spojrzenie. Manuel siedział na podłodze z przyłożona ręką do twarzy, dlatego pomogłam mu wstać – Ale ham.
- Ej gramy tam, a nie plotkujemy – krzyknął do nas z drugiej połowy boiska Kraft i kiwał głową poirytowany.
- Wszyscy są w złych nastrojach bo kwalifikacje odwłołali ? - zapytałam Poppiego, a ten pokiwał mi głową , co nawet nie mnie zdziwiło.- Dobra, gramy. Trzeba to wygrać.
- No napewno – na moje słowa motywacji do drużyny odpowiedział mi ponownie Stefan, który z pewnością myślał, ze przegramy.

Akurat nasza drużyna była na tyle silan żeby to wygrac. Daniel i Johann bardzo dobrze grali w siatkówkę, którą kochali tak samo jak skoki. Mi wcale nie szło gorzej od nich. Jednak musieliśmy docenić swojego przeciwnika. Michi , Kraft i Prevc też bardzo dobrze radzili sobie z tą grą, więc mecz był naprawdę zacięty. Co jakiś czas przyłapywałam się na ukradkowych spojrzeniach w stronę Petera, z którym potem spotkałam się pod siatką. Zielonooki popatrzył na mnie trochę zasmucony, ale się nie odezwał. Poprostu graliśmy.
Gdy piłka znalazła się nad siatką oboje podskoczyliśmy i opadając niechcący podcięłam mu nogi i chłopak się wywrócił. Naprawdę nie zrobiłam tego celowo. Szybko podałam mu rękę i pomogłam wstać.

- Nic Ci nie jest ? - zapytałam odrazu i popatrzyłam troskliwie na niego. Mimo, ze byłam na niego zła, to nadal się nim interesowałąm.
- Miałaś się chyba śmiać i zrobić mi zdjęcie, a nie pomagać ? - na jego twarzy pojawił się uśmiech i przypomniał mi moje słowa sprzed prawie tygodnia.
- Oh, zapomniałam, gdzie moje dobre maniery – rzuciłam szybko i idwróciłam się tyłem do słoweńca, zeby odbić nadlatującą piłkę.
- Słaba pamieć ?
- Twoja chyba równiez – popatrzyłam na niego z wyrzutem,a skoczek zmarszczył brwi. No cóż. Serce mi złagodniało, bo on jak zawsze wyglądał bardzo przystojnie. Oglądając skoki w telewizji i obserwując jego zachowanie nigdy nie widziałam tylu emocji pokazywanych przez niego , niż podczas naszych spotkań. - Chyba zapomniałeś do mnie napisać... Chyba.
- Bo podałąś mi zły numer, bruda sukienko- wyjaśnił łagodnie, ale zabrzmiało to naprawdę śmiesznie, a szczególnie ostatnia częsć zdania – Czemu tak się podpisałaś ?
- Nie byłam pewna, czy znasz moje imie – odpowiedziałam mu z uśmiechem i niepewnie popatrzyłam na niego. Jak mogłam mu podac zły numer ? Jak on to mógł odebrac ? Noi po co ja się wtedy tak spieszyłam ?
- Jak mógłbym nie znać dziewczyny z którą tańczyłem ? - gdy to powiedziała , poczułam radość i ulgę. Przeczesał włosy , po czym posłał mi pełen zyczliwości uśmiech – Dasz mi swój numer jeszcze raz ? Tylko tym razem prawidowy.
- No pewnie – odpowiedziałam mu dopiero po chwili i gdy się odwróciłam po drugiej stronie siatki nie zobaczyłam Prevca , tylko tepesa, który patrzył na mnie jak na idiotke i żałośnie kręcił głową. Nie wiem co sprawiało, ze tak go nie lubiłam , ale to było instynktowne i przychodziło samo.
Słoweniec patrzył na mnie w dziwny , cięzki mi do zinterpretowania sposób, dlatego cofnęłam się o krok do tyłu, a gdy się odwróciłam on nadal na mnie patrzył. Modliłam się, żeby ktoś z drużyny Michaela wreszcie zepsuł i żebyśmy mogli zrobić zmianę, poniewać Tepes mnie trochę przerażał. Dopiero gdy Marry dostała dość mocno piłką w palce, i jej nie odbiła nadeszła długo wyczekiwana przezemnie zmiana. Ta moja przyjaciółka to będzie cała poobijana jak tak zaraz pójdzie. Na nosie jeszcze na małą ranę po zderzeniu ze ścianą, a teraz jescze złamała paznokcia. Naszczęście nie wycierpiała się za długo, bo po 10 minutach skończyliśmy mecz naszą wygraną 3:2.

- Wygraliśmy ! – pisnęłam i rzuciłam się Poppingerowi na szyję- Mówiłam Ci, że tak będzie.
- Podobno zawsze masz rację.
- A kto tak mówi ? - zdziwiły mnie słowa Austriaka i teraz już z zaciekawieniem wypytywałam go.
- Stefan- Manuel wzruszył ramionami i popatrzył na kolegę.

Po około 30 minutach, gdy się wszyscy przebraliśmy postanowiliśmy wracać do hoteli. Było już ciemno,a na dodatek padał deszcz. Jak ta pogoda się szybko zmienia. Marry pojechała razem z Michaelem i Stefanem na pizzę, Norwegowie i Słoweńcy wrócili własnymi samochodami , tylko ja i Manuel postanowiliśmy przespacerować się. Przez chwilę rozmawiałam z Austriakiem, ale później skoczek przypomniał sobie, że musi zrobić zakupy, więc pożegnaliśmy się i każdy poszedł w swoją stronę.


Zapięłam płaszcz pod samą szyje i poprawiłam apaszkę, jednak nadal było mi zimno. Wiatr, deszcz, i zaledwie kilka stopni na plusie, więc pogoda nie sprzyjała za bardzo do spacerowania, mi to jednak nie przeszkadzało. Tak bardzo lubiłam wszelkie dary natury, a najbardziej descz i śnieg. Nikt nie chciał zmoknąć, a ja robiłam wszystko, żeby jak najdłużej pozostać na deszczu. Ciężko było to komulkolwiek wytłumaczyć, ale taka właśnie byłam. W pewnej chwili biały opel astra zatrzymał się obok mnie, a drzwi pasażera otworzyły się. Moim oczom ukazał się Peter, ubrany jak zawsze w zieloną kurtkę i czapeczkę. Uśmiechnął się do mnie i przyjrzał mi się dokłądnie.

- Wsiadaj – poprosił i kiwnął głową , żebym wsiadła .
- Nie trzeba, to niedaleko – zaprotestowałam, ponieważ nie chciałm przebywać z nim sam na sam. Moje ciało pod jego wpływem zachowywało się nieprzewidywalnie, a co dopiero być z nim w zamkniętym samochodzie.
- Cała jesteś mokra – posłał mi uwodzicielksi uśmiech , a w jego oczach pojawił się błysk – I pewnie nie ma na Tobie żadnej suchej nitki.
- Mi deszcz nie przeszkadza – odparłam z uśmiechem i zamknęłam drzwi. Nie przyspieszając kroku , przeszłam dość duży kawałek, ale samochów nadal stał w miejscu.

Odwróciłam głowę do tyłu i zobaczyłam białego opla jadącego za mną , który wjechał centralnie w wielką kałuzę na ulicy. Brudna woda ochlapała mnie całą, nawet po twarzy. Cieszyłam się, że ubrałam czarny płaszcz, a nie biały jak na ostatnie przyjęcie w niedzielę. Samochód ponownie zatrzymał się obok mnie , Prevc wyszedł z niego i podszedł do mnie. Nie przeszkadzał mu deszcz, nie martwił się tym, że zmoknie, on poprostu przyszedł do mnie. Otworzył mi drzwi i wskazał dłonią miejsce pasażera.

- Teraz wsiądziesz? - zapytał i uniósł do góry jedną brew.

 

 
Rozdział 2

Przyjęcie odbywało się w ogromnej sali bankietowej przystrojonej w złoto srebrne materiały zwisające z sufitu. Niepewnym krokiem podążałam obok Stefana, którego trzymałam pod ramię. Za nami w znacznej odległości szedł Michael z Marry, którzy szeptali sobie coś na ucho. Mój towarzysz wskazał mi nasz stolik, i wyjaśnił, że dzisiaj będziemy siedzieć z całą czołówką, z czego bardzo się ucieszyłam. Gdy szliśmy zając miejsca co jakiś czas zatrzymywaliśmy się, ponieważ Kraft witał się ze swoimi znajomymi, a ja odpowiadałam im uśmiechem. Gdy przemierzaliśmy salę balową miałam dość dużo czasu, aby zobaczyć kto siedzi przy naszym stoliku. Od razu zobaczyłam Daniela Andre Tande w towarzystwie Gangnesa prowadzących bardzo ożywioną rozmowę.Między nimi pozostało jedno miejsce wolne, ale ja nie zamierzałam tam usiąść, ponieważ wolałam im nie przeszkadzać.

Gdy rozejrzałam się wokół zobaczyłam wiele spojrzeń skierowanych w naszą stronę. Stefan nie wyróżniał się zbytnio od zgromadzonych skoczków. Był ubrany w czarny garnitur,a do kołnierzyka miał przypiętą małą muszę w tym samym kolorze. Na włosy nałożył trochę żelu i prezentował się bardzo dobrze. Akurat styl Austriaka zawsze mi się podobał. On w przeciwieństwie do mnie nie rzucał się od razu w oczy. W tamtym momencie stwierdziłam, ze za bardzo się wystroiłam. Co prawda widziałam kilka dziewczyn w sukniach balowych, ale gdy tak wszystskie mierzyły mnie wzrokiem poczułam się niepewnie. Włosy spięłam w elegancki kok, na prawej ręce miałam złoty zegarek, a do tego brylantowe wiszące kolczyki i perłowy naszyjnik. Najbardziej jednak podobała mi się nowo kupiona miętowa rozkloszowana sukienka, do której założyłam białe szpilki. Z całości wyglądu byłam bardzo zadowolona. Akurat w tamtej chwili czułam się jak księżniczka, ale brakowało mi tylko księcia.

Gdy podeszliśmy do stolika Stefan odsunął mi krzesło , a potem sam zajął miejsce. Wszyscy skoczkowie się na nas patrzyli, a ja wesoło ich powitałam i obdarzyłam szczerym uśmiechem. Byli wszyscy oprócz Petera. Trochę mnie to zasmuciło, ale skoro jego brat Domen tutaj jest, to on też się na pewno zjawi. Na początku rozmawiałam tylko z Danielem i Kraftem, a potem już tylko przysłuchiwałam się rozmowie. Skoczkowie z ożywieniem rozmawiali i różnych sportach ,a ja wtrącałam tylko pojedyncze zdania. Bardziej ich słuchałam, niż z nimi rozmawiałam. Dużo ciekawych rzeczy mogłam się o nich dowiedzieć. Później rozmowa zeszła na temat piłki nożnej, a ja milczałam ja grób, ponieważ moja wiedza w tym temacie była znikoma. Potrafiłam wymienić kilka klubów i najlepszych piłkarzy na świecie, ale nic pozatym, dlatego żałowałam , ze nie interesowałam się tym sportem.

Po około 30 minutach spóźnienia na salę wszedł Peter, który różnił się zdecydowanie ubiorem od reszty. Miał na sobie granatowy garnitur i czarny krawat. A co najważniejsze dzisiaj był pierwszy raz bez czapki, dlatego mogłam się lepiej przyjrzeć jego dobrze ułożonym jasno brązowym włosom. Szedł spokojnie, na luzie niczym się nie stresując, ani nie przejmując się spóźnieniem . Mijał kolejne stoliki , witając znajomych skinieniem głowy, aż wreszcie zatrzymał się przy naszym stoliku. Witał się z każda osobą przy stole, podając mężczyzną rękę, a dziewczyny całując w policzek. Nie wiedziałam, ze taki jest i jako jedyna przypatrywałam się każdemu jego ruchowi. Nikt oprócz mnie nie wziął jego zachowania za wyjątkowe lub inne niż zawsze , co oznaczało, ze zawsze tak zachowywał się przy swoich znajomych. W końcu podszedł do mnie, a ja jako jedyna wstałam nawet nie kontrolując swojego zachowania. Słoweniec popatrzył na mnie zdziwiony, ale na jego twarzy pojawił się uśmiech.

- Cześć – przywitał się , po czym delikatnie dotknął mojego policzka miękkimi i ciepłymi wargami. Przez moje ciało przeszedł dreszcz.
- Hej – odpowiedziałam mu i popatrzyłam w jego głębokie zielone oczy z których nie mogłam wyczytać co mężczyzna teraz czuje.

Ta chwila nie trwała długo, bo zaledwie kilka sekund. Peter minął mnie i usiadł na wolnym miejscu między Danielem ,a Gangnesem. Szybko odwróciłam się i usiadłam na krześle. Osoby zgromadzone wokół stolika nadal prowadziły ożywioną rozmowę, która już mnie nie interesował, bo co jakiś czas przyglądałam się starszemu Prevcowi, a nasze spojrzenia czasem się spotykały.

- A Ty co o tym myślisz Stina ? - zwrócił się do mnie Tande szturchając mnie w bok . Nawet nie wiedziałam co czym mówią, bo już snułam sobie plany o czym mogę porozmawiać z Peterem i co on mi odpowie.
- O czym ? - skoro nie byłam w temacie to musiałam dowiedzieć się o co chodzi .
- Słuchałaś nas w ogóle ? - zapytał Kraft , który siedział po mojej lewej stronie i posłał mi znaczące spojrzenie. Po chwili zbliżył się w moją stronę i mówił już szeptem – Nie patrz się tak na niego, bo zaraz dziurę w nim wywiercisz.
- Na kogo ? - próbowałam udać, ze nie wiem o co chodzi, ale Austriak zbyt dobrze mnie znał.
- Rozmawialiśmy o siatkówce – wyjaśnił Michael i posłał mi łagodny uśmiech. To jedno słowo " siatkówka " wystarczyło, żebym zainteresowała się tematem. A pozatym byłam Michiemu wdzięczna za to, że przerwał moją rozmowę z Kraftem- Daniel zaproponował, żebyśmy wszyscy razem zagrali mecz. Co Ty na to ?
- Jeśli chodzi o mnie to z chęcią – odpowiedziałam bez chwili namysłu i popatrzyłam na Marry , która trochę nie wiedziała co powiedzieć – Przyjdę razem z Marry.
- My też – przytaknął Stefan i wymienił spojrzenie z Hayboeckiem.

Kolejni skoczkowie godzili się na ten mecz siatkówki, a ja obawiałam się, że to nie będzie taki zwykły mecz towarzyski na jaki się zapowiada. Co prawda , chłopcy się lubią, ale każdy będzie chciał udowodnić innym, jaki to on dobry nie jest. Mam nadzieję, że będziemy się dobrze bawić. Gdy Peter i jego młodszy brat tez stwierdzili, że z chęcią przyjdą przestałam się martwić tym co tam może się stać. Wymieniliśmy się numerami telefonów i ustaliliśmy wstępnie, ze spotkamy się w piątek po kwalifikacjach.

***

Około 21 Walter Hofer wykonał uroczystą przemowę, na której przedstawił cały plan na sezon, wymienił duże imprezy oraz miejscowości w których odbędą się konkursy. Później przedstawił wszystkich nowych pracowników jacy dołączyli do teamów w tym sezonie, w tym również mnie. Gdy wyczytał moje nazwisko wstałam i skinęłam lekko głową. Poczułam się jak na jakiejś gali, lub rozdaniu Oskarów. Zastanawia mnie co muszę gwiazdy czuć w takich chwilach. O północy wszyscy wyszli na balkon, żeby zobaczyć pokaz fajerwerek. W tym roku organizatorzy hucznie postanowili uczcić otwarcie sezonu, ponieważ każdego dnia po konkursach tak jak i dzisiejszego wieczoru odbywały się takie pokazy. Mam nadzieję, ze mieszkańcy tej okolicy nie będą mieli tego nam za złe, ze nie mogą przez te głośne odgłosy spać w nocy, ale mam nadzieję, ze nie będą o to na nikogo źli, ponieważ wiem jak bardzo kochają swoich skoczków.


- O nie , ja już nie mogę – marudziłam, gdy Johann Andre Forfang prosił mnie, żebym zatańczyła z nim jeszcze jedną piosnkę.
- Ze mną nie zatańczysz ? - zrobił smutną minę, ale nawet jego proszące spojrzenie na mnie nie podziałało, bo przez tańczenie w tak wysokich szpilkach około dwóch godzin nogi mi odpadały.
- Może potem – odpowiedziałam , czym go rozczarowałam ,bo po chwili zniknął mi już z oczu.

Postanowiłam znaleźć Krafta, żeby powiedzieć mu, ze wracam już do hotelu, bo padałam ze zmęczenia, po tak długim dniu. Nigdzie go nie widziałam, od północy, gdy razem poszliśmy oglądać pokaz fajerwerek. W końcu zobaczyłam go stojącego z drinkiem w ręce pod oknem razem z Danielem. Skoczkowie byli tak zajęcie rozmową , ze nawet mnie nie zauważyli, z czego powinnam się cieszyć, ponieważ kilka sekund później Manuel Poppinger idąc już dość chwiejnym krokiem , potknął się o własne nogi i wpadł na mnie. Austriak wywrócił się u moich nóg, a ja pomogłam mu wstać, co nie było dość łatwe, z powodu zbyt dużej ilości wypitego alkoholu. Popatrzyłam w dół i nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Na mojej nowej sukience znajdowała się dość duża czerwona plama po drinku.

- Nowa sukienka.. Zabiję ! - syknęłam i wrogo spojrzałam na skoczka,który wyczuł powagę sytuacji, bo odsunął się na kilka kroków w tył.
- Prze.. praszam.. - wyjąkał i podszedł do mnie bliżej chwytając za dół sukienki – Ja wypiorę..
- Nie trzeba – wyszarpnęłam mu materiał z ręki i szybko udałam się do toalety. Miałam szczęście , ze nikt mnie nie zobaczył.

Stałam przy umywalce i nie wiedziałam co zrobić z sukienką. Szybko nałożyłam na nią trochę płynu do mycia rąk i polałam ją wodą, po czym zaczęłam ją prać. Wyglądało to co najmniej dziwnie, ponieważ pocierałam dwa końce sukienki , którą nadal miałam na sobie. Gdy zobaczyłam, ze plama robi się mniej widoczna lekko odetchnęłam z ulgą, jednak nie usunęłam jej całkowicie. Ostatnią rzeczą jaka została mi do wykonania, było wysuszenie sukienki. Podeszłam do urządzenia, którym się suszy ręce, ale było ono zepsute. No pięknie. Nie mogę tak wyjść, bo plama jest zbyt widoczna. Jeśli trochę wysusze sukienkę, to będzie mnie widoczna.
Wyszłam z damskiej łazienki i szybko wślizgnęłam się do męskiej toalety. Nie byłam zadowolona, ze muszę tam wchodzić, ale nie miałam żadnego innego wyboru. Miałam szczęście ponieważ w łazience nie było nikogo. Podeszłam do urządzenia, które na szczęście działało. Wysuszenie sukienki nie trwało długo , zaledwie kilka minut. Gdy prawie skończyłam usłyszałam,ze drzwi toalety się otwierają i ktoś wchodzi do środka. Oparłam się o ścianę, ponieważ miałam nadzieję, ze wchodzący mężczyzna nie będzie moim znajomym. Niestety nie miałam tyle szczęścia.

- Co Ty robisz ? - przedemną stał Peter i przyglądał się jak suszę sukienkę.
- Susze sukienkę – odparłam zadziwiająco spokojnym głosem jakby to była normalna sprawa – Zapewne teraz wyglądam jak idiotka.
- Tak trochę – powiedział śmiejąc się i zaczął myć ręce – A co Ci się stało ?
- Ktoś wylał na mnie drinka i musiałam to jakoś sprać.
- Rozumiem – zaczął kiwać głową i podszedł do mnie, a raczej do urządzenia, żeby osuszyć dłonie. - Okej , już jestem sucha to mogę wracać do domu – uśmiechnęłam się i po raz ostatni tego wieczoru chciałam spojrzeć na niego. Słoweniec zdziwił się, że już wychodzę, przecież wszyscy się jeszcze bawili, ale jakoś nie miałam ochoty dłużej zostawać, ponieważ zrobiłam z siebie przy nim skończoną idiotkę.

Wyszłam z toalety, a on poszedł za mną. W sumie to szedł obok mnie, ale nawet się nie odzywał, więc zaczęłam iść w stronę szatni po swój płaszcz, ale on mnie chwycił za rękę i lekko pociągną w stronę parkietu. Popatrzyłam na niego trochę zdziwiona i nie wiedziałam co mam powiedzieć.

- Zatańczysz ze mną ? - zapytał i wyciągnął dłoń w moim kierunku. Tak ciężko mi było mu odmówić, bo bardzo tego chciałam , ale każdy krok w tych butach sprawiał mi ból.
- Z chęcią - odpowiedziałam i zobaczyłam ożywienie na jego twarzy, a w oczach pojawił mu się błysk – Ale nie mogę zrobić już ani kroku w tych butach.
- To tańcz bez – zaproponował , a ja nie wiedziałam czy słoweniec żartuje czy mówi poważnie- Mówię poważnie.
- Ale tak przy ludziach ? - zawahałam się , ale ściągnęłam wysokie szpilki i położyłam je w kącie.
- Nie przejmuj się ludźmi – uśmiechnął się i porwał mnie na parkiet.

***
  • awatar Gość: Akcja z Manuelem mnie rozwaliła haha :D Piszesz tak lekko i przyjemnie, że aż chce się czytać :D Czekam z niecierpliwością na następny :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Rozdział 1

Obudział się o 7 rano, żeby zdążyć ze wszytskim co dzisiaj mam zrobić, a potem pójść do pracy. Szybko zjadłam śniadanie, potem rozpakowałam swoje rzeczy i zadzwoniłam do mojej kochanej kuzynki Megan, że już dotarłam na miejsce. Pamiętam jak prosiła mnie, żeby wzięła ją ze sobą, bo bardzo chce poznać skoczków i zrobić sobie z nimi zdjęcia. Zrobiło mi się trochę przykro , bo nawet nie wiedziałam, że zdobędę tę pracę, dlatego wolałam, żeby została w domu. Megi była z mojego wieku i znałyśmy się całe życie. Będąc kuzynkami wszystko robiłyśmy razem. Razem się bawiłyśmy, chodziłyśmy do przedszkola, później do szkoły, a nawet poszłyśmy do tego samego liceum. Jesteśmy kuzynkami, ale przede wszytskim najlepszymi przyjaciółkami. Zawsze mogę liczyć na moją kuzynkę i mogę jej powiedzieć o wszystkim. Jeśli chodzi o wykształcenie to wybrałyśmy podobne zawody. Ja jestem fizjoterapeutką,a ona jest pediatrą, ponieważ bardzo kocha pracę z dziećmi.

- Jak tam w Niemczech ? - przywitała mnie radośnie nieco poskliwym głosem. Megan była troche wyższa odmenie , miała piękne niebieskie oczy i długie blond włosy. Była przeciwieństwem mojego wygladu. Ja byłam brunetką o długich falowanych włosach i zielonych oczach, chociaż niektórzy twierdzili, że moje oczy są niebieskie. Moim zdaniem więcej nich zieleni, niż niebieskiego i są one takie trochę pól na pół.
- Bardzo dobrze. Dostałam pracę – powiedziałam nie kryjąc swojego entuzjazmu, po czym usłyszałam kolejny pisk Megi w słuchawce.
- Ojej jak się cieszę ! Teraz będziesz robiła to co kochasz. Już nie mogę się doczekać aż kiedyś zabierzesz mnie ze sobą.
- Nie martw się – chciałam ją trochę uspokoić , bo już zaczęła się rozgadywać, a zaraz przeszłaby do snucia planów i dałaby się oszukać swojej wyobraźni – Może w grudniu poedziemy razem na Turniej Czterech Skoczni ?
- Dopiero w grudniu ? - słyszałam w jej głosie rozczarowanie , a w mojej wyobraźni pojawił się obraz zawiedzionej Megan , jednak po chwili znów się ożywiła – No dobra, poczekam. Miesiąc szybko zleci.
- A jak tam w domu ?
- Nudno. Wszystko po staremu – słyszałam ciche westchnięcie do słuchawki – Nie ma Cię zaledwie 3 dni, a mi już się nudzi. A u Ciebie jak tam ?
- Właśnie rozpakowałam się, a zaraz pójdę pochodzić po mieście – odpowiedziałam i stanęłam w oknie. Mam jej powiedzieć o Peterze? - Właśnie, muszę Ci coś opowiedzieć. Wczoraj jak biegłam na busa to wpadłam na jednego ze skoczków i on pomógl mi wstać i...
- Iiii ? - poraz kolejny usłyszałam jej piskliwy głosik, i wiedziałam, ze dziewczyna nie może doczekać się na dokończenie opowieści.
- Noi właśnie nic – westchnęłam cięzko i usiadłam na skraju łóżka. Teraz naprawdę żałuję, że nie porozmawiałam z Peterem – Wymieniliśmy kilka zdań i poszłam sobie.
- No nie wierze . A jak to była miłość Twojego życia ?
- Serio ? - w moim głosie można było uslyszeć rozbawienie , które Megan usłyszała – Nie wierzę w miłość od pierwszego wejrzenia.
- Bo jej nigdy nie spotkałaś – blondynka powiedziała do mnie to tak łagodnie , ze przez chwilę nie byłam pewna czy to ja mam rację czy ona – Obyś go jeszcze spotkała. Okej zbieram się do pracy. Zadzwonię jutro.

Jak dobrze było usłyszeć Megan. Byłyśmy ze sobą tak zżyte, że nawet gdy rozstawałyśmy się na pare dni to nie mogłyśmy bez siebie wytrzymać z tęsknoty. Wiem, że kiedyś się to zmieni, bo obie wyjdziemy za mąż, będziemy miały dzieci i napewno nie będziemy się spotykały tak często. Jednak ja mam nadzieję, że nasza przyjaźń na tym nie ucierpi.

***

Na skocznię przyjechałam dwie godziny przed rozpoczęciem zawodów. Ogromna konstrukcja zrobiła na mnie wielkie wrażenie. Wczoraj widziałam ją, ale nie zbyt dokładnie, ponieważ było cimno, a teraz mogę oglądać ją w całej okazałości. Ciekawe jak z bliska wyglądają mamuty? Muszą być naprawdę ogromne, skoro można na nich latać po ćwierć kilimetra.

Gdy weszłam do budynku w którym znajdują się gabinety rehabilitacyjne na drzwiach pokoju z numerem 1 zobaczyłam swoje imię i nazwisko i odrazu miałam lepszy humor. W środku czekała już na mnie Marry z teczką w ręce , zapewne papierów które muszę przejrzeć. Szybko podeszła do mnie i uścisnęła mnie mocno. Tak bardzo za nią tęskniłam i o tak wielu sprawach chciałam z nią porozmawiać. Moja przyjaciółka była ciemną brunetką , o krótkich włosach obciętych do ramion, brązowych oczach i uroczych czarnych kujonkach, które pasowały do jej twarzy.

- Wreszcie jesteś – uśmiechnęła się do mnie i wręczyła mnie teczkę – Musisz to przejrzeć.
- Aż tyle tego ?
- Po drugiej serii napewno jacyś skoczkowie przyjdą na masaż – Marry puściłą do mnie oczko i poszła do swojego gabinetu, a ja niezbyt zadowolona z dużej ilości materiału niechętnie zasiadłam za biurkiem i zajęłam się pracą.

Przeglądając papiery , dużo dowiedziałam się o różnych skoczkach. Wiedziałam kiedy każdy ma urodziny, ile ma rodzeństwa , gdzie się urodził oraz czy ma jakieś problemy ze zdrowiem. Jednak nie mogłam nigdzie znaleźć najlepszej 10 zawodników z Pucharu Świata, a w tym Petera, co oznaczało, że tymi zawodnikami będzie zajomowała się Marry. Jaka szkoda. No , ale cóż. Nie można mieć wszytskiego, chociaż mam nadzieję, ze ja też będę mogła z nimi pracowac.




Około 19 widziałam piękny pokaz fajerwerek nad skocznią. Sztuczne ognie były naprawdę cudowne, takie kolorowe i układające się w różne napisy. Szybko przebrałam się w ubrania do pracy, czyli niebieskie spodnie dość szerokie i niebieską podkoszulkę, a do tego białe trampki. Włosy szybko spiełam w kucyk , a na leżakach do wykonywania masażu ułożyłam specjalne jednorazowe ręczniki. Z uśmiechem na ustach stwierdziłam, ze jestem gotowa przyjąć pierwszych klientów.


Po kilku minutach do mojego gabinetu wszedł Stefan Kraft w bardzo wesołym nastroju , machając do mnie bukietem róż, który zapewne dostał któryś z zawodników stojących na podium. Od ostatniego naszego spotkania kilka miesięcy temu młody Austriak wogóle się nie zmienił, był nadal tym samym miłym, kochanym, bardzo roześmianym Stefanem którego znałam już od kilku lat. Gdy przytulił mnie na powitanie moje zmysły zostały zaslepione przez mocną woń męskich perfum.
Daniel kazał Ci to przekazać - oznajmił i wręczył mi bukiet, który już po chwili włożyłam do wazonu z wodą. Róże były moimi ulubionymi kwaiatami, a te były bardzo zróżnicowane kolorystycznie. Najwięcej było białych, ułożonych naprzemian z różowymi, a w środku były trzy róże w kolorze herbacianym- To co wymasujesz mnie ?
- Wskakuj – kiwnęłam głową i wskazałam mu leżak na którym już po chwili leżał, odsłaniajć swoją dobrze umięśnioną klatkę piersiową- O wiedze, że ćwiczyłeś ostatnio.
- Musze dobrze wyglądać dla swoich fanek – po tych słowach oboje się już śmialiśmy.
- Znajdzie się tu jeszcze miejsce dla mnie ? - podniosłam głowę , gdy w drzwiach stanął Michael Hayboeck , który zawsze wszystko robił ze Stefanem. Nie ma to jest taka czysta najlepsza przyjaźń. - Wchodź – odparłam z uśmiechem chociaż nie wiedziałam jak dam sobie radę z dwoma skoczkami, ale przecież za ścianą jest Marry, która może w każdej chwili mi pomóc – Czekajcie tylko skoczę do Marry po balsam.

Gdy weszłam do gabinetu mojej przyjaciółki nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Marry stała na środku pokoju i beztrosko rozmawiała sobie z Peterem Prevcem, co chwila wymieniając z chłopakiem uśmiechy. Poczułam małe ukłucie zazdrości, ale nie cchiałam dać po sobie poznać, że coś mnie z nim łączy. Weszłam niezauważona , przyajmniej mi się tak wydawało i wyjęłam balsam z szafki, po czym udałam się w stronę drzwi.
W pewnej chwili zobaczyłam jak słoweniec na mnie patrzy i uśmiecha się, a w jego oczach maluje się zadowolenie. Szybkiem krokiem podchodzi do mnie i obdarza mnie jeszcze szerszym uśmiechem. Ja stoję jak wryta , przyglądając mu się uważnie, natomiast Marry zerka podejrzanie w stonę mojego gabinetu. Zastanawiam się czy ta dwójka dobrze się zna. Zdziwiło mnie zachowanie mojej przyjaciółki. A może ich coś łączy, a ja im przeszkodziłam ?

- Stina tak ? - zapytał , a jego głos brzmiał zupełnie inaczej niż poprzedniego wieczoru, jednak nadal było w nim coś uroczego, chociaż pytał mnie tylko o imię.
- Tak , a coś się stało ? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie. Nie wiedziałam jak on to robi, że wpływa na mnie w taki sposób. Gdybym przynajmniej wiedziała, że tutaj będzie, to wymyśliłabym powody do rozmowy z nim.
- Wszędzie Cię szukałem -gdy to powiedział moje serce zaczęło bić jeszcze szybciej, a na mojej twarzy pojawił się usmiech. Dzisiaj był ubrany w ten sam komplet ubrań teamowych co wczoraj, jednak tym razem żadne pasemko włosów nie wystawało mu spod czapki.
- Naprawdę ?
- Tak – odpowiedział mi z uśmiechem i podał mi jakieś papiery, które zgasiły mój entuzjazm – Zgubiłaś wczoraj umowę o pracę.

No tak. A ja narobiłam sobie takich nadziei. Myślałam, ze może mu się spodobałam, że chce mój numer lub coś w tym stylu, ale nie. On poprostu zachował się jak dżentelmen i oddał mi to co zgubiłam. Mimo wszystko wymusiłam na swojej twarzy uśmiech i popatrzyłam prosto w jego zielone oczy.

-Dziękuję. Jeszcze raz przepraszam, że na Ciebie wczoraj wpadłam.
- Strasznie Ci się spieszyło – stwierdził i wbił wzrok w podłogę na kilka sekund, po czym spowrotem przeniósł go na mnie – Mam nadzieję, że kiedyś będzie okazja, zebyśmy porozmawiali.
- Też tak myślę – momentalnie na mojej twarzy pojawił się szeroki usmiech, i zadowolenie. Po tych słowach Peter wyszedł z budynku,a ja zostałam z Marry.



Po chwili po słoweńcu nie było ani śladu, tylko wokół roznosiła się mocna woń jego perfum. Jak ja uwielbiam męskie perfumy. Są takie ostre i takie odmienne w porównaniu do kobiecych. Nieraz gdy nikt mnie nie widzi psikach się perfumami któych używa Kraft lub Tande, ale zawsze uważam, żeby nikt mnie na tym nie przyłapał.
Przez dłuższą chwilę patrzyłam w drzwi którymi Peter przed momentem wyszedł i miałam cichą nadzieję, że jeszcze tutaj wróci. Nie potrzebnie robiłam sobie nadzieję, bo nawet gdyby wrócił to nie rzuciłby się mi w ramiona i nie wyznał, że mnie kocha i nie odjechalibyśmy stąd na białym koniu, żeby już na zawsze być razem. To niestety nie jest bajka, w której księżniczka zawsze spotyka księcia i jest happy end. To jest tylko moje życie.

Odwróciłam spojrzenie i zobaczyłam Marry wpatrującą się do mojego gabinetu , gdzie był Stefan i Michael. Przyjrzałam się jej dokładniej i zauważyłam jak obserwuje starszego ze skoczków i uśmiecha się, gdy ten obdarzy ją kilkusekundowym spojrzeniem. Nagle poczułam lekkie szturchnięcie w bok i zobaczyłam swoją przyjaciółkę stojąca obok mnie z dzwiną miną.

Dziewczyna była zdenerwowana i zachowywała się nieswojo. Czyżby łączyło ją coś z Hayboeckiem ? Dobra, dość tych domysłów. Jeszcze kilka minut temu myślałam, że Marry zakochana jest w Peterze, a teraz już doszukuję się jakiejś wspólnej jej relacji z Austriakiem.

- Musisz mi pomóc – powiedziała i pociągnęła mnie za sobą w stronę łazienki, żeby skoczkowie nie usłyszeli o czym rozmawiamy- Bo wiesz..
- Coś się stało ?
- Pomóż mi umówić się z Michaelem na randkę – szepnęła mi cicho do ucha i poprawiła swoje czerne kujonki- Proszę Cię.
- Dobra chodź ze mną – przewróciłam oczami i obie udałyśmy się do mojego gabinetu. Ja podeszłam do leżaka na którym był Stefan, a moja przyjaciółka oparla się o biurko i uśmiechała się do mnie niepewnie- Marry, pomożesz mi ?

Brunetka niepewnie podeszła do Michaela, ale on odrazu ściągnął koszulke i oczom Marry ukazała się dobrze wyrzeźbiona klatka piersiowa Austriaka. Blondyn obdarzył ją szerokim uśmiechem i kiwnął jej głową , że już może zaczynać. Gdy skoczkowie byli zajęci rozmową, moja przyjaciółka posłala mi nieme dziękuję, i wiedziałam, że była bardzo zadowolona z tego, że może masować Michaela.

Cieszyłam się, że mogę jej pomóc, bo widziałam, że bardzo zależało jej na chłopaku. Dwa lata temu była w związku z Johannem Andre Forfangiem, ale ta miłość długo nie trwała, bo zerwali po 3 miesiącach. Było mi jej bardzo żal, ale wiedziałam, że to nie była jej prawdziwa miłość, tylko chwilowe zauroczenie. Ale teraz sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Marry w towarzystwie Michaela zachowywała się tak jak ja przy Peterze.

Po półgodzinnym masażu jeszcze chwilkę wszyscy porozmawialiśmy, ale niestety nie moglismy dłużej posiedzieć i obgadać wszystko co się u nas działo przez te miesiące, ponieważ yło dość późno,a, my z Marry miałyśmy jeszcze pracę, bo kolejni skoczkowie już czekali w korytarzu.

- Fajne te masaże u Was – stwierdził Michael i puścił oczko do Marry – Będziecie jutro na imprezie ?
- Jakiej imprezie ?- zapytałam zdziwiona, bo nie słyszałam o żadnym przyjęciu, ale nie ukrywam, że z chęcią bym się pobawiła na jakiejś imprezie.
- Impreza inauguracyjna z okazji rozpoczęcia sezonu – wyjaśnił Stefan i załozyl na głowę swoją niebieską czapkę z napisem firmy Manner , która go sponsorowała – Taka bardziej uroczysta kolacja, bo będą wszyscy skoczkowie, trenerzy, dyrektorzy. No wszyscy.
- Przyjdziemy z chęcią – bez chwili namysłu moja przyjaciółka z ożywieniem odpowiedziała za nas.
- No to przyjedziemy po Was o 19 – stwierdził Kraft i pożegnał się ze mną, a potem z Marry – Chyba, że nie chcecie z nami iść.
- W Waszym towarzystwie napewno będziemy się dobrze bawić – zażartowałam i pożegnałam ich. Bardzo cieszyłam się, że nas zaprosili, jednak ja zastanawialam się z kim przyjdzie Peter. Sam ? Z kolegami ? Z bratem Domenem ? A może tak jak Austraicy zaprosi jakąś dziewczynę z któregoś teamu.

Odrzuciłam wszelkie myśli na bok i już nie mogłam się doczekac jutrzejszej imprezy. Dzisiaj spałam u Marry , ponieważ miałyśmy dużo do obgadania i byłam ciekawa od jak dawna podoba jej się Hayboeck.


Wszystkiego najlepszego z okazji dnia kobiet
 

 
Prolog

Oparłam głowę o ścianę i zaczęłam przyglądać się zdjęciom skoczków wiszących przede mną. Z dokładnością analizowałam każdego z mężczyzn , jakby to było coś niesamowicie ważnego.Dużą uwagę poświęcałam tych których już znałam lub
gdzieś o nich słyszałam. Uśmiechnęłam się gdy zobaczyłam zdjęcie mojego przyjaciela Stefana Krafta, który trzymał w rękach złotego orła za zwycięstwo w zeszłorocznym TCS. Widziałam też jakieś zdjęcie z Danielem Andre Tande z konkursu drużynowego. Tak bardzo za nimi tęskniłam i naprawdę chciałam się
już z nimi zobaczyć , jednak teraz to było nie możliwe, ze względu na późną porę. Było już po 21 , gdy przyszłam do ogromnego budynku położonego obok skoczni Vogtland Arena w Klingenthal. Jutro pierwszy indywidualny konkurs w nowym sezonie,
dlatego przygotowania tutaj idą pełną parą. Gdy przechodziłam obok skoczni mijałam jakichś skoczków , ale prawdę mówiąc nie wiedziałam jak się
nazywają ani z jakiego kraju są. Mogę się usprawiedliwić tym, ze było ciemno oraz, że nie znałam każdej narodowości i każdej kadry.

Patrzyłam na osoby siedzące obok mnie i zastanawiałam się kto z nas dostanie tę upragnioną pracę. W poczekalnie było nas około 15 osób a tylko jedna zostanie fizjoterapeutą skoczków. Na samą myśl o tym zrobiło mi się przykro, bo przecież mam małe szanse na dostanie tej pracy, na której tak bardzo mi zależy.
Moja przyjaciółka Marry już tutaj pracuje od dwóch sezonów i bardzo chciałabym pracować razem z nią. Moja przyjaciółka jest ode mnie trzy lata
starsza, jednak tak samo jak ja przyszła tutaj szukać pracy bez żadnych praktyk odrazu po studiach. Z minuty na minuty gdy kolejka przesuwała się coraz bliżej w stronę drzwi moje serce biło coraz szybciej.
Ciekawe czy każdy się tak denerwuje przed pierwszą rozmową o pracę.

Z rozmyślań wyrwał mnie Walter Hofer , który osobiście przesłuchiwał kandydatów na tę posadę. Przede mną nie stał nikt więcej, więc gdy kiwnął na mnie głową weszłam do pokoju przesłuchań.
Od razu zajęłam krzesełko postawione przed biurkiem za którym siedział szef skoków. Mężczyzna przyglądał mi się przez chwilę, a potem wziął do ręki moje CV , a potulnie siedziałam na krzesełku
cicho oddychając , ze spuszczonym wzrokiem. W tamtej chwili podłoga bardzo mnie zainteresowała. Gdy podniosłam wzrok zobaczyłam, że pan Walter przygląda mi się uważnie.
Ręce zaczęły mi się pocić, gdy tak patrzył na mnie bez słowa. W mojej głowi już zaczęły pojawiać się czarne scenariusze. Może nie jestem odpowiednią osobą na to stanowisko ?
A może już spaliłam za sobą wszystkie mosty, patrząc jak idiotka w ziemię ? A może to z powodu mojego braku doświadczenia? Wzięłam głęboki oddech , żeby się uspokoić.

- Dlaczego chce Pani tutaj pracować ? - zadał długo przeze mnie oczekiwane pytanie. Poczułam ulgę , bo już od paru dni szykował odpowiednia odpowiedź na nie i teraz poczułam się pewnie, bo wiedziałam co powiedzieć.
Jednak w praktyce nie wyglądało to tak jak mi się wydawało. Gotową formułkę, którą wyklepałam na pamięć całkowicie zapomniałam. Jak ja nienawidzę takich stresowych sytuacji.
- Nie wiem jak to dobrze ująć, więc powiem to po prostu swoimi słowami - powiedziałam niepewnie i popatrzyłam na mojego może przyszłego szefa, a gdy zobaczyłam na jego twarzy
uśmiech nabrałam odwagi - Chciałabym tutaj pracować, ponieważ bardzo lubię swój zawód, a skoki od najmłodszych lat są moją pasją.
- Rozumiem - Hofer poprawił się na krześle obrotowym, a na jego twarzy malowała się sympatia do mojej osoby- Widzę, że bardzo Pani zależy na pracy tutaj, skoro przyjechała Pani do nas aż z Austrii.
- Mój przyjaeciel Stefan Kraft powiedział mi, że jest oferta pracy tutaj w moim zawodzie, więc postanowiłam spróbować- wyjaśniłam chociaż nie wiem czy nie zabrzmiało to jakbym się przechwalała, ze mam znajomości wśród skoczków.
Mam nadzieję , że mężczyzna nic złego sobie o mnie nie pomyślał.
- Proszę to podpisać - oznajmił kładąc przede mną umowę o pracę - Mam nadzieję, że się Pani tutaj spodoba.
- Dziękuję bardzo - szybko podpisałam umowę i uścisnęłam dłoń mojego nowego szefa - Na pewno Pana nie zawiodę.

Po 5 minutach szybko wybiegłam z budynku, ponieważ za chwilkę odjeżdża ostatni bus pod mój hotel. Wrzuciłam do torebki papiery i umowę o pracę, i zaczęłam szybko przebierać nogami, co nie było proste w moich butach na dość wysokiej koturnie. Gdy wyszłam
na zewnątrz uderzył we mnie chłód powietrza. Był już koniec listopada, a tutaj w Klingenthal spadło już dosyć dużo śniegu.
Szybko zapisałam guziki płaszczu, żeby się nie przeziębić nawet nie patrząc przed siebie.



Wyjęłam z torebki telefon, żeby sprawdzić która jest godzina. Naprawdę żałuję , ze nie założyłam dzisiaj nowo kupionego miętowego zegarka, który bardzo by mi się przydał. Wolę sprawdzać godzinę na zegarku ,
niż w telefonie, którego trzeba szukać po całej torebce. Przyspieszyłam kroku, gdy zobaczyłam, że mój bus odjeżdża za 5 minut. Jeśli na niego nie zdążę, to będę musiała iść na nogach do hotelu, który jest oddalony o 15 km od skoczni.
Zamiast patrzeć przed siebie wpatrywałam się w telefon i nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, że o tej porze mogę tutaj na kogoś wpaść.
W pewnym momencie uderzyłam w kogoś ramieniem, co mnie trochę zabolało, zachwiałam się na swoich wysokich butach, a po chwili już leżałam na górce śniegu. Mogłam się cieszyć, ze wywróciłam się akurat w miejscu gdzie było nasypane około pół metra białego puchu ,ponieważ upadek mnie nie zabolał.
Powoli zaczęłam podnosić się z miejsca, cicho przeklinając pod nosem. Jak tak dalej pójdzie to będę wracać do hotelu na nogach.

Gdy podniosłam głowę do góry zobaczyłam, że obok mnie klęczy jakiś mężczyzna w zielonej kurtce i czapce tego samego koloru, który wyciągał do mnie rękę. Sama bym nie wstała o własnych siłach więc mocno chwyciłam go za obie dłonie, które były delikatne w dotyku i przyjemnie ciepłe,
co było przeciwieństwem do moich zimnych jak lód dłoni. Chłopiec pociągnął mnie w górę, żebym stanęła na równych nogach. Zrobił to szybko i energicznie, wkładając do tego małe pokłady siły. Po upływie chwili stałam już blisko niego, niemalże dotykając się ciałami.
Był on trochę wyższy ode mnie, co nie przeszkodziło mi w tym, aby mu się dokładnie przyjrzeć. Nieśmiało podniosłam oczy do góry i zobaczyłam, że przede mną stoi Peter Prevc. Słoweniec patrzył na mnie troskliwie głębokimi zielonymi oczami, a na twarzy miał
wymalowane zmartwienie. Pewnie myślał, że coś mi się stało, jednak ja nie powiedziałam ani słowa. Zauważyłam, że spod czapki z logiem sponsora wysunął mu się kosmyk krótkich jasno brązowych włosów. Z całych sił musiałam się powstrzymywać, żeby nie poprawić mu czapki.
Zdenerwowana lekko przygryzłam wargę i rozkoszowałam się jego bliskością, co trwało zaledwie kilka sekund. Jednak każda piękna chwila musi się kiedyś kończyć.Nie chciałam puszczać jego dłoni, jednak odsunęłam się od niego kilka kroków w tył, nie spuszczając z niego wzroku.

- Nic Ci nie jest ? - usłyszałam jego pięknie brzmiący głos. Mówił do mnie tak łagodnie i delikatnie, jakby mi się naprawdę coś stało. W odpowiedzi pokiwałam przecząco głową, ponieważ nie mogłam wydusić z siebie ani słowa.
Denerwowałam się jeszcze bardziej niż parę minut temu na rozmowie o pracę, a moje serce zaczęło bić szybciej jednak tym razem w inny szczególny sposób, w jaki nie biło dla nikogo od dawna.
Chciałam coś powiedzieć, przeprosić go za to, że na niego wpadłam, ale przypomniałam sobie, że się spieszę.

Szybko uklękłam na jedno kolano i zaczęłam zbierać swoje rzeczy, które wysypały się z mojej torebki. Portfel, chusteczki, słuchawki, błyszczyk..
Cieszyłam się, że nie miałam wtedy przy sobie żadnych intymnych rzeczy jak na przykład podpaski czy tampony, bo wtedy było by mi naprawdę wstyd.
Peter kucnął obok mnie i pomógł mi zbierać papiery , które już zdążyły się trochę ubrudzić. Skrzywiłam się lekko , gdy zobaczyłam plamy błota na moim CV, jednak nie miałam czasu teraz tego czyścić, dlatego
szybko wrzuciłam to do torebki.

- Przepraszam, że na Ciebie wpadłam - powiedziałam odchodząc już od niego , gdy ochłonęłam trochę z emocji. Podniosłam rękę w górę i pomachałam mu na pożegnanie - Miło Cię było poznać.
- Ciebie również - usłyszałam już cichy krzyk , gdy byłam kilkanaście metrów od niego. Przez chwilę miałam zamiar wrócić się do niego i
porozmawiać chwilę z nim, jednak nie miałam czasu. Miałam okazję, żeby wymienić z nim kilka zdań, gdy zbieraliśmy moje rzeczy z chodnika, jednak byłam w
takim szoku, że nie mogłam nic powiedzieć, czego bardzo żałuję.

Gdy zobaczyłam swojego busa odetchnęłam z ulgą i z uśmiechem zapłaciłam kierowcy, który widział moje starania jakie włożyłam w to, żeby
zdążyć. Zastanawiam się czy ten starszy pan widział jak wpadłam na Prevca. Wydaje mi się, że tak skoro bus stał kilkadziesiąt metrów obok budynku.
Wzruszyłam ramionami , bo nie obchodziło mnie co mężczyzna sobie o mnie pomyślał. A co pomyślał o mnie Peter ?

Oparłam głowę o szybę i oglądałam pięknie oświetlone ulice Klingenthal. Miasto wyglądało naprawdę ładnie, chociaż było ciemno. Na niebie było kilka gwiazd,a nieskazitelnie biały
śnieg zalegał na chodnikach. Młode pary spacerowały po mieście trzymając się za ręce, jacyś chłopcy wychodzili właśnie z kina, a przemiła
staruszka z laską wyprowadzała małego yorka na spacer. Dla wszystkich był to dzień jak co dzień. Zwykły piątek. Ale nie dla mnie.

Zastanawiałam się nad tym, czy można się w kimś zakochać nie znając go. Czy w ogóle coś takiego jest możliwe? Nie jestem jakoś szczególnie kochliwa, ale o miłości od pierwszego wejrzenia
wiedziałam jedynie z książek. W mojej rodzinie, ani w gronie znajomych nie ma takiej pary, która spotykając się pierwszy raz w życiu i patrząc sobie głęboko w oczy
wiedziała, że odnalazła prawdziwą miłość. Ale jak inaczej mogę wytłumaczyć swoje zachowanie przy nim ?
Tak bardzo chciałam go dotknąć, porozmawiać z nim, poznać go jaki jest , a moje ciało nie chciało go opuszczać i zachowywało się w jego obecności w dziwny sposób. Sposób , w który nie zachowywało się nigdy przy nikim.

Wzięłam głęboki oddech i założyłam słuchawki na uszy. Przecież to jest niemożliwe żebym się w nim zakochała. Przymknęłam oczy i z uśmiechem na ustach odprężyłam się.
Muzyka jest tym czego właśnie potrzebowałam. Zawsze mnie wycisza i odrywa mnie na chwilę od wszystkich myśli.


Gdy kładłam się wieczorem spać do łóżka, miałam nadzieję, że jeszcze spotkam Petera i będę mogła z nim chociaż porozmawiać, bo wydaje mi się, że jest naprawdę ciekawą osobą.


 

 
Skoki. I od razu humor mi się poprawia


 

 

#2

Puchar Świata z Wzakopanem bez Severina Freunda. Dlaczego ?


Podopieczny trenera Wernera Schustera ma problemy z kręgosłupem, których nabawił się na Turnieju Czterech Skoczni w Innsbrucku upadkiem w serii próbnej.

- Istnieje niewielka przepuklina dysku w odcinku lędźwiowym kręgosłupa – mówił lekarz po badanich – Leczenie może przebegnąć całkiem dobrze.

Nie wiadomo jeszcze kiedy Niemiec powróci do rywalizacji w Pucharze Świata.

- Od upadku w Innsbrucku ciągle miałem problemy z plecami, musiałem walczyć z bólem – powiedział w środowe przedpołudnie Severin Freund. -Nie pojadę do Zakopanego, zgodnie z radami lekarzy będę trenował według specjalnego cyklu treningowego.


Mamy nadzieję, że Severin szybko wróci do rywalizaji
 

 

#1

Taką klasę to chciałby mieć każdy
Ja kochani teraz mam ferie I naszczeście mamy śnieg


Szkoda, że nie ma tam mojego ulubionego siatkarza Bartka Kurka
 

 
Świetny mecz z Niemcami Wygraliśmy 3:2, ale cóż za widowisko! Ile emocji. W niektórych momentach było naprawdę strasznie..

A teraz mamy kolejną szansę na awans do Rio w turnieju interkontynentalnym w Tokio Dziękujemy <3


A tutaj macie stronkę na której jest dużo o siatkówce Zapraszam.
https://www.facebook.com/BartoszKurekNajlepszySiatkarzSwiata/
 

 
Życzę wszystkim wesołych świąt spędzonych w gronie rodziny i szczęśliwego nowego roku

Ważne jest, aby każdą chwilę wykorzystywać we wspólnym gronie ;D
Miłej zabawy w przygotowaniach świątecznych


 

 
EPILOG

Oto zakończenie tej historii.


~ Stefan i Marisa zostali rodzicami małego Nicolasa. Stefan poraz kolejny wygrał turniej czterech skoczni i jest na 4 miejscu w klasyfikacji generalnej. Jego zycie wkońcu poukladało się. Ma kochającą go żonę, małego synka, a jego kariera pnie się do góry. Jesli chodzi o kontakt z jego najlepszą przyjaciółką Kamilą, to spotykają się dość często, gdy tylko mają okazję.


Razem ze swoją żoną siedzieliśmy na kanapie i oglądaliśmy telewizor. Bardzo lubię te nasze rodzinne zwykłe zycie. Jako 23 latek zostałem ojcem, jednak wiem jaka to ważna rola i , że wraz z Marisą musimy wychować nasze dziecko w taki sposób, aby zawsze było sobą, żeby myślało o innych i szanowało każdego, oraz aby było wdzięczne za to co ma. W pewnym momencie podszedł do nas Nico i zaczął się wpychać miedzyy nas. W ręce trzymał album ze zdjęciami.

- Tatusiu kto to jest ? - zapytał wskazując na moją siostrę , która na fotografii miała zaledwie 16 lat.
- A to kochanie Twoja ciocia, czyli moja siostra – wyjaśniłem z usmiechem i przyjrzałem się zdjęciu.
- Ładna jest – podsumował syn i przeglądał kolejne zdjęcia.

Jeśli chodzi o moją siostrę to jest w związku z moim najlepszym przyjacielem Michaelem. Bardzo się cieszę, że są razem. Prawdopodobnie Hayboeck poprosi ją o rękę w dniu jej urodzin o czym już mi wcześniej wspominał. Cieszę się, że również im się udało. Jeśli chodzi o moją dalszą rodzinę..
Pewnego dnia przyszła do nas Sylwia i powiedziała mi, że Marisa chciała się pozbyć Kamili i rozwalić jej związek, w czym dziewczyna jej przeszkodziła.

- Znowu Sylwia ? - westchnąłem cięzko i poprosiłem ją żeby opuściła nasz dom.
- Tym razem mówię prawdę – przysięgała, jednak ja jej nie uwierzyłem. Jej? Dziewczynie, która była tak zakłamana i zła ?
- Jeśli już jesteś członkiem mojej rodziny to skończ z tymi intrygami.

I od tamtego dnia dziewczyna nie pojawiła się ani razu u nas razem z Andreasem. Podobno odnowiła swoje stosunki z Kamilą, jednak ja nie wierzę w to, że znowu mogą być przyjaciółkami.


Ostatnio bardzo zaprzyjaźniłem się z byłym chłopakiem Kamili, Aleksem. Od jakiegoś czasu już jestem wiernym fanem siatkówki. Ogółem dość dużo pozmieniało się w moim zyciu.


Nigdy bym nie pomyślał, że koniec związku z Kamilą może oznaczać dla mnie nowe lepsze życie.


***

Minęły już jakieś 3 miesiace odkąd jestem żoną Bartka Kurka. Ślub odbył się tak jak tego chciałam w lipcu. Było to skromne wesele, chociaż gości było dużo. Nadal pracuję jako dekoratorka wnętrz, i za namową mojego męża napisałam autobiografię, której tak bardzo się obawiałam. Każdy szczegól mojego życia jest w nim zawarty.

Co jeszcze mogę Wam powiedzieć ? Jestem poprostu szczęśliwa. Mam życie o którym pewnie niejedna kobieta marzy. W swoim zyci przeszłam dość dużo, ale człowiek uczy się na błędach prawda? Jeśli chodzi o Marisę to nadal jej nie lubię, a z Sylwią nadal mam zakopany topór wojenny. W przyszłym tygodniu jedziemy z Bartkiem do Japonii. ! Pierwszy razm tam będę. Już nie mogę się doczekać. Mimo 12 godzin lotu samolotem z 2 przesiadkami i tak jestem bardzo szczęśliwa z tego wyjazdu.
***

кσ¢нαиι иιє вα∂z¢ιє zℓι, zє тσ נυz кσиιє¢ ι иιє ωѕ¢ιєкαנ¢ιє ѕιє иα zαкσи¢zєиιє. ρσρяσѕтυ тαк мιαℓσ ву¢.

נєѕт тσ σρσωιєѕ¢ σ zу¢ιυ ∂ωσנα вσнαтєяσω, ктσяу¢н zу¢ιє zмιєиιℓσ ѕιє ω ρяzє¢ιαgυ яσкυ. иιє נєѕт тσ кℓαѕу¢zиє σρσωια∂αиιє נαк ιииє, zє ∂ωσנє вσнαтєяσω яσz¢нσ∂zι ѕιє, zєву ρσzиιєנ иα кσи¢υ zиσω ву¢ яαzєм. тум яαzєм вσнαтєяσωιє zиαℓєzℓι мιℓσѕ¢ ω яαмισиα¢н ιииу¢н σѕσв.


נєѕт тσ σρσωιєѕ¢ σ мιℓσѕ¢ι ( тєנ ρяαω∂zιωєנ ι тєנ, ктσяα ωуgℓα∂α иα ρяαω∂zιωα ), ρяzуנαzиι, кℓαмѕтωα¢н, z∂яα∂zιє, вℓє∂α¢н ℓυ∂zкι¢н, ι σ тум, zє кαz∂у мσzє ѕιє zмιєиι¢, נєѕℓι тєgσ иαρяαω∂є ¢н¢є.


иιєктσяє мσмєиту ω σρσωια∂αиιυ мσgα ωуgℓα∂α¢ иα ρяуωαтиу ραмιєтиιк кαмιℓι, αℓє тσ ∂ℓαтєgσ, zє נα ѕαмα υтσzѕαмιℓαм ѕιє z вσнαтєякσм. мσιм z∂αиιєм σρσωια∂αиιє тσ נєѕт иαρяαω∂є fαנиє ( иιє ωιєм ¢σ ωу σ иιм муѕℓι¢ιє ). ρσѕωιє¢ιℓαм иα иαριѕαиιє ту¢н ωѕzуѕткι¢н яσz∂zιαℓσω ∂σѕ¢ ∂υzσ ¢zαѕυ, ωιє¢ ρяσѕzє ∂σ¢єи¢ιє мσנ ωуѕιℓєк. ω иιєктσяу¢н мσмєитα¢н σρσωια∂αиιє мα ѕℓαвѕzє мσмєиту, ι иιє мσωιє тυ σ ѕмυтиιєנѕzу¢н ѕ¢єиα¢н, туℓкσ σ яσz∂zιαℓα¢н ω ктσяу¢н zαвяαкℓσ мι ωєиу тαк נαк иρ : ω єριℓσgυ ι σѕтαтиιм яσz∂zιαℓє. zαкσи¢zєиιє мιαℓσ ву¢ ιииє, αℓє zяσвιℓαмz иιєgσ тαкιє σgσℓиιкσωє ρσ∂ѕυмσωαиιє.


ωѕzуѕткιм ¢zутєℓиιкσм ∂zιєкυנє zα ρσѕωιє¢σиу ¢zαѕ иα ρяzє¢zутαиιє σρσωιєѕ¢ι. נαк zвισяє ωєиє тσ иαριѕzє кσℓєנиє σρσωια∂αиιє.
 

 
Rozdział 21


Po dwóch tygodniach wróciliśmy z Marisą z miesiącu miodowego, na którym naprawdę dobrze się bawiliśmy. Prócz imprez , odpoczywania i zwiedzania różnych zabytków w Tajlandi dowiedzieliśmy się , że zostaliśmy rodzicami. Po powrocie Marisa wróciła do pracy w wydawnictwie książek, które była ogromną korporacją. Moja zona pracowała w oddziale, który wydawał różne książki, czasopisma, e-booki i audio- booki. Było to również to samo wydawnictwo, które niedawno wydało biografię Kamili o siatkarzykach.

Poczatkiem sierpnia zaczęło się LGP w skokach narciarskich. Marisa była wtedy już w 3 miesiącu ciąży. Dzisiaj mijał rok od moego rozstania z Kamila. To właśnie tego dnia w ubiegłym roku przespałem się z Sylwią, która teraz była narzeczoną mojego kuzyna. W ciągu roku tyle się zdarzyło. Rozstałem się z Kamilą, poznałem Marisę, miałem raka i odbyłem leczenie w klinice, a potem ożeniłem się. Mimo wszystko uważam ten rok za szczęśliwy.

- Czesć Stefan - przywitał mnie Peter Prevc, który już wiązał swoje narciarskie buty - No gratuluję stary !
- Dzięki - odparłem z uśmiechem - A co u Ciebie ? Tym razem chcesz wygrać całe LGP ?
- Nie no coś Ty . Tym razem skupiam się na Pucharze Świata.
- Rozumiem , ale pamiętaj, że nie będzie lekko.
- Ej - oburzył się i szturchnąl mnie w bok - Mam nadzieję, że będziesz odpowiednią konkurencją dla mnie.
- Ty już masz swoich głównych rywali - przypomniałem mu - Freund, Fannemel, i jeszcze Stoch.
- W tym roku liczę równiez na Ciebie - oznajmił mi - Pora wygrac coś więcej niż Turniej Czterech Skoczni. Wtedy będziesz miał naprawdę świetny rok.

Uśmiechnąłem się do kolegi i opuściłem pomieszczenie. Akurat jeśli chodziło o skoki to naprawde bardzo się przykładałem do każdych zawodów, które traktowałem poważnie. W tym roku rywalizacja będzie na naprawde wysokim poziomie. Przecież jest Kamil Stoch, który w ubiegłym sezonie miał kontuzję i to wykluczyło go z wygranej całego cyklu. Jest też najstarszy skoczek świata Noriaki Kasai, który zapewne będzie chciał wygrać Turniej Czterech Skoczni.


Zasiadłem na belce startowej. W głowie miałem tylko wygraną. Przydałoby mi się to bardzo bo narazie jestem 3 w klasyfikacji. Wystartowałem. Przy wyjściu z progu ułożyłem narty w klasyczną literę V i wybiłem się z całych sił. W ciągu lotu poczułem, że coś jest nie tak. Wiązadło się urwało. Jak ja mam wylądować ? Wkońcu przyszedł czas na wylądowanie i zbliżałem się do iglanego podłoża. Spróbowałem wykonać telemark, jednak nie udało mi się to za bardzo. No cóż przynajmniej się starałem. Ostatecznie narty mi się rozjechały , a odległość nie była zbyt zadwalająca.

- Stefan Kraft 127 metrów, przy dość niskich notach - oznajmił komentator.
- W pierwszej serii skoczył na odległość 141 metrów i miał zywcięstw o garści, a tu taki przypadek - dodał drugi komentator- Szkoda naprawdę szkoda.
- Zobaczymy jak system to podliczy.

Czekałem w napięciu i patrzyłem na tablicę z wynikami, jednak z boku skoczni widziałem cieszącego się Prevca. W pewnej chwili pomyślałem, ze to może on coś kombinował przy moich butach ? Zaraz jednak oddaliłem od siebie te myśli. Nikt nawet nie miał do moich rzeczy dostępu.

- Peter Prevc wygrwa dzisiejszy konkurs ! - usłyszałem - Kamil Stoch drugi, a Stefan Kraft na miejscu trzecim.
- Szkoda - westchnąłem cięzko rozpinając kostium - Głupie wiązadło!
- Nie przejmuj się - poklepał mnie po plecach Peter - Porywalizujemy jutro.
- Spoko - odpowiedziałem grzecznie z udawaną radoscią.
- Jednak nie ! - w pewnej chwili usłyszeliśmy głos komentatora w mikrofonie - Peter Prevc zdyskwalifikowany za nieprawidłowy strój ! Na podium wskakuje Piotrek Żyła.

Na mojej twarzy pojawił sięuśmiech. Awansowałem na drugie miejsce co mnie bardzo ucieszyło, apozatym mój rywal został zdyskwalifikowany. Nieźle. Dzisiaj należało mi się zwycięstwo z taka przewagą punktową, no cóż jednak nie było mi pisane. Wstałem z miejsca i poklepałem Prevca po plecach dorzucając :

- Nie przejmuj się. Porywalizujemy jutro.

***


O godzinie 13 Marisa wraz z Sylwią poszły na obiad do pobliższej restauracji wyorzystując przerwę obiadową. Dziewczyny nie lubiały się. Sylwia od samego pocżatku nie przypadła do gustu blondynce, o czym Marisa wspomniała koleżance. Teraz jednak w oczach wszystkich dookoła wyglądały na dobre koleżanki. Stało się tak, dlatego, że Marisa załatwiła prace Sylwi w wydawnictwie.
Obie jadły w milczeniu nie odzywając się do siebie. Co jakiś czas padały tylko pojedyncze słowa " smacznego ", lub " smake Ci ? ".

- Dobra, o co chodzi ? - ciszę przerwała Sylwia swoim pytaniem. Dziewczyna nie lubiała takich sytuacji.
- Mam do Ciebie sprawę.
- No tak - westchnęła - Zawsze coś.

Marisa szybko spojrzała na nią i przyglądała się dziewczynie przez dłuższą chwilę.

- Pomożesz mi rozwalić związek Kamili ? - zapytała zona Stefana bez żadnych ogródek.
- A dlaczego miałabym wogole to zrobić ?
- Z tego co wiem, to dawno, dawno temu w przedszkolu się przyjaźniłyście. Później byłyście najlepszymi przyjaciółkami w podstawówce, jednak w gimnazjum Wasza przyjaźń już nie przetrwała, prawda?
- Tak, noi co z tego ? - Sylwia zaciekawiła sie tematem, gdyż nie wiedziała co czego koleżanka dąży.
- Tak tylko pytam- Marisa odparła z usmiechem - Kamila nigdy nie lubiała blondynek. Zawsze im dogryzała, śmiała się z nich i uważała je za głupie.
- Dobrze to pamiętam - przytaknęła - Ale Ty też jesteś blondynką.
- Zapewne to jest jednym z powodów dla których mnie nie nawidzi. Ty również byłaś blondynka.

Marisa wstała z miejsca i zaczęła zbierać się do wyjścia. Na stole położyła należną sumę za zjedzony przez siebie posiłek.

- Przypomnij sobie wszystko co spotkało Cie przez Kamilę,a wtedy napewno zechcesz współpracować ze mną - Marisa uśmiechnęła się do dziewczyny.
- A po my wogóle mamy rozwalać jej związek ?
- Oj Sylwia, Sylwia - dziewczyna westchnęła i popatrzyła na koleżankę z pracy - Bo jej nienawidzę i Ty zapewne też,a reszty powodów dowiesz się z czasem. Narazie przemyśl sobie moją propozycję.

 

 
Rozdział 20


Po dwóch miesiącach małżeństwa wybraliśmy się z Marisą w podróż poslubną. Bardzo długo szukałem odpowiedniej oferty, ale wkońcu znalazłem. Pokazałem mojej żonie zaplanowane wyjazdy do różnych kraji. Japonia, USA, Chorwacja , Tajlandia. Mieliśmy jechać na dwa tygodnie, i pod tym względem szykowałem każdy z wyjazdów. Wkońcu po analizie każdej oferty razem wybraliśmy Tajladie, która najbardziej przypadła nam do gustu.

Pokój wynajmowaliśmy w hotelu, gdzie basen znajdował się na dachu budynku. Marisie bardzo to się spodobało. A Azji sa naprawdę fajne rzeczy i jest tam duży postep technologiczny w porównaniu do krajów Europy które są daleko w tyle.
Gdy dotarliśmy na miejsce odrazu udaliśmy się do swojego pokoju i poszliśmy spać. Jednak dość długi lot zrobił swoje i byliśmy poprostu padnięci.

Wieczorem nastepnego dnia postanowiliśmy skorzystać z usługi basenowej na dachu hotelu. Marisa odrazu wskoczyła do ogromnego basenu. Dziewczyna miała na sobie kostium kąpielowy w owoce i wyglądała w nim naprawę seksownie. Ja zabrałem z pokoju szampana i dwa kieliszki i dołączyłem do niej. Wieczór był naprawdę piękny, a na niebie błyszczały gwiazdy, na które patrzyliśmy.

- Jak myślisz, jaka bedzie nasz przyszłość ? Nasze życie ? - zapytała Marisa i spojrzała na mnie.
- Kto wie - wzruszyłem ramionami i spojrzałem w niebo, po czym objąłem dziewczynę - Jeśli bedziemy się kochać wszystko będzie dobrze.
- Masz rację - odpowiedziała mi z uśmiechem- A jak tam u Kamili ?

Popatrzyłem na zonę zdziwiony. Marisa nigdy nie interesowała się Kamilą i to wydało mi się podejrzane.

- A dlaczego pytasz ?
- Tak poprostu, chciałam wiedzieć co u niej. Polubiłam ją.
- Rozumiem. Ale nie rozmawiałem z nią od wesela, jakoś tak wyszło - wytłumaczyłem i uśmiechnąłem się do niej.

Marisa po chwili straciła już zaintersowanie Kamilą i zaczęła pływac. Ja zadowolony dołączyłem do niej, chcąc w pełni wykorzystać te dwa tygodnie. Gdy wychodziliśmy z basenu i owjaliśmy się ręcznikami Marisa zagadnęła mnie :

- Wiesz co, według mnie to ona będzie z tym siatkarzykiem. Mówię Ci, mają się ku sobie.
- Życze im szczęścia - odparłem niewzruszony. Czy Marisa o czymś chciała mi powiedzieć ? - Tylko wiesz, niewiadomo z którym ona będzie.
- Ale jak to ?
- Nic, nieważne - chciałem zakończyć temat jednak blondynka patrzyła na mnie w taki sposób, że nie mogłem tego zrobić - Bo Aleks ją rzucił, co według niego było wielkim błędem.
- Noi co z tego ? - dopytywała moja żona bardzo zaciekawiona tematem.
- Jak się to mówi : alte liebe rostet nicht.
- Stara miłość nie rdzewieje, ach tak - uśmiechnęła się - Aż ciekawa jestem co z tego będzie. Czas pokaże.

***

Dni mijały mi szybko. Dzięku wydaniu biografii Polskiej reprezentacji siatkarzy stałąm się popularna. Masa wydawnictw chciała ze mną wspołpracować, jednak ja zostałam przy firmie WERTUS , która wydało moje pierwsze dzieło. Długo się zastanawiałam co będzie tematem kolejnej mojej książki i przypomniałam sobie słowa Bartka Kurka, który proponował mi napisanie autobiografii. Ja jednak nie zdecydowałam się na napisanie tego. Postanowiłam napisac kryminał fantasty.

Przeprowadziłam się do Łodzi w której bardzo chciałam mieszkać. A pozatym w tym mieście mieszkał mój ukochany siatkarz, z którym często się spotykałam.

Sobotnie popołudnie w połowie czerwca. Dzień na straty, bo padał deszcz. Postanowiłam posiedzieć w domu i popracować nad swoją książką. Do odtwarzacza muzyki włożyłam płytę z ulubionymi piosenkami, po czym rozsiadłam się w fotelu wraz z laptopem w ręce. Po dość długim okresie pracy kończyłam już powieść, która naprawdę bardzo mnie wciągnęła i nie mogłam się doczekac aż zostanie wydana.

W pewnej chwili usłyszałam pukanie do drzwi, więc wstałam z miejsca sprawdzić kto przyszedł mnie odwiedzić.

- Już otwieram ! - krzyknęłam i po chwili już otworzyłam drzwi.
- Cześc Kamila - przedemną stał siatkarz, który często mnie odwiedzał- Musze Ci coś powiedzieć.
- Tak.. ? - zapytałam lekko wystarszona i patrzyłam na niego jak moknął w deszczu pod moim domem - Wejdź do środka.
- Poczekaj- chwycił mnie za rękę i spojrzał mi prosto w oczy - Ja Cię kocham. Naprawdę Cię kocham, Kamila.

Popatrzyłam na niego zdziwiona i zaśmiałam się lekko. Jak on mnie może kochać, skoro spaliśmy tylko raz ze sobą ? Nie wierzę.

- Nie mów, że mnie kochasz po tej jednej krótkiej nocy, bo to puste słowa - powiedziałam ozięble patrząc lekceważąco na niego .
- Poczekaj , nie..- zaczął ale mu przerwałam.
- A teraz wyjdź - rozkazałam mu i po chwili zamknęłam drzwi.

Prawdę mówiąc sama nie wiedziałam co się stało. Czy mi już do końca odbiło ? Nawet jesli mnie nie kocha jak dziewczynę, to jako przyjaciółkę napewno. Ale ja jak zaawsze musiałam wszystko zepsuć. Tym razem już bałam się , że znów zostanę skrzywdzona i dlatego zachowałam się w ten sposób. Przez chwilę opierałam się plecami o drzwi, jednak po chwili siedziałam już na swoim miejscu i kontynouwałam pisanie.

Była już godzina 20. Pogoda naprawdę była paskudna, tak samo jak mój nastrój. W pewnym momencie zadzwonił mój telefon.

- Anja - ucieszyłam się gdy usłyszałam po drugiej stronie moją przyjaciółkę - Co słychac ?
- U mnie bardzo dobrze, u Ciebie też z tego co wiem.
- Jakoś leci po staremu.
- Jakie to romantyczne naprawdę ! - ekscytowała się dziewczyna - Zazdroszczę Ci.
- Nie wiem o co Ci chodzi.
- Nie ? Naprawde nie ? W takim razie spójrz w okno i powiedz mi co tam widzisz - poleciła mi, a ja wykonałam o co dziewczyna prosiła.
- Ktoś siedzi w altace przed mim domem - odpowiedziałam jej i domysliłam się o co chodzi - Oddzwonie później.

Założyłam szybko kurtkę i wyszłam na zewnątrz. Gdy podeszłam do altany zobaczyłam siedzące go w niej Bartka . Mężczyzna był tak mokry, że nie pozostało na nim zapewne suchej nitki. Zrobiło mi się smutno na jego widok. Podeszłam d niego powoli, a on wstał gdy mnie zobaczył.

- Bartek - zaczęłam niepewnie i patrzyłam mu prosto w oczy - Co Ty wyprawiasz ?
- Poprostu Cię kocham i tyle - po tych słowach ukleknął przedemną , a w ręce trzymał pudełeczko z pierścionkiem - Wyjdziesz za mnie ?

Stałam zamurowana i nie mogłam się odezwać. Nie docierało do mnie to wszystko. On mi się oświadczył ? Chce żebym była jego zoną ? Kocham go i widzę, że on mnie też. Czekałam tylko az mi to udowodni.

- Tak - pokiwałam głową z uśmiechem, a on wsunął mi na palec pierscionek - Wtań już.
- Zrozum, że ja naprawdę Cię kocham i strasznie mi na Tobie zależy - powiedział i przytulił mnie mocno - Ja Cię nie zranię. Obiecuję.

Ze wzruszenia łzy popłynęły mi po policzkach, bo wreszcie jakiś mężczyzna myślał o mnie na poważnie. Po chwili jednak się opamiętałam i pociągnęłam go za sobą do domu. Oboje byliśmy mokrzy.

- Skąd Anja o wszystkim wiedziała ? - zapytałam zaciekawiona i popatrzyłam na niego.
- Wysłałem jej zdjęcie z dopiskiem " Czekam pod domem swojej ukochanej, aby móc się jej oświadczyć " - odpowiedział mi z uśmiechem - Wiedziałem, ze do Ciebie zadzwoni i Ci to powie. Musiałem to zrobić, zebyś ze mną porozmawiała.
- Bo nie można było tego załatwić poprostu , tak ? - zaśmiałam się i minęłam go- Zaraz przyniose Ci jakieś ubrania.
- Ja mam lepszy pomysł - zatrzymał mnie i zaczął mnie namiętnie całować, a ja odpowiadałam na jego pocałunki.

Po fali namiętnych pocałunków poszliśmy do mojej sypialni i po chwili bylismy już nadzy. W przeciągu chwili byliśmy już w miłosnym uścisku, jak w diu wesela.

***

Następnego dnia razem z Marisą mieliśmy pojść na plażę, aby się poopalac i popływać w morzu. Około 9 rano byłem już gotowy, jednak moja żona nadal leżała na łożku. Była blada i wyglądała na osłabioną. W nocy kilka razy musiała biegac do toalety spowodu wymiotów.

- Napewno nie idziesz ze mna na plażę ? - zapytałem ją przed wyjściem - Tak bardzo chciałas iść.
- Nie , niedobrze mi. Nadal się , źle czuje - odparła i napiła się wody mineralnej - O mnie się nie martw i baw się dobrze. Mogłam wczoraj nie jesc tych krewetek.
- Taaaak - potwierdziłem, jednak wydało mi się to conajmniej podejrzane- To idę, nie wrócę zbyt późno.
- Baw się dobrze.

Wracając wstąpiłem jeszcze do apteki i kupiłem Marisie dwa testy ciążowe. Moim zdaniem dziewczyna na 50 % była w ciąży. Gdy wszedłem do pokoju siedziała przy stole i czytała książkę.

- Proszę - podałem jej testy ciążowe, a ona popatrzyła na mnie zdziwiona - No co ?
- Myślisz, że jestem w ciąży ?
- Zawsze jest taka możliwość - odpowiedziałem jej z uśmiechem i lekko pognałem ją w stronę łazienki - No idź je zrób.
- Dobra, dobra czekaj - powiedziała i wzięła odemnie testy ciązowe - Ale po co aż dwa ?
- Dla większej pewności.

Gdy Marisa wykonywała test ciążowy czekałem z niecierpliwością w kuchni. Po chwili wyszła z łazienki i położyła oba testy na stole. Teraz pozostało nam tylko czekać na wynik. Te 3 minuty okazały się być najdłyższymi chwilami w moim życiu. Czekałem, czekałem i czekałem.. Oboje byliśmy bardzo ciekawi wyniku.

- I co ? Będziemy mieli dziecko ? - zapytałem, gdy dziewczyna wzięła do ręki testy.
- Czekaj, musze sprawdzić na ulotce - odpowiedziała mi, a ja patrzyłem na nią wyczekująco - jestem w ciąży !
- Naprawdę ? Pokaż ! Naprawdę ! - wrzeszczalem z radości. Mocno ją objąłem i podiosłem ją po góry - Kocham Cię, wiesz ?
- Wiem - pokazał mi język i wyrzuciła testy do kosza - No to trzeba o tym wszystkim powiedzieć, co nie ?
- Okej- przytaknąłem jej - Dodamy zdjecie na faceboooka i poinformujemy wszytskich o tej dobrej wiadomości.


Nie mogłem posiąść się z radości. Będę ojcem ! Teraz już napewno i naprawdę. Oba testy wyszły pozytywnie. Nie mogłem się doczekać aż wezmę maleństwo na ręce. Ciekawe czy to będzie chłopiec czy dziewczynka ? A może bliźniaki ? Za 9 miesiący wszystkiego się dowiem, chyba, że zechemy z Marisą wcześniej poznać płeć dziecka. Poszedłem do kucni zrobic sobie drink, a blondynce herbatę. Marisa w tym czasie zajęła się wrzucaniem naszego wspólnego zdjęcia w baseneie do internetu.

- Widzę, że wszyscy mają jakieś dobre wiadomości - oznajmiła mi Marisa z uśmiechem na ustach.
- A co się stało ? - zapytałem zaciekawiony i postawiłem napoje na stoliku.
- Kamila wychodzi za mąż.
- Naprawdę ? Za kogo ? - chcialem jej wziaść laptopa, ale mi nie dała.
- Zgaduj - uśmiechnęła się do mnie.
- Powiedz mi, proszę - zrobiłem do dziewczyny słodką minę a ta z uśmiechem patrzyła na mnie.
- Bartek Kurek się jej wczoraj oświadczył i to w jaki romantyczny sposób. Stał pod jej domem w deszczu i czekał aż do niego wyjdzie - podniecała się Marisa czytając wpis na internecie.
- No nieźle .
- W takim razie stawiasz mi kolację. Z tego co pamietam ja obstawiałam, ze ona będzie z Bartkiem. Ty stawiałeś na Aleksa - przypomniała mi i szturchnęła mnie w bok.
- Niech Ci będzie- odparłem jej Cieszyłem się bardzo, że obydwojgu nam się udało zycie.